Czym jest Cosmere i dlaczego to inny problem niż Pratchett
Brandon Sanderson to pisarz, który postawił sobie cel tak absurdalnie ambitny, że trudno go opisać bez śmiechu – a potem bez podziwu. Postanowił zbudować jedno spójne uniwersum obejmujące dziesiątki planet, dziesiątki cykli i dziesiątki bohaterów – tak żeby wszystkie jego powieści, pozornie osobne i niezależne, były w rzeczywistości częścią jednej, wielkiej historii. Tę historię nazwał Cosmere.
Brzmi znajomo? Trochę jak Pratchett, który też pisał różne cykle w jednym świecie. Ale jest jedna fundamentalna różnica.
U Pratchetta cykle są naprawdę niezależne. Możesz przeczytać Wiedźmy bez znajomości Straży i nic nie stracisz. Sanderson buduje inaczej – jego cykle są osobne na początku, ale im dalej w las, tym więcej połączeń. Postaci z jednej serii pojawiają się w innej. Odkrycia z jednego cyklu rzucają nowe światło na zdarzenia z drugiego. Jest tajemnicza postać, która przewija się przez całe Cosmere i której tożsamość składa się z dziesiątek małych wskazówek rozrzuconych po różnych książkach. Sanderson nie żartuje z tym „jednym wielkim planem”.
To oznacza, że czytanie Sandersona ma dwa tryby – i warto zdecydować który jest Twój, zanim otworzysz pierwszą stronę.
Dwa typy czytelnika Sandersona
Typ pierwszy: chcę dobrych, niezależnych powieści fantasy.
To jest w porządku. Każdy cykl Sandersona stoi samodzielnie i można go czytać nie wiedząc nic o Cosmere. „Z mgły zrodzony” jest świetną powieścią niezależnie od tego czy wiesz, że łączy się z „Drogą królów”. Jeśli jesteś tym czytelnikiem – wybierasz jeden cykl, czytasz go od początku do końca i cieszysz się historią. Połączenia będą przyjemnym bonusem, nie obowiązkiem.
Typ drugi: chcę Cosmere. Całe. Wszystko.
To jest bardzo słuszne pragnienie i bardzo kosztowna decyzja życiowa. Sanderson opublikował dotąd ponad dwadzieścia powieści i nowel w ramach Cosmere i nie zamierza zwalniać tempa. Jeśli jesteś tym czytelnikiem – kolejność czytania ma dla Ciebie znaczenie, bo pewne książki zawierają spoilery do innych, a niektórych rzeczy nie zrozumiesz w pełni bez wcześniejszego przygotowania.
Dla obu typów mam rekomendacje. Ale najpierw – co w ogóle jest do przeczytania.
Mistborn – najlepszy punkt wejścia dla nowych (7 tomów, dwie ery)
Gdybym miał wskazać jedno miejsce, od którego zaczynają Sandersona ludzie, którzy zostają z nim na lata – to jest „Z mgły zrodzony”. Nie dlatego, że to najlepsza jego powieść. Dlatego, że jest najlepszym wprowadzeniem do tego, czym Sanderson w ogóle jest.
Świat pierwszej trylogii Mistborn to miejsce, w którym Ostatni Imperator rządził przez tysiąc lat, kwiaty nigdy nie kwitły, niebo jest czerwone od popiołu i wszystko – absolutnie wszystko – wskazuje na to, że zło wygrało i wygrywać będzie wiecznie. W tym świecie żyją skaa – niewolnicza klasa bez praw, bez nadziei i bez historii. I żyje Kelsier – pół-skaa z blizną na twarzy, który przeżył najgorsze więzienie Imperatora i wyszedł z niego z jednym postanowieniem: obalić system.
Tu pojawia się to, za co Sandersona uwielbiają czytelnicy na całym świecie – jego systemy magii. W Mistbornie bohaterowie połykają metale i je spalają, uwalniając konkretne moce. Każdy metal daje inną zdolność – cynk wzmaga emocje innych, żelazo przyciąga metalowe obiekty do allomanta, stal odpycha je od niego, złoto pokazuje wizje alternatywnych wersji siebie. System jest w pełni opisany, logiczny i konsekwentny. Sanderson nie robi „magii bo tak” – u niego magia działa jak fizyka, ma swoje prawa i swoje koszty. To jego znak rozpoznawczy i jeden z powodów, dla których tak dobrze się go czyta jako pisarza – czytelnik wie, że reguły nie zmienią się w połowie książki.
Trylogia pierwszej ery kończy się zamkniętą, satysfakcjonującą historią. Nie musisz czytać dalej – ale prawdopodobnie zechcesz.
Era pierwsza – trylogia klasyczna:
- Z mgły zrodzony
- Studnia wstąpienia
- Bohater wieków
Era druga – seria Waxa i Wayne’a:
Trzysta lat po wydarzeniach z pierwszej trylogii. Ten sam świat, ale zmieniony nie do poznania – z mgły i popiołu wyrósł Dziki Zachód z rewolwerami, koleją i detektywami. Wax to szlachcic i łowca nagród, Wayne to jego ekscentryczny partner, który wierzy że kapelusze mają dusze.
Zmiana klimatu jest radykalna i nie wszyscy ją lubią. Jeśli pierwsza trylogia była mrocznym epickim fantasy, era druga to przygodowy western z elementami kryminału. Lżejsza, szybsza, mniej poważna – i celowo.
- Stop prawa
- Cienie tożsamości
- Żałobne opaski
- Zaginiony metal
Ważna uwaga: „Zaginiony metal” – czwarty tom ery drugiej – jest już mocno cosmerowy i zawiera informacje, które łączą się z wydarzeniami z Archiwum Burzowego Światła. Sanderson sam rekomenduje żeby czytać go po czwartym tomie Stormlight. Jeśli nie zależy Ci na Cosmere – możesz go czytać po prostu jako zamknięcie serii Waxa i Wayne’a.
Archiwum Burzowego Światła – szczyt Cosmere i największe wyzwanie (5 tomów, po 1000+ stron każdy)
Musimy porozmawiać o rozmiarze.
„Droga królów” ma ponad tysiąc stron. „Słowa światłości” mają ponad tysiąc trzysta. Każdy z pięciu tomów pierwszej serii Stormlight to wydarzenie logistyczne – gruba cegła, którą trzymasz w dwóch rękach i nosisz w osobnej torbie. Polskie wydania wychodzą w częściach, żeby w ogóle dało się je fizycznie oprawić.
Powiedziałem to wprost, bo wiele osób zaczyna „Drogę królów” nie wiedząc na co się decyduje i odkłada po trzech tygodniach ze wstydem. Nie ma wstydu – to po prostu bardzo duże zobowiązanie czasowe.
Ale jeśli jesteś gotowy – to jest prawdopodobnie najambitniejsza seria fantasy pisana aktualnie przez jednego autora. Roshar to planeta, przez którą co kilka dni przetaczają się arcyburze o sile huraganu – i w której całe życie, architektura, kultura i magia ewoluowały wokół tych burz. Fauna chowa się pod ziemię. Rośliny mają pancerzyki. Ludzie budują miasta pod osłoną skał. I gdzieś w tym świecie coś bardzo starego i bardzo złego zaczyna się budzić.
Śledzimy kilkoro bohaterów: Kaladina – ciemnookiego żołnierza, który z adeptury u ojca-chirurga trafił do niewoli jako mostkowy; Shallan – arystokratkę z sekretami, która podróżuje po wiedzę i odkrywa w sobie coś, czego się nie spodziewała; Dalinara – arcyksięcia i legendę wojenną, który zaczyna widzieć wizje przeszłości i zastanawia się czy to mądrość czy szaleństwo.
Polskie tytuły w kolejności:
- Droga królów (2014)
- Słowa światłości (2014)
- Dawca przysięgi (2017)
- Rytm wojny (2020)
- Wiatr i prawda (2024)
Między tomami 2 i 3 warto przeczytać nowelę „Tancerka krawędzi” – krótka, samodzielna, ale pogłębia jeden z wątków pobocznych który w tomie 3 staje się ważny. Między tomami 3 i 4 – nowela „Odprysk świtu”, podobna sytuacja.
Elantris i Nowa dusza cesarza – gdzie zaczął i co ukrył w cieniu
„Elantris” to debiutancka powieść Sandersona z 2005 roku i do dziś jedna z moich ulubionych. Mówię to wprost – jako czytelnik i pisarz, który jest wrażliwy na to jak się buduje świat i jak prowadzi się narrację polityczną.
Elantris to piękne, magiczne miasto, którego mieszkańcy byli niegdyś bogami. Potem magia się zepsuła – i z dnia na dzień ci sami ludzie stali się żywymi trupami. Czują wszystko, nigdy nie zasypiają, każda rana pozostaje świeża i boli bez końca – ale nie mogą umrzeć. Miasto zamieniło się w więzienie. Świat poza nim udaje, że Elantris nie istnieje.
To, co Sanderson robi z tym pomysłem – jak prowadzi trzy przeplatające się wątki, jak konstruuje polityczne intrygi, jak rozgrywa moment gdy system władzy opiera się na kłamstwie, które wszyscy znają – jest sprawą, za którą tę książkę szczerze cenię. Nie ma tu spektakularnej magii w stylu Mistborn. Jest za to historia o tym, że władca, który wydawał się największym złem, mógł być czymś zupełnie innym – i że obalenie tyrana jest łatwiejsze niż decyzja co zbudować w jego miejsce.
„Nowa dusza cesarza” – technicznie osadzona w tym samym świecie co Elantris – to osobna nowela, którą można czytać niezależnie. I zdecydowanie warto. To najkrótszy i najbardziej skondensowany pokaz tego, czym jest sandersonowska magia twarda – bohaterka potrafi tworzyć pieczęcie, które przepisują historię obiektów. Chce przepisać historię samego cesarza. Ma na to dziewięćdziesiąt dni.
Za tę nowelę Sanderson dostał nagrodę Hugo w kategorii Best Novella w 2013 roku – i zasłużył.
Warbreaker – ten, który łączy wszystko
„Warbreaker” to powieść, którą Sanderson sam rekomenduje czytać przed trzecim tomem Stormlight – bo dwie ważne postacie z Warbreakerów pojawiają się w „Dawcy przysięgi” i dobrze wiedzieć kim są.
Ale to nie jest powód żeby ją czytać. Powód żeby ją czytać jest taki, że to jedna z najlepiej skrojonych samodzielnych powieści Cosmere. Dwie księżniczki – jedna posłuszna, jedna zbuntowana – zostają wysłane do wrogiego królestwa jako zakładniczki i potencjalne żony. System magii oparty jest tu na kolorach i na Biochromie – czymś w rodzaju życiowej siły, którą można oddawać innym lub odbierać. Ktoś w tym świecie zebrał tyle Biochromu, że stał się niemal bogiem – i nikt nie wie dlaczego ani po co.
Czytaj po pierwszej trylogii Mistborn, przed trzecim tomem Stormlight.
Rekomendowana kolejność dla nowych
Jeśli chcesz Cosmere i chcesz je czytać we właściwej kolejności – oto najprostsza ścieżka, która nie będzie Cię spoilerować i pozwoli budować wiedzę o świecie stopniowo:
- Elantris
- Nowa dusza cesarza – nowela, dostępna w zbiorze „Bezkres magii”
- Z mgły zrodzony
- Studnia wstąpienia
- Bohater wieków
- Warbreaker
- Droga królów
- Słowa światłości
- Tancerka krawędzi – nowela
- Stop prawa
- Dawca przysięgi
- Odprysk świtu – nowela
- Cienie tożsamości
- Rytm wojny
- Żałobne opaski
- Zaginiony metal
- Wiatr i prawda
To dużo. Nikt nie powiedział, że Cosmere to krótka przygoda.
Od czego nie zaczynać
„Droga królów” jako pierwsza książka Sandersona – to błąd, który robi wiele osób zwabionych rankingami. „Droga królów” jest znakomita, ale jest też bardzo wymagająca i zakłada pewną cierpliwość wobec budowania świata. Jeśli nie masz jeszcze zaufania do Sandersona – zacznij od Mistborn albo Elantris. Droga królów będzie lepsza gdy wiesz już, że ten autor dotrzymuje obietnic.
Era druga Mistborn przed erą pierwszą – można, ale tracisz większość emocji z odkrywania co stało się ze światem przez te trzysta lat.
„Zaginiony metal” przed czwartym tomem Stormlight – Sanderson sam to rekomenduje. Ten tom jest już głęboko cosmerowy i pewne rzeczy będą bez kontekstu płaskie.
Słowo o scenach walki – uczciwa uwaga od czytelnika
Sanderson jest mistrzem systemów magii i mistrzem konstruowania intryg. Ale jest jedna rzecz, przy której – jako pisarz i czytelnik – mam mieszane uczucia: jego sceny walki w książkach z cyklu z Mgły zrodzonego.
Są filmowe. Są bardzo filmowe. Widać w nich człowieka, który myśli obrazem, klatką po klatce, ruchem kamery. I rozumiem to – Sanderson wprost mówi o planach adaptacji, pisze scenariusze, myśli o swoich historiach wizualnie. Problem polega na tym, że w książce ta filmowość czasem działa przeciwko narracji. Scena, która na ekranie trwałaby trzydzieści sekund i wyglądałaby spektakularnie, na papierze rozciąga się na pięć stron pełnych kierunków ciosów, kątów upadku i nazw technik. W pewnym momencie przestajesz wiedzieć kto gdzie stoi i co właściwie się dzieje. Znaczy ja przestaję, ale wiem że nie jestem w tym sam.
To nie dyskwalifikuje Sandersona – to jest cena za jego rozmach. Ale warto wiedzieć wcześniej, że w trakcie dłuższych sekwencji walk można się zagubić i że to nie jest Twoja wina jako czytelnika. To po prostu miejsce, w którym jego wyobraźnia jest bardziej wizualna niż tekstowa.
Dygresja od Piotra Tango
Jako autor bloga pozwolę sobie na autopromocję: w mojej książce występują dwa twarde systemy magiczne także fanom charakterystycznej metodologii Sandersona powinno się spodobać. Nie ukrywam, że gałąź jednego z systemów jest mocno inspirowana mechaniką allomancji „Z mgły zrodzonego” .
Super robota Piotrze 🙂
Zacząłem uniwersum Cosmere od Drogi Królów właśnie. Początki były bardzo trudne, ale od ok. 1/3 książki to, jedna z najlepszych przeczytanych powieści. Całe Archiwum Burzowego Światła(5 tomów) czytam ponownie, po zapoznaniu się z „Z mgły zrodzonym”, „Elantris” i „Rozjemcą”. Połączenia między światami, są delikatne, wręcz niezauważalne lecz znajomość wieloświatu Cosmere pozwala na bardziej świadome czytanie 😀
Ps. w Polsce Wiatr i Prawda miała premierę już 2025 roku 🙂
Dzięki! Słusznie, gdzie ja miałem głowę! Muszę poprawić.
Ja naprawdę miło wspominam Elantris, które zwykle ludziom chyba nie przypada do gustu. Koncept świetny, wykonanie też całkiem solidne.
Czekam na kontynuację, którą zapowiedział Sanderson. Ja również w Elantris dostrzegłem super elementy fantasy i takiego 'medieval’ vibe :D. Jak spojrzymy na mapę ukazaną w książce, jest tam nie mniej państw niż na Rosharze.