Skończyliście „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” i szukacie czegoś w podobnym duchu? Zacznijmy od tego, co w Wegnerze jest naprawdę istotą sprawy – to nie tylko cynizm czy szarość moralna, choć tego też nie brakuje. To przede wszystkim dyskurs pogranicza: świat zbudowany na styku kultur, gdzie granica między „swoimi” a „obcymi” jest płynna, gdzie każda ze stron ma swoją rację i swoje uprzedzenia, a bohaterowie muszą się w tym jakoś odnaleźć.
Do tego dochodzi u Wegnera charakterystyczna erpegowość – poczucie, że śledzimy rozwój postaci na wzór questów i poziomów doświadczenia – oraz sceny batalistyczne, które potrafią być naprawdę widowiskowe. Szukałem książek, które łączą te elementy, i wolałem sięgnąć po tytuły z dużym, rozbudowanym uniwersum – takim, które odkrywa się nie w jeden weekend, tylko przez dobrych kilka miesięcy.
Jeśli szukacie książek podobnych do Wegnera i zastanawiacie się, co czytać po „Opowieściach z meekhańskiego pogranicza”, poniższe serie powinny trafić w podobne gusta.
Peter V. Brett i „Cykl Demoniczny” – pogranicze nocy i dnia, pustyni i zielonych krain
Zacznę od serii, która ma dosłownie wpisaną granicę w samą konstrukcję świata. U Bretta ludzkość żyje w strachu przed nocą, kiedy z ziemi wyłaniają się demony – jedyną obroną są runy, które trzeba znać i umieć rysować. To już samo w sobie daje poczucie erpegowego rozwoju – bohaterowie zdobywają wiedzę o runach jak umiejętności, a każda noc to właściwie osobny „poziom” do przetrwania. Ale prawdziwa granica pojawia się później, gdy na scenę wchodzi pustynny lud Krasjan – wojownicy o zupełnie innej kulturze, honorze i religii, którzy najeżdżają zielone krainy północy.
To starcie dwóch cywilizacji, obu przekonanych o swojej racji, jest sercem serii – i tu Brett naprawdę przypomina Wegnerowskie pogranicze, tylko przeniesione na osobny kontynent. Świat rozrasta się przez kolejne tomy – „Malowany człowiek”, „Pustynna Włócznia”, „Wojna w blasku dnia”, „Tron z czaszek”, „Otchłań” – a autor lubi zmieniać perspektywę, pokazując te same wydarzenia oczami różnych bohaterów, co w praktyce oznacza, że nikt tu nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Bitwy z demonami są spektakularne i częste, a przy tym cykl cieszy się dużą popularnością wśród czytelników fantasy.
Grzegorz Wielgus i „Pieśń pustyni” – Dominium kontra lud pustyni
Zostając jeszcze przy piaskach, warto wspomnieć o polskiej propozycji, która najwyraźniej sporo skorzystała z tego samego źródła co Brett, ale poszła własną drogą. „Pieśń pustyni” otwiera cykl „Ostrze Erkal” i od razu buduje wyraźną granicę – z jednej strony mamy Dominium, potężne państwo z armią i biurokracją, z drugiej Pustynię Erkal i jej mieszkańców, w tym Pustynne – kobiety o białych oczach, które jako jedyne potrafią wypatrzeć cenny białopył ukryty w piasku. Zirra, jedna z nich, znienawidziła Dominium za to, że zmusza jej wioskę do haraczu, ale kiedy porywają jej siostrę, musi zaufać byłemu żołnierzowi Dominium, którego w innych okolicznościach nigdy by nie puściła blisko siebie.
Wielgus prowadzi fabułę na kilku wątkach naraz – obok Zirry i Karamisa poznajemy dyplomatkę Astris uwikłaną w szpiegowską intrygę oraz porucznika Staurosa, którego losy prowadzą do zapomnianej doliny pełnej tajemnic. Zdolności Pustynnych, ich „Dotknięcie Pustki” i cała otoczka kultu Wszechśmierci działają jak osobny system magii z własnymi zasadami, więc erpegowego rozmachu też nie brakuje. Do tego dochodzi sporo brutalności i pojedynków, które nie są tu na pokaz. Seria rozwija się dalej – drugi tom, „Pieśń zemsty”, rozstawia bohaterów po przeciwnych stronach barykady i zapowiada, że to jeszcze nie koniec historii.
Kłamstwa szklanych wież – miasto na styku wielu kultur
Skoro mówimy o pograniczu jako esencji tego typu fantasy, to moje „Kłamstwa szklanych wież” też się tu wpisują, choć w innej skali. Radymicz, miasto, w którym rozgrywa się akcja, budowałem jako metropolię, w której różne tradycje, gwary i sposoby patrzenia na świat mieszają się na ulicach, a granice między dzielnicami bywają równie wyraźne jak granice między krajami. Do tego dochodzą dwa niezależne systemy magii, które nie tylko rządzą się różną logiką, ale też reprezentują różne postawy wobec władzy i wiedzy – kolejna granica, tym razem między szkołami myślenia.
Fabuła prowadzi trzy wątki naraz – tropicielkę Calidę depczącą po piętach gangom handlarzy ludźmi i magicznymi bestiami, detektywów Bramina i Corvo rozplątujących miejskie intrygi oraz studenta magii Aramina, który szuka nudy i bogactwa. Każdy z nich porusza się po innym skrawku świata, więc czytelnik poznaje Radymicz kawałek po kawałku, trochę jak w erpegu, gdzie mapa odsłania się wraz z postępami fabuły.
R. Scott Bakker i „Książę Nicości” – święta wojna na pograniczu wiary
Jeśli chcecie granicy pojmowanej dosłownie religijnie i geograficznie naraz, to „Książę Nicości” Bakkera idzie w tym kierunku najdalej. Akcja kręci się wokół Świętej Wojny – krucjaty ludów Kła przeciw „pogańskim” Fanimom, prowadzonej przez pustynne i stepowe krainy na granicy znanego świata. To fantasy, które nie boi się filozofii – Bakker studiował historię idei i wplata w fabułę pytania o naturę wiary, manipulacji i władzy, ale nie kosztem batalistyki. Opisy oblężeń i starć na tyłach karawan robią wrażenie, a magia tu działa na zasadzie szkół i zakonów – każdy czarodziej należy do jakiejś tradycji, co znowu daje ten znajomy, erpegowy podział na „klasy” postaci.
Głównym bohaterem jest Anasûrimbor Kellhus, wojownik-filozof, który manipuluje całą wyprawą krzyżową dla własnych, niejasnych celów – to postać równie niejednoznaczna, co najlepsi bohaterowie Wegnera. Trylogia (trzy tomy: „Mrok, który nas poprzedza”, „Wojownik-Prorok”, „Myśl tysiąckrotna”) ma bardzo wyrównany poziom, a w oryginale Bakker napisał kontynuację, na którą polscy czytelnicy wciąż czekają.
Glen Cook i „Kroniki Czarnej Kompanii” – najemnicy na granicy dobra i zła
Tu granica nie jest geograficzna, tylko moralna – i to jest chyba najbardziej wegnerowski element tej serii. Czarna Kompania to grupa najemników służących złej z pozoru Pani, choć w miarę lektury okazuje się, że linia między stronami konfliktu jest znacznie bardziej rozmyta, niż się wydawało na starcie. Konował, kronikarz kompanii, opisuje wojnę beznamiętnie, z dystansem żołnierza, który widział już wszystko – i właśnie ta oszczędna, wojskowa narracja robi tu robotę.
Erpegowości nie brakuje – kompania ma swoją hierarchię, specjalistów od magii (Jednooki, Gobelin, Milczek), a kolejne tomy dorzucają nowych kronikarzy i nowe pokolenia najemników, więc śledzimy rozwój całej organizacji na przestrzeni dekad. Bitwy i oblężenia są tu regularnym elementem fabuły, pisane z rozmachem, ale bez zbędnego heroizowania. Zbiorcze wydanie „Kroniki Czarnej Kompanii”, łączące trzy pierwsze tomy, jest dobrym punktem wejścia w ten świat, który rozrósł się do dziesięciu tomów.
Matthew Woodring Stover i „Akty Caine’a” – dwa światy, jedna bezwzględna gra
Na koniec coś, co konstrukcyjnie różni się od reszty, ale bije w podobny ton. „Bohaterowie umierają” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach – na Ziemi przyszłości, gdzie główny bohater jest aktorem transmitującym swoje przygody milionom widzów, i w Nadświecie, gdzie ten sam człowiek staje się Caine’em, bezwzględnym zabójcą bogów i królów. Sam koncept „Aktorów” kontrolowanych przez Studio to zresztą najbardziej dosłowna erpegowość, jaką można sobie wyobrazić – bohater dosłownie gra swoją postać dla publiczności, z zasadami i konsekwencjami.
Granica między dwoma światami – technologicznym, skorumpowanym społeczeństwem kastowym Ziemi i brutalnym, magicznym Nadświatem – jest tu osią całej opowieści, a przenikanie między nimi kosztuje bohatera więcej, niż się początkowo wydaje. Starcia są brutalne i mają konsekwencje, które ciągną się przez kolejne tomy, więc to nie jest przemoc dla samej przemocy. Cykl rozwija się dalej w „Ostrzu Tyshalle’a” i kolejnych „Aktach”.
Którą serię wybrać po Wegnerze?
- Jeśli lubicie wojskowe fantasy i moralną szarość – sięgnijcie po „Kroniki Czarnej Kompanii”.
- Jeśli najbardziej podobało wam się zderzenie kultur i pogranicze cywilizacji, odkrywanie dawnych historii – dobrym wyborem będzie „Cykl Demoniczny” lub „Pieśń pustyni”.
- Jeśli szukacie mrocznej, filozoficznej fantasy – postawcie na „Księcia Nicości”.
- Jeśli zależy wam na rozbudowanym mieście i wielowątkowej intrydze – sprawdźcie „Kłamstwa szklanych wież”.
- Jeśli lubicie nietypowe konstrukcje światów i brutalnych bohaterów – wybierzcie „Akty Caine’a”.