Jest taki odruch, który zna chyba każdy czytelnik. Przed wyjazdem podchodzisz do regału i myślisz: „No to w końcu przeczytam tę ośmiusetstronicową cegłę, która czeka od dwóch lat”.

Nie przeczytasz.

Po pierwszych kilkudziesięciu stronach okazuje się, że zamiast śledzić polityczne intrygi między pięcioma królestwami, bardziej interesuje Cię, czy woda w morzu jest już wystarczająco ciepła.

I nie ma w tym nic złego.

Urlop rządzi się swoimi prawami. Książka ma być przyjemnością, a nie kolejnym projektem do zrealizowania. Dlatego zamiast polecać największe arcydzieła fantasy, wolę pokazać książki, które po prostu dobrze zabiera się na wakacje. Takie, które wciągają od pierwszych stron, nie wymagają robienia notatek i nie kończą się na trzecim tomie z dwunastu.

Krótkie fantasy. Książki, które przeczytasz w dwa wieczory

Zacznijmy od tych, które spokojnie można przeczytać podczas weekendowego wyjazdu albo w drodze na wakacje. Mniej więcej dwieście stron, często wydanie kieszonkowe, żadnego zobowiązania na najbliższe pół roku.

Książka Dla kogo?
Piranesi Jeśli lubisz tajemnice i powolne odkrywanie świata.
Wroniec Jeśli masz ochotę na coś bardzo polskiego i nietypowego.
Miecz przeznaczenia Jeśli chcesz sprawdzić, czy Wiedźmin jest dla Ciebie.
Opowieści z Wilżyńskiej Doliny Jeśli lubisz słowiańskie klimaty bez cepelii.
Wypychacz zwierząt Jeśli wolisz krótkie, mocne historie od wielkich sag.
Smok Griaule Jeśli szukasz fantasy, które trudno porównać z czymkolwiek innym.

Piranesi – książka, o której najlepiej wiedzieć jak najmniej

To jedna z tych książek, o których najlepiej wiedzieć jak najmniej. Im mniej przeczytasz o fabule, tym większą frajdę daje odkrywanie kolejnych elementów tej układanki. Jeśli lubisz tajemnice i książki, które nie prowadzą czytelnika za rękę, Piranesi będzie świetnym wyborem na dwa wieczory.

Wroniec – baśń, która mówi więcej o Polsce niż niejeden reportaż

To nie jest książka na każdą okazję, ale jeśli lubisz fantastykę, która ma coś do powiedzenia o rzeczywistości, trudno o lepszy wybór. Dukaj opowiada o stanie wojennym językiem baśni i robi to w sposób, którego długo się nie zapomina. Krótko, konkretnie i bez lania wody.

Miecz przeznaczenia – najlepszy sposób, żeby sprawdzić, czy polubisz Wiedźmina

Jeżeli do tej pory znasz Wiedźmina głównie z gier albo serialu, zacząłbym właśnie tutaj. Opowiadania świetnie sprawdzają się na wyjazdach. Jedno przeczytasz na plaży, kolejne wieczorem w hotelu i nie masz poczucia, że musisz pamiętać trzydzieści wątków jednocześnie. A przy okazji trafisz na jedno z najlepszych opowiadań Sapkowskiego – Trochę poświęcenia.

Opowieści z Wilżyńskiej Doliny – słowiańska fantasy bez cepelii

Jeżeli słowiańska fantastyka kojarzy Ci się wyłącznie z Wiedźminem, warto to zmienić. Brzezińska pokazuje, że można pisać o wierzeniach, demonach i magii bez robienia z tego folklorystycznej pocztówki. To spokojniejsza, bardziej kameralna fantastyka, która idealnie pasuje do leniwego popołudnia z książką.

Wypychacz zwierząt – gdy masz ochotę na kilka mocnych historii zamiast jednej długiej

Nie każdy chce zabierać na urlop siedmiotomową sagę. Czasem lepiej sprawdza się zbiór opowiadań. Grzędowicz miesza fantastykę z horrorem, groteską i czarnym humorem. Każda historia jest inna, więc łatwo powiedzieć sobie „jeszcze tylko jedno opowiadanie”. I zwykle kończy się na trzech.

Zabawne fantasy na urlop. Bo nie wszystko musi ratować świat

Fantasy ma dziwną tendencję do traktowania siebie bardzo serio. Im większa saga, tym częściej bohater nosi na barkach los świata, pięciu królestw i jeszcze własnej traumy z dzieciństwa.

Na szczęście są autorzy, którzy uznali, że smok może być śmieszny, bohater nie musi być wybrańcem, a ratowanie świata wcale nie wyklucza dobrego żartu.

Nie każda książka musi zmieniać życie. Czasem wystarczy, że nie pozwala się nudzić.

To właśnie takie powieści najczęściej zabieram na wyjazdy. Nie dlatego, że są wybitniejsze od klasyki. Dlatego, że po ciężkim dniu zwiedzania albo kilku godzinach na słońcu nie mam ochoty analizować symboliki i polityki pięciu królestw.

Chcę po prostu dobrze spędzić wieczór.

Mortka – humor, który nie robi z czytelnika idioty

Jeżeli szukasz czegoś lekkiego, ale nie głupiego, zacząłbym od Mortki. Jego humor wynika z bohaterów i dialogów, a nie z rzucania memami co trzy strony. To przygodowa fantastyka, którą czyta się szybko, a po kilku rozdziałach łapiesz się na tym, że uśmiechasz się do książki jak idiota. Na plaży wygląda to podejrzanie, ale można z tym żyć.

Ja, inkwizytor – kiedy fantasy ma czarne poczucie humoru

Nie jest to komedia. Ale Jacek Piekara ma talent do pisania dialogów, które potrafią rozbroić napięcie jednym zdaniem. Mordimer nie jest sympatycznym bohaterem i chyba właśnie dlatego tak dobrze się go czyta. Jeśli lubisz sarkazm bardziej niż slapstick, to może być dobry wybór. To książki dla osób, które lubią bardziej szorstką, twardą i… prymitywną fantastykę rodem z Fabryki Słów – coś w stylu lat 2000.

Kwiat Paproci – fantasy, które czyta się jak serial

Nie bez powodu ta seria zdobyła tylu czytelników. Katarzyna Berenika Miszczuk nie próbuje wymyślać fantasy od nowa. Bierze słowiańskie wierzenia, dorzuca romans, humor i współczesny język. To jedna z tych książek, które bierzesz „na chwilę”, a kończysz kilkaset stron później.

Fantasy na plażę. Kiedy nie chcesz myśleć, tylko czytać

To nie jest obraźliwe określenie.

Są filmy, które ogląda się dla efektów. Są seriale, które pochłania się przez cały weekend. I są książki, które mają dokładnie taki sam cel. Wciągnąć.

Nie udowodnić nic krytykom. Nie walczyć o nagrody. Po prostu opowiedzieć dobrą historię.

Komornik – Michał Gołkowski

To jedna z tych serii, które zaczynają się z przytupem i właściwie nie zwalniają. Apokalipsa już się wydarzyła, aniołowie nie są szczególnie mili, a główny bohater wykonuje robotę, której większość ludzi wolałaby uniknąć. Gołkowski nie bawi się w długie wprowadzenia. Szybko wrzuca czytelnika w środek wydarzeń i pozwala historii pędzić własnym tempem. Jeżeli lubisz dynamiczną akcję i czarny humor, trudno o lepszy wybór na urlop.

Czerwony lotos – japońskie klimaty bez zwalniania tempa

Jeżeli masz dość kolejnego fantasy inspirowanego średniowieczną Europą, Czerwony lotos jest dobrą odskocznią. Arkady Saulski zabiera czytelnika do świata wyraźnie inspirowanego feudalną Japonią, gdzie samuraje, demony i magia tworzą spójną całość. Nie ma tu długich wykładów o historii świata. Akcja rusza szybko i praktycznie nie zwalnia, a kolejne pojedynki i intrygi sprawiają, że bardzo łatwo powiedzieć sobie: „Jeszcze jeden rozdział”.

Krwawe pieśni – Anthony Ryan

To jedna z tych książek, które od pierwszych stron wiedzą, czym chcą być. Nie próbuje udawać filozoficznej rozprawy o naturze dobra i zła. Dostajesz bohatera, szkolenie wojowników, tajemnice, bitwy i bardzo dobre tempo. Jeżeli na urlopie szukasz książki, która ma przede wszystkim wciągać, trudno o bezpieczniejszy wybór.

Fantasy, które wciąga od pierwszych stron

Nibynoc – Jay Kristoff

Kristoff nie daje czytelnikowi czasu na nudę. Już od pierwszych rozdziałów wrzuca go w brutalny świat zabójców, zemsty i politycznych intryg. Jest krwawo, dynamicznie i bardzo filmowo. Jeśli lubisz książki, które od początku jadą na wysokich obrotach, to jeden z najlepszych wyborów.

Czarna Kompania – fantasy z perspektywy zwykłych żołnierzy

Większość powieści fantasy opowiada o wybrańcach, królach albo magach. Glen Cook zrobił coś odwrotnego. Głównymi bohaterami są najemnicy, którzy wykonują kolejne zlecenia i próbują przeżyć w świecie, gdzie moralność jest luksusem. Akcja rusza praktycznie od pierwszych stron, a specyficzny styl kroniki sprawia, że bardzo szybko ma się wrażenie uczestniczenia w wojennej kampanii, a nie oglądania jej z bezpiecznej odległości.

Opowieści z meekhańskiego pogranicza – Robert M. Wegner

Pierwszy tom nie próbuje od razu opowiedzieć historii całego świata. Zamiast tego dostajesz kilka pozornie niezależnych opowieści, które błyskawicznie pokazują, dlaczego Meekhan jest dziś stawiany obok najlepszych światowych cykli fantasy. Wegner świetnie buduje napięcie, nie rozwleka opisów i bardzo szybko sprawia, że zaczynasz kibicować bohaterom. To jedna z tych książek, przy których łatwo powiedzieć: „Jeszcze jedno opowiadanie”, a kończy się na połowie tomu.

Obietnica krwi – Brian McClellan

Nieczęsto zdarza się, żeby fantasy zaczynało się od obalenia króla. McClellan nie traci czasu na wielostronicowe wprowadzenie – już na początku pokazuje, że stary porządek właśnie się skończył. Do tego dochodzi jeden z ciekawszych systemów magii ostatnich lat, oparty na prochu strzelniczym. Jeśli lubisz szybkie tempo, polityczne intrygi i wojskowe klimaty, trudno o lepszy wybór.

Choć jeśli mam być szczery, mnie książka nieco zmęczyła i rozczarowała. Ale to tylko ja! Innym się podoba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *