Cześć,
tu Piotr Tango.

Piszę fantastykę taką, jaką zawsze chciałem czytać.

Znajdziesz tu odskocznię pełną emocji. Nowoczesne fantasy z rozmachem, inspirowane polską kulturą.

„Wiedziałem, że moją zgubą będzie kobieta.
Nie sądziłem tylko, że taka wysoka”.

-złodziej Uri Windischgraets

Ponad 500 stron

11 ilustracji

mapa miasta

Historie, które porywają - pełna akcji i rozmachu literatura fantasy.

Już jako dzieciak hałasowałem maszyną do pisania moich dziadków. Pożerałem książki przygodowe, Sienkiewicza, fantastykę, książki historyczne. Po latach wreszcie odpowiedziałem na zew powołania i wróciłem do pisania historii takich, jakie sam chcę czytać.

Moje pierwsze opowiadanie wygrało konkurs w Nowej Fantastyce, drugie w Białym Kruku. Następnie było kilkanaście porażek i kolejne literackie sukcesy.

Przez kilka lat szlifowałem warsztat, wchłaniałem dziesiątki historii i planowałem własną, uważnie obserwując rynek.

Biorę to, co najlepsze w selfpublishingu i wydawnictwach tradycyjnych.

Moja historia była celo-marzeniem. Postanowiłem wydać ją jako samowydawca po to, żeby absolutnie każdy element był na najwyższym poziomie. Wielokrotnie poprawiałem tekst podczas profesjonalnej redakcji i korekty z Twardą Oprawą i Kamilą Galer-Kanik.

Zadbałem o wszystko: profesjonalny i wieloetapowy proces doszlifowania tekstu, piękne ilustracje i mapy autorstwa topowych artystów, okładkę na genialnym poziomie.

Łotrzykowskie
przewały i napady…

niczym w Kłamstwach Locke’a Lamory, Szóstce Wron, Carnival Row. Fantasy z elementami kryminału

Dwa twarde i jeden miękki
system magiczny…

Świadome inspiracje Brandonem Sandersonem i Dungeons & Dragons

Spójny świat
i przemyślana fabuła

wszystko zostało zaplanowane i przemyślane grubo przed pisaniem

Ponad 500 stron

wiele wątków, bogaty świat i już napisana kontynuacja – ten cykl będzie mieć swój finał

Oprawa graficzna

Jedenaście ilustracji i jedna mapa

Mityczne bestie

bazowane na mitycznych stworzach oraz na radosnym szaleństwie autora

Sprawdź mnie!
Trzy cytaty, trzy perspektywy głównych bohaterów

– Muchy zawsze zlatują się do gówna, a ludzie w miejsca wypadków – mruknął Corvo.

Czemu tak jest? Nie miał pojęcia, ale z doświadczenia wiedział, że krwawe tragedie przyciągają mieszkańców stolicy. Żebrak, goniec, nawet dama z dostojnym młodzieńcem: oni wszyscy i nowi widzowie dołączyli do tego spektaklu, w którym śmierć to dopiero początek.

– O co ci chodziło z tym dobrym dniem? – zapytał drepczący za nim Bramin.

– Nie musimy kręcić się jak gówno po bazarku, szukając tego taniego złodziejaszka – wyjaśnił.

Podniesionym głosem rzucił do strażnika:

– Młody! Przegnaj gapiów, zagwiżdż po kolegów i dopilnuj, żeby nikt nie wychodził z kamienicy.

Odwrócił się do Bramina.

– Zabezpiecz mieszkanie, wygląda na to, że to będzie czwarte piętro. Sądząc po konstrukcji kamienicy, to pewnie drzwi po lewej.

Młody strażnik dyszał ciężko, zerkając to na ciało, to na Corvo. W końcu zebrał się na odwagę i zapytał nieśmiało:

– A tyś co za jeden… panie?

Kucnąwszy, Corvo obserwował już wykrzywione pod dziwnym kątem plecy denata, jednak na pytanie strażnika wyprostował się i spiorunował go wzrokiem. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej okrągłą, srebrną odznakę, którą podstawił rozmówcy pod nos. Tamten odsunął się i przyjrzał prostemu symbolowi wybitemu na rewersie amuletu. Z blachy patrzył na niego profil węszącego dobermana, okolony dewizą „Jesteśmy na tropie”.

– Pies… Nocna Straż! – wyszeptał sensacyjnym tonem Dzienny. Na jego twarzy pojawił się pełen ulgi uśmiech, a z ust wyrwało się ciche westchnienie.

– Tańczymy? – zapytał czarnoskóry M'Bakwe odziany w lamparcią przepaskę biodrową.

Gdyby nie to, że stanęli naprzeciw siebie jako przeciwnicy na piaszczystej arenie, pewnie podziwiałaby muskularny tors albo zwróciła uwagę na pełen radości uśmiech. Teraz jednak westchnęła cicho, oczyszczając zaczadzony bodźcami umysł. Okrzyki kibiców skutecznie wytrącały ją z równowagi.

Próbowała zanurzyć się w instynkcie, jednocześnie czując i odrzucając zalew wrażeń zmysłowych gdzieś poza siebie.

Gryzący dym z ognisk i pochodni unosił się w powietrzu, pachnąc pojedynkami, wieczorami pełnymi historii i ziołami do medytacji. Jej serce drgało zgodnie z szybkim rytmem wygrywanym przez bębniarzy. Tym, co chyba najmocniej budowało hipnotyczny trans, były monotonne, powtarzalne dźwięki shekere – grzechotek wykonanych z pustych tykw, ciasno oplecionych siateczkami pełnymi drewnianych koralików. Mimo to niemal słyszała szelest ziarenek pod przesuwającą się subtelnie stopą M'Bakwe.

„Więc to takie uczucie stać na środku kręgu".

– …i tak oto Trismegistos użył Pieśni Stworzenia, by zapisać ludom nieskończoną mądrość w Tabula Diamanti, których wedle większości tradycji jest ponad trzydzieści sześć tysięcy ksiąg. Dokładnie trzydzieści sześć tysięcy pięćset dwadzieścia dziewięć. Zawierają formuły słów doskonale opisujących naturę rzeczy. A układając znaki w formuły, tworzymy zaklęcia. Tyle z praktyki. Wrócimy do podstaw.

„Najpierw muszę dostać stypendium, potem mogę myśleć o tym, jak wkraść się w łaski naszej uniwersyteckiej elitki”, uśmiechnął się do myśli Aramin, wyprostował i wbił pełne uwagi spojrzenie w Mistrza.

– Usystematyzujmy wiedzę o budowie różdżki. Różdżka składa się z przedróżdżcza, śródróżdżcza i zaróżdżcza – kontynuował Mistrz, chyba rozmyślnie ignorując falę śmiechów przetaczającą się przez aulę.

Aramin rozdziawił usta w przejaskrawionym zdziwieniu i spojrzał na Wrzecionkę.

– To jakieś żarty? Naprawdę opisuje nam budowę różdżki w taki sposób?

– Ciii, uważaj! Podobno żeby zdać u niego praktykę rzucania zaklęć, trzeba podyktować to słowo w słowo, tak jak on powie.

– Przecież to głupie.

– Różdżki powstają z materiałów kanalizujących i przechowujących Pranę ustrukturyzowaną w formie zaklęć czeli. Posiadacz różdżki winien trzymać ją mocno za zaróżdżcze, celując w miejsce uwolnienia czaru. Uwolnienia, nie: rzucenia, bowiem różdżki to w istocie pojemniki, w których zamykane są po wielokroć te same zaklęcia…

Głowa Aramina opadła na pulpit i strąciła ulubiony kałamarz Wrzecionki..

Chłopak wyprostował się i wyciągnął dłoń, ale nie zdążył – kałamarz wywinął fikołka i wylądował miękko na podołku dziewczyny. Wrzecionka obrzuciła kolegę zdegustowanym spojrzeniem, a Aramin zaśmiał się z zakłopotaniem i gorąco, choć szeptem, przeprosił.

Pobierz darmową wersję próbną.

Przeczytaj trzy pełne rozdziały z książki:

Aktualności

O mnie

Mały chłopiec kreślił proste historie o moich maskotkach na stronach z zeszytu cioci. Dorosły Piotr zawodowo zajmuje się tworzeniem historii od lat jako kreatywny marketingowiec, w 2018 roku wróciłem do pisania beletrystyki.

Prowadzę podcast o historiach, jestem socjologiem i autorem tekstów Sci-Fi, fantasy oraz dziennikarzem. Analizuję i współtworzę rynek książki w Polsce jako komentator, konwentowicz, twórca i prelegent.

Zapisz się do newslettera

Tylko najciekawsze kulisy z kuchni autora, analizy rynku książki, premiery, promocje i informacje o spotkaniach autorskich. Zero spamu. Zapisz się i bądź na bieżąco z pisarskim światem!