Jest coś w jesieni co sprawia że sięgamy po inne książki niż latem. Latem czyta się lżej, szybciej, na plaży z jednym okiem na morze. Jesienią chcemy się zagrzebać – w fotelu, pod kocem, z herbatą – i dać się pochłonąć światu który nie jest naszym światem. Gatunek który na to pozwala lepiej niż jakikolwiek inny to fantasy.

Ale nie każde fantasy pasuje do jesieni tak samo dobrze. Lekkie romantasy z elfami i słonecznymi dworami to raczej klimat majowego wieczoru. Jesień woła o mroczniejsze światy, o intrygi, o historię która ma w sobie coś z nadchodzącej zimy. O postacie które coś tracą albo coś zyskują – niekoniecznie w kolejności której się spodziewasz.


Horror i mroczna fantastyka na jesień

Jesień ma w sobie coś z horroru nawet bez książek – skracające się dni, mgła rano, liście które trącą o szyby. Dobry horror fantasy to tylko naturalne przedłużenie tego nastroju. Poniżej kilka tytułów dla kogoś kto chce żeby lektura naprawdę odpowiadała aurze za oknem – od polskiego folk horroru po galaktyczną nekromancję.

Stephen King – Mroczna Wieża

King napisał wiele horrorów – ale Mroczna Wieża to jego osobna kategoria. Osiem tomów które sam uważał za ukoronowanie całej swojej twórczości – i które są czymś gatunkowo zupełnie innym niż reszta jego dorobku.

Roland Deschain, ostatni rewolwerowiec, przemierza postapokaliptyczny świat będący mieszanką Dzikiego Zachodu, fantasy i kosmicznej mitologii. Jego cel to tytułowa Mroczna Wieża – oś wszystkich światów i wymiarów. Droga do niej to podróż przez równoległe światy, przez potwory i przyjaźnie, przez obsesję która pochłania wszystko.

Mroczna Wieża to horror, western, SF i fantasy jednocześnie – i to połączenie które nie powinno działać, a działa. King budował to przez ponad trzydzieści lat i widać każdą dekadę w stylu i tematyce kolejnych tomów.

Uczciwa uwaga: pierwszy tom – „Roland” – jest najsłabszy z całej serii i najczęściej zniechęca nowych czytelników. King pisał go jako student i widać to w tempie. Daj mu czas do tomu drugiego – „Powołania Trójki” – i jeśli tam też nic nie zadziała, to seria naprawdę nie jest dla Ciebie. Ale jeśli zadziała – masz przed sobą jeden z największych literackich projektów drugiej połowy XX wieku.

Wojciech Chmielarz – Farma

Chmielarz jest znany przede wszystkim jako autor kryminałów – i jest w tym bardzo dobry. Ale „Farma” to jego wyjście w zupełnie inne terytorium i wyjście które zaskoczyło nawet stałych czytelników.

Szwed – bohater znany z poprzednich powieści autora – osiedla się w małym miasteczku Pasła z dala od Warszawy. Spokojne życie na obrzeżach kraju, małe interesy, tęsknota za żoną. Aż do momentu gdy do miasteczka zaczyna coś przychodzić z lasu.

Chmielarz robi z horroru to samo co z kryminałem – zakorzeniony w realiach, psychologicznie wiarygodny, bez tanich straszaków. Nadprzyrodzone wchodzi tu powoli i naturalnie, jakby naprawdę należało do tego miejsca.

Konrad Możdżeń – Chodź ze mną

Wrocław, współcześnie. Dariusz Drzewiecki otwiera restaurację w przedwojennej kamienicy w centrum miasta. Lokal wychodzi świetnie – wystrój, kuchnia, personel. A potem zaczyna się coś dziać.

Możdżeń wplótł w fabułę historię Karla Denke – prawdziwego seryjnego mordercy i kanibala z przełomu XIX i XX wieku, który działał na Dolnym Śląsku. Fragmenty jego dziennika przenikają do współczesnej narracji i nadają powieści ponadczasowy wymiar. Klimat jest klaustrofobiczny, napięcie budowane powoli, a bohaterowie wystarczająco żywi żeby ich los odbierać osobiście. Groza która rośnie z podłoża i zostaje z Tobą po zamknięciu książki.

Artur Urbanowicz – Inkub

Suwalszczyzna, mała wioska Jodoziory, dwie epoki naraz. Współcześnie – policjant litewskiego pochodzenia bada serię dziwnych śmierci, samobójstw i zaginięć w miejscu oblepionym złą sławą. W tle – lata siedemdziesiąte i kobieta, którą lokalna społeczność zaczęła nazywać czarownicą.

Urbanowicz buduje napięcie powoli i cierpliwie – historia dojrzewa razem z czytelnikiem, a każdy nowy rozdział dokłada cegiełkę do obrazu czegoś co gnieździ się w tym miejscu od dekad. To folk horror zakorzeniony w polskiej prowincji i polskiej mentalności – i właśnie to robi z niego coś osobnego na tle zachodniej grozy. Ocena 8,1 na Lubimyczytać, najlepiej sprzedająca się polska powieść grozy roku wydania.

Tamsyn Muir – Gideon z Dziewiątego

Ostrzeżenie: to jest bardzo dziwna książka. Galaktyczne imperium oparte na nekromancji, dziewięć Domów rządzonych przez nieumarłego cesarza, i Gideon Nav – wojowniczka z mauzolejnej planety która chce stąd uciec, ma miecz i kilka sprośnych gazetek, i serdecznie dość całego tego grobowcowego szamba.

Muir wzięła horror, SF, fantasy i dark comedy, wymieszała w proporcjach których nikt nie przewidział i wyszło jej coś co nie przypomina niczego innego na rynku. Sceny śledztwa w zamkniętym domu są naprawdę mrożące krew – ale między nimi Gideon komentuje wszystko z humorem który sprawia że nie możesz przestać czytać. Świeżo przetłumaczona na polski przez Filię.


Polskie fantasy na jesień

Polska fantastyka ma swoją osobną wrażliwość – środkowoeuropejską, zakorzenioną w historii która nie jest prosta i w krajobrazie który ma w sobie coś ciężkiego. Jesień to dobra pora żeby po nią sięgnąć.

Elżbieta Cherezińska – Korona śniegu i krwi

Cherezińska to autorka której środowisko fantastyczne nie zawsze traktuje poważnie, bo funkcjonuje głównie w obiegu historycznym. Błąd. Jej cykl piastowski to epickie fantasy historyczne z XIII-wiecznej Polski – z Przemysłem II, z walką o koronę po dwustu latach rozbicia dzielnicowego, z magią wplecioną w wierzenia i krajobraz tak naturalnie że przestajesz ją zauważać. Piastowie u Cherezińskiej awanturują się, knują, kochają i zdradzają – i robią to w sposób który sprawia że widzisz w nich ludzi, nie pomniki.

Piotr Tango – Kłamstwa szklanych wież

Tu pozwolę sobie na chwilę autopromocji – klimatycznie ta sekcja jest właśnie tym miejscem gdzie moja książka pasuje.

Trzy przeplatające się wątki – tropicielka Calida, duet detektywów Bramin i Corvo, student magii Aramin – zbiegają się wokół sprawy która wygląda prosto tylko z zewnątrz. Radymicz, miasto inspirowane Warszawą, Lwowem i Krakowem – są szable, wąsiki i Bazyliszki, ale też wojny gangów, intrygi i fałszywe tożsamości których końców długo nie widać.

Nie jest to fantasy mroczne w klimacie Abercrombiego – bliżej tu Lynchowi w strukturze narracyjnej niż grimdarkowi w tonie. Ale jeśli szukacie czegoś z polskim korzeniem i podobnymi narzędziami narracyjnymi co zachodnie heist fantasy – zapraszam. Zwłaszcza, że wątek Corvo jest bardzo noirowy, a do noir jakoś pasuje mi jesień.

Sonia Korta i Piotr T. Dudek – Za kamień i za ciemność

Dark fantasy osadzone w Baraghod, Mieście-Ohydzie – niegdyś klejnocie pustynnej krainy, dziś miejscu dręczonym plagą szczurów i siatką spisków. Razaguel, ostatni potomek zdetronizowanej dynastii, schodzi w głąb miasta by odkryć tajemnice przeszłości – na jego drodze stają nie tylko ludzie, ale i bardzo głodni bogowie.

Recenzenci chwalą przede wszystkim klimat – ciężki, duszny, z wszechobecnym brudem który zostaje z czytelnikiem długo po lekturze. Porównania do Abercrombiego pojawiają się regularnie i podobno nie są na wyrost. Dla kogoś kto po Chmielarzu szuka czegoś równie mrocznego ale w czystej konwencji fantasy – tu jest właśnie ten adres.

Marcin Mortka – Nie ma tego Złego

Mortka to burger z całkiem niezłej knajpy – dwie klasy wyżej niż fast food, jeszcze nie maestria, ale świadomie robiony i ze smakiem. Połączenie brutalności z humorem, nie dla młodego czytelnika, trochę jakby Dungeons and Dragons spotkało rozbicie dzielnicowe Polski. Drużyna generyczna poza głównym bohaterem, questy prowadzone zręcznie, świat czytelny dla kogoś zaznajomionego z klasyką fantasy. Prześmiewcze fantasy napisane dobrze zdarza się rzadziej niż myślicie.


Fantastyka historyczna na jesień

Historia i magia to połączenie które jesienią działa szczególnie dobrze – gdy dni są krótsze i przeszłość robi się namacalna.

Susanna Clarke – Jonathan Strange i pan Norrell

Anglia, początek XIX wieku. Pan Norrell jest jednym z nielicznych praktyków magii w kraju – skryty, obsesyjny kolekcjoner ksiąg, który uważa że magia powinna pozostać domeną uczonych, nie praktyków. Jonathan Strange jest jego uczniem – młody, błyskotliwy, skłonny do eksperymentów których Norrell zabrania. Rząd prosi ich obydwu o pomoc w wojnach z Napoleonem.

Clarke napisała tę powieść w stylu XIX-wiecznej prozy angielskiej – z setkami szczegółowych przypisów, często zawierających osobne minihistorie, z tempem które celowo naśladuje Dickensa i Austen. Jeśli Jane Austen napisałaby powieść o magach walczących z Napoleonem – wyglądałaby dokładnie tak. Powolna, wymagająca cierpliwości – i właśnie dlatego idealna na jesień.

Rebecca F. Kuang – Babel, czyli o konieczności przemocy

Oksford, 1836. Robin Swift, sierota z Kantonu adoptowana przez angielskiego profesora, trafia do tajemniczego Instytutu Babel – centrum przekładu i srebrzystej magii która zasila imperium brytyjskie. Kuang bierze wiktoriański Oksford, kolonializm i językoznawstwo – i robi z tego powieść o tym za czyją cenę prosperuje każde imperium.

Ocena 7,2 na Lubimyczytać. Wymagająca i miejscami akademicka – ale dla kogoś kto lubi gdy fantasy ma coś do powiedzenia o rzeczywistości, jest to jedna z ciekawszych pozycji ostatnich lat. I bardzo jesienną – Oksford w deszczu, biblioteki, tajemnicze stowarzyszenia i moralny dylemat na każdej stronie.


Filozoficzne fantasy na jesień

Jesień to pora roku kiedy człowiek ma ochotę na książki które zadają pytania bez prostych odpowiedzi.

Terry Pratchett – Pomniejsze bóstwa

Bóg Om stracił wiernych i zmniejszył się do rozmiarów żółwia. Instytucja religijna która go reprezentuje – potężna, bezlitosna, dysponująca inkwizycją – dawno zapomniała o bogu którego oficjalnie czci. Mnich Brutha, jedyny prawdziwy wierny Oma, go znalazł. I teraz mają razem przejść przez pustynię.

Pratchett pisze tu o tym czym jest wiara bez instytucji i instytucja bez wiary. O tym jak religie zmieniają się w narzędzia władzy. Można czytać bez znajomości serii. Jedno z tych dzieł które zostaje z Tobą znacznie dłużej niż trwa lektura.

N.K. Jemisin – Piąta pora roku

Świat który co kilkaset lat doświadcza apokaliptycznych katastrof geologicznych i który zbudował całą cywilizację wokół przetrwania tych katastrof. Jemisin pisze w drugiej osobie – „ty” zamiast „on/ona” – i zadaje pytanie które jest proste i złożone jednocześnie: jak systemy opresji przeżywają katastrofy i co katastrofy z nimi robią.

Trzy nagrody Hugo z rzędu za trzy kolejne tomy. Wymagające, oryginalne, zostaje z Tobą.


Lekkie książki na jesień – bo nie każdy wieczór musi być mroczny

Jesień nie musi oznaczać wyłącznie ciężkich lektur. Czasem chcesz się po prostu wciągnąć i uśmiechnąć – i to jest równie dobry powód żeby sięgnąć po książkę.

T. Kingfisher – Pokrzywa i Kość

Mroczna baśń dla dorosłych – i mówię to jako komplement, nie ostrzeżenie.

Malna jest strażniczką na granicy między ludzkim królestwem a Dębowym Lasem zamieszkałym przez elfów. Elfy w świecie Kingfisher nie są piękne i szlachetne – są zimne, kapryśne i naprawdę niebezpieczne dla ludzi którzy im wejdą w drogę. Malna ma psa. Pies ma opinię. Razem ratują królestwo.

Kingfisher pisze z humorem który jest ciepły i lekko prześmiewczy – ale pod tym humorem siedzi naprawdę mroczna baśń z zębami. Śmieje się przez całą książkę a potem siedzi przez chwilę w ciszy bo coś jednak zrobiło wrażenie.

Leigh Bardugo – Szóstka Wron

Kaz Brekker i jego drużyna wyrzutków dostają misję niemożliwą – włamanie do najbardziej strzeżonego więzienia na świecie. Każdy ma unikalną umiejętność, każdy ma powód żeby zdradzić, każdy ma własną historię. Bardugo pisze szybko i z energią która nie pozwala odłożyć książki – idealne jeśli chcesz się wciągnąć w coś na kilka wieczorów bez wielkiego zobowiązania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *