Chmielarz i Pigout chcą zejść poziom niżej. Okazuje się, że właśnie tam zaczyna się szczera rozmowa o literaturze.

I to jest spoko, ale początkowe rozmowy nie podeszły mi do gustu – za dużo wewnętrznego humoru, który do mnie nie trafia, a raczej nuży, natomiast jeżeli szukacie luźniejszej formy gadania i uwielbiacie tych chłopów, to pewnie wam podejdzie. A o czym był pierwszy odcinek – ten nowy podcast polskiego radia o książkach? Swoją drogą… dla mnie cięcia były nieprzyjemne i nagłe – często w podcastach amatorskich są bardziej płynne przeskoki między rozdziałami.

Wojciech Chmielarz i Piotr „Pigout” – jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy kryminałów i jeden z bardziej rozpoznawalnych głosów internetowych piszących o popkulturze – postanowili zrobić podcast. Polskie Radio dało im narzędzia i czas antenowy. I zamiast kolejnego programu, w którym poważne osoby poważnie rozmawiają o poważnych książkach, dostaliśmy coś, o co od lat nikt nawet się nie pokusił: szczerą rozmowę o tym, dlaczego świat literacki wciąż zachowuje się, jakby jego istnienie było przywilejem niedostępnym dla reszty Polaków.

Podcast nosi tytuł „Chłopaki od blurbów”. Autoironia jest zamierzona i celna: obaj panowie napisali już kilkadziesiąt blurbów (czyli tych entuzjastycznych rekomendacji z tylnych okładek), co samo w sobie jest drobną instytucją w branży. Wiedzą, jak ten system działa. I właśnie dlatego mogą się z niego śmiać.

Pisarze jako kontent. Marzenie śmiałe, ale kto zapłaci za BMW X5?

Pigout od pierwszych minut stawia diagnozę, która na pozór brzmi prowokacyjnie: gdyby pisarze i pisarki stali się materiałem dla portali plotkarskich, cały świat literacki by na tym zyskał. Nagłówek w stylu „znana pisarka zatrzymała się swoim BMW X5 na zakazie i weszła do centrum handlowego w butach za 7000 zł” – brzmi absurdalnie, ale za tym absurdem chodzi o coś konkretnego. Autorzy i autorki zniknęli z przestrzeni publicznej. Nie są ciekawi. Nie są widzialni. Jedyną pisarką, która regularnie pojawia się na portalach plotkarskich, jest Blanka Lipińska – i żaden z prowadzących nie traktuje tego jako powodu do kpiny, tylko jako symptom czegoś głębszego.

Chmielarz zauważa, że wyrzuciliśmy kulturę i literaturę poza obręb tego, o czym rozmawiamy na co dzień. Książki pojawiają się w telewizji raz w roku – przy okazji raportu czytelnictwa Biblioteki Narodowej. I wtedy wszyscy udają zaskoczenie, że Polacy mało czytają. Następnie przez kolejnych jedenaście miesięcy nikt nie wraca do tematu.


41%, płyn do kibla i twarde 7 procent

Raport czytelnictwa za 2025 rok to jeden z głównych tematów odcinka. Wyniki? Dokładnie takie same jak rok wcześniej. 41% Polaków powyżej 15. roku życia przeczytało co najmniej jedną książkę. Chmielarz z rozbrajającą szczerością mówi o tym, że kiedyś definicja „czytelnika” była tak szeroka, że obejmowała człowieka, który z nudów – przy rozładowanej komórce, siedząc w toalecie – przeczytał etykietę płynu do czyszczenia. To się liczyło. To już miało być czytanie.

Teraz jest trochę lepiej, ale nie o tę statystykę tu naprawdę chodzi.

Kluczowa liczba to siedem. Tyle książek rocznie musi przeczytać ktoś, żeby według tego samego raportu znaleźć się w kategorii aktywnych czytelników. I takich osób jest w Polsce 7% badanych. Mniej niż cztery miliony ludzi trzyma cały rynek wydawniczy na barkach. To są Twoi czytelnicy. To jest Twoja publiczność. I to jest właściwa skala problemu.


Gość: Michał Michalski z ArtRage, czyli jak wydawać książki, które nie wyglądają jak książki

Najmocniejszą częścią odcinka jest rozmowa z Michałem Michalskim – prezesem zarządu wydawnictwa ArtRage, jednej z ciekawszych niszowych oficyn w Polsce. ArtRage wydaje autorów latynoamerykańskich, skandynawskich, belgijskich – tych, którym inne wydawnictwa w Polsce nie dałyby szansy albo których opakowano by w okładkę z dziewczyną odwróconą tyłem, we mgle, nad jeziorem.

Rozmowa szybko schodzi na temat, który każdego wydawcę swędzi: czy opłaca się wydawać dobrą literaturę, skoro rynek premuje schematy? Michalski odpowiada z rozbrajającą precyzją – wydawanie trudniejszych tytułów się nie opłaca w sensie rachunku zysku i strat, ale jednocześnie jest jedyną rzeczą, którą chce robić. I nie, nie zamierza tego tłumaczyć jako szlachetnego poświęcenia.

Pada przy tym kilka rzeczy wartych zapamiętania. Po pierwsze – ArtRage wydało „Mleczarza” Anny Burns (International Booker), który rozszedł się w 14 000 egzemplarzach papieru, co przy polskich realiach rynkowych jest bardzo dobrym wynikiem. Po drugie – wydało Pianolę Małp Pierre’a Boullea w nowym przekładzie, po czym okazało się, że to książka roku na TikToku w Stanach i teraz dostaje wznowienia na dziesiątkach rynków. ArtRage miało ją na półkach, zanim jeszcze ktokolwiek wiedział, że to będzie fenomen.

I po trzecie – wydało „Wilka w białej furgonetce”, który miał być bankowym trafieniem (nagrody, setki tysięcy ocen na Goodreads, duże nakłady za granicą), a w Polsce nie wypalił. Bo tak działa rynek. Nawet wiedząc, co należy zrobić, nie ma żadnej gwarancji, że zadziała.


Snobizm okładkowy i McDonald’s czytania

W pewnym momencie Chmielarz pyta Michalskiego wprost: czy wkurza cię, że kryminały w fabrycznych okładkach – dziewczyna, mgła, jezioro – sprzedają się lepiej niż twoje starannie zaprojektowane wydania? Michalski mówi, że akceptuje reguły gry. Ale jednocześnie przyznaje, że jest w nim coś, co nie pozwala mu robić rzeczy tak jak inni.

I tu pojawia się temat, który w podcaście jest potraktowany zbyt skrótowo, ale ma w sobie ziarno dużo poważniejszej dyskusji: czy wydawnictwa niszowe, pracując nad estetyką i wyborem tytułów, budują wyższe standardy czytelnicze – czy może jednak zamykają się w bańce, do której i tak wchodzą tylko ci, którzy już czytają?

Pigout pyta o to wprost, Michalski odpowiada że bańka go niepokoi, ale nie z powodu, o który pytasz. Bo jego zdaniem funkcją wydawnictwa jest podnoszenie poprzeczki, nie dostosowywanie jej do dołu. I tu rozmówcy się rozchodzą – i dobrze, że nie próbują na siłę dojść do konsensusu.


Wrażenia ogólne: podcast, który nie boi się być rozmową

„Chłopaki od blurbów” to podcast, który robi coś rzadkiego: rozmawiają w nim ludzie, którzy naprawdę wiedzą, o czym mówią, ale nie udają, że to wymaga od słuchacza wstępnego przygotowania. Chmielarz i Pigout nie tłumaczą sobie nawzajem, czym jest blurb albo kto to jest Remigiusz Mróz. Zakładają, że wiesz. I to zaufanie do słuchacza jest prawdziwą siłą tego formatu.

Słabości? Odcinek jest długi, a parę wątków – zwłaszcza wokół okładek i modeli wydawniczych – zasługuje na osobne odcinki, a nie na urwanie w połowie zdania. Segment plotkarski z pierwszej połowy jest zabawny, ale lekki jak kalkulator z papieru. Blanka Lipińska, Łatwogangsters, Paulina Świst – kilka akapitów ciekawostek, które jednak nie prowadzą do żadnej głębszej tezy.

Za to rozmowa z Michalskim ratuje cały odcinek i zamienia go w coś, co warto puścić osobom zupełnie niezwiązanym z branżą – właśnie dlatego, że mówi o rzeczach, o których zwykle się w Polsce nie mówi: o tym, ile się sprzedaje, dlaczego to nie starcza, i dlaczego mimo to warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *