Harry Potter towarzyszył wielu z nas przez całe dzieciństwo i dorastanie – Hogwart znaliśmy chyba lepiej niż własną szkołę. Problem w tym, że kiedy człowiek dorasta, magiczna szkoła z eliksirami i Quidditchem zaczyna czasem wydawać się zbyt bezpieczna. Chce się czegoś, co zachowa ten sam rdzeń – tajemny świat ukryty tuż obok naszego, naukę magii, przyjaźnie zawiązywane w trudnych okolicznościach – ale poda to wszystko z dorosłą powagą. Z konsekwencjami, które bolą naprawdę, z moralnością, która nie jest czarno-biała, i z bohaterami, którzy popełniają błędy nie do naprawienia.
Vita Nostra – Marina i Siergiej Diaczenko
Zacznę od pozycji, która najbardziej dosłownie odpowiada na pytanie „a gdyby Hogwart był przerażający”. Ukraińscy autorzy stworzyli szkołę magii, w której nikt nie tłumaczy uczniom zasad, nauczyciele są zimni i bezwzględni, a stawką nauki nie są oceny, tylko coś znacznie poważniejszego. Główna bohaterka, Sasza, trafia do Instytutu Technologii Specjalnych niemal wbrew własnej woli – zmuszona przez tajemniczego mężczyznę, który potrafi zniszczyć jej całe życie, jeśli odmówi.
To, co czyni „Vita Nostra” tak innym od typowej szkolnej fantastyki, to fakt, że magia tutaj nie jest przyjemna. Ćwiczenia, które wykonuje Sasza, przypominają trening na granicy wytrzymałości psychicznej, a sama nauka zmienia ją w sposób, który momentami jest wręcz niepokojący. Powieść czyta się trochę jak połączenie Kafki z klimatem słowiańskiego miasteczka – i to połączenie działa znakomicie.
Polscy czytelnicy pokochali tę książkę. To lektura, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Nigdziebądź – Neil Gaiman
Jeśli szukacie czegoś bliższego klimatowi „ukrytego świata obok naszego” niż szkoły magii, sięgnijcie po Gaimana. Richard Mayhew prowadzi nudne, poukładane życie w Londynie, dopóki pewnego wieczoru nie pomaga rannej dziewczynie imieniem Drzwi. Ten jeden gest kosztuje go dosłownie wszystko – znajomi przestają go rozpoznawać, mieszkanie przechodzi na kogoś innego, a on sam zostaje wciągnięty do Londynu Pod, tajemniczego świata żyjącego w kanałach, na stacjach metra i zapomnianych zaułkach.
Gaiman buduje ten podziemny świat z takim rozmachem wyobraźni, że trudno się oprzeć – są tu aniołowie, mordercy o niepokojącym poczuciu humoru, markiz w aksamitnym płaszczu i cała galeria postaci, które równie dobrze mogłyby wyjść z angielskiej baśni, co z koszmaru. To urban fantasy w najlepszym wydaniu – dowcipne, mroczne i pełne pomysłów, których nie znajdziecie nigdzie indziej.
Mroczniejszy odcień magii – V.E. Schwab
Zamiast jednego ukrytego świata, Schwab daje nam całą ich rodzinę. Istnieją cztery równoległe Londyny – Szary, zupełnie pozbawiony magii i bardzo podobny do naszej rzeczywistości, Czerwony, gdzie magia i życie żyją w równowadze, Biały, wyniszczony przez wojny o władzę nad nią, i Czarny, o którym już nikt nie chce pamiętać, bo pochłonęła go magia, z którą nikt nie potrafił zapanować. Kell jest jednym z nielicznych magów zdolnych przemieszczać się między tymi światami – oficjalnie jako ambasador rodziny królewskiej, nieoficjalnie jako przemytnik, co prędzej czy później musiało go wpakować w poważne kłopoty.
To, co odróżnia tę książkę od zwykłej przygodówki portalowej, to sposób, w jaki magia jest tu potraktowana – nie jako narzędzie do machania różdżką, tylko jako siła, która kształtuje całe cywilizacje inaczej w zależności od tego, jak dany świat się z nią obchodzi. Autorka sama przyznaje, że do pisania popchnęła ją lektura Harry’ego Pottera, i to widać – ma się tu poczucie tego samego zachwytu odkrywaniem magicznego świata, tylko przefiltrowane przez dorosłą wrażliwość, z bohaterami, którzy przemycają zakazane przedmioty i płacą za swoje błędy naprawdę wysoką cenę.
Babel, czyli o konieczności przemocy – R.F. Kuang
To najbardziej „akademicka” pozycja na liście – i mam na myśli dosłownie akademię, nie metaforę. Robin, osierocony pół-Chińczyk, trafia do XIX-wiecznego Oksfordu, gdzie ma się uczyć w wieży Babel – instytucie translatoryki, w którym magia bierze się z tego, co ginie w tłumaczeniu między językami. Im rzadszy język i im subtelniejsza różnica znaczeń, tym potężniejsza magia zaklęta w srebrnych sztabkach.
Kuang bierze to, co w Harrym Potterze było czystą przyjemnością – naukę w elitarnej instytucji, przyjaźnie zawiązywane w akademikach, fascynację wiedzą – i pokazuje drugą stronę medalu. Robin i jego koledzy z roku są tam ludźmi z Oksfordu, ale nie ludźmi Oksfordu – ich wiedza napędza machinę kolonialnego imperium, które jednocześnie ich wyzyskuje i wyklucza. To dark academia z prawdziwego zdarzenia, z pięknym, ilustrowanym polskim wydaniem od Fabryki Słów, które samo w sobie jest małym dziełem sztuki.
Bezgwiezdne Morze – Erin Morgenstern
Zachary Ezra Rawlins jest studentem, który jako dziecko znalazł na ścianie namalowane drzwi, ale zabrakło mu odwagi, żeby je otworzyć. Lata później w uniwersyteckiej bibliotece trafia na tajemniczą książkę bez autora, wydawcy i roku wydania – a w jednym z opowiadań znajduje opis dokładnie tamtego zdarzenia ze swojego dzieciństwa. Tak zaczyna się droga, która prowadzi go do podziemnego labiryntu tuneli i komnat na brzegach Bezgwiezdnego Morza – miejsca, gdzie przechowywane są wszystkie historie świata.
To jest chyba najbardziej literacka pozycja na tej liście – opowieść szkatułkowa, w której jedna historia kryje w sobie kolejne, a granica między czytaniem książki a byciem jej częścią zaciera się z każdym rozdziałem. Nie ma tu podziału na dobrych i złych, nie ma prostego questa do wykonania – jest za to atmosfera, w której zakochują się czytelnicy szukający czegoś, co odda magię odkrywania świata ukrytego w bibliotekach, tylko w wersji dla dorosłych i bardziej onirycznej. To książka, którą czyta się dla samego zanurzenia w niej, a nie dla pościgu za fabułą.
Jonathan Strange i pan Norrell – Susanna Clarke
Zostajemy w Anglii, ale cofamy się o dwieście lat wcześniej. W tej wersji historii magia od dawna zanikła – zostało po niej tylko Towarzystwo Uczonych Magów w Yorku, gdzie dżentelmeni dyskutują o czarach teoretycznie, nigdy ich nie praktykując. Aż pojawia się pan Norrell, odludek z ogromną biblioteką magicznych ksiąg, który postanawia przywrócić prawdziwą magię do Anglii – i jego młodszy, bardziej porywczy uczeń, Jonathan Strange. Razem trafiają na salony, do rządu, a w końcu na wojnę z Napoleonem, gdzie ich umiejętności stają się bronią.
To książka zupełnie inna rytmem od reszty tej listy – ponad dziewięćset stron pisanych z wiktoriańską elegancją, pełnych przypisów jak u historyka, który opisuje wydarzenia rzeczywiste. Nie ma tu szkoły magii ani czarodziejskich szat, za to jest coś, co Rowling też miała – fascynację tym, jak wiedza i władza chodzą razem, oraz rywalizację dwóch magów, która z czasem zamienia się w coś dużo mroczniejszego niż uczniowska zazdrość.
Wymaga cierpliwości, ale dla kogoś, kto chce zanurzyć się w klimacie na długie tygodnie, a nie na jeden wieczór, to jedna z najbardziej nagradzanych pozycji swojego gatunku.
Piranesi – Susanna Clarke
Na koniec coś zupełnie innego niż wszystko powyżej, choć wyszło spod tego samego pióra co Jonathan Strange. Piranesi mieszka w Domu – nieskończonym labiryncie sal wypełnionych tysiącami posągów, z morzem zalewającym dolne piętra i chmurami płynącymi przez górne. Nie pamięta, kim był, zanim tam trafił, i nie zadaje sobie pytania, czy poza Domem w ogóle coś istnieje. Dwa razy w tygodniu spotyka się ze swoim jedynym znajomym, którego nazywa Tym Drugim, a resztę czasu spędza, prowadząc skrupulatny dziennik cudów, jakie go otaczają – dopóki na posadzce nie zaczynają pojawiać się tajemnicze wiadomości, które każą mu zwątpić we wszystko, co uważał za pewne.
To nie jest książka o szkole magii ani o ukrytym świecie czarodziejów – bliżej jej do „Opowieści z Narnii” przefiltrowanych przez filozofię i grozę, niż do klasycznego fantasy przygodowego. Ale jeśli z Harry’ego Pottera najbardziej zapadło wam w pamięć to uczucie odkrywania czegoś ogromnego, starego i pełnego tajemnic, którego nikt wam wcześniej nie wytłumaczył – Piranesi odda je w czystszej, bardziej introspekcyjnej formie niż jakakolwiek inna pozycja na tej liście. To krótka powieść, którą czyta się powoli, mimo że ma niewiele ponad dwieście stron – i taka właśnie ma być.
Kłamstwa szklanych wież – Piotr Tango
Skoro już jesteśmy przy bohaterach, którzy odkrywają, że pod powierzchnią zwykłego świata kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego – u mnie ten motyw też się pojawia, tylko przeniesiony na grunt środkowoeuropejski. Akcja toczy się w Radymiczu, mieście, które łączy w sobie klimat Warszawy, Lwowa i Krakowa, a jeden z trójki głównych bohaterów, Aramin, jest studentem magii wplątanym w intrygi znacznie większe, niż mógłby się spodziewać. Obok niego mamy tropicielkę Calidę oraz detektywów Bramina i Corvo, którzy prowadzą śledztwo w świecie gangów i narkotykowego półświatka, gdzie dwa niezależne systemy magiczne ścierają się na co dzień z bronią i narkotykami.
To nie jest szkoła magii w klasycznym sensie – bliżej temu do miejskiego, brudnego kryminału z magią w tle niż do akademickiej przygody. Ale dla kogoś, kto szuka dorosłej wersji „nauki w niebezpiecznym świecie”, osadzonej bliżej naszych realiów i naszej części Europy niż Oksford czy Nowy Jork, to może być ciekawe uzupełnienie tej listy.
Zauważyłem, że dla wielu czytelników wątek Aramina jest nostalgiczną podróżą w czasy studenckie.
Książki dla dorosłych fanów Harry’ego Pottera
Wszystkie te książki łączy jedno – żadna z nich nie boi się pokazać, że nauka i odkrywanie magicznego świata mają swoją cenę. Jeśli szukacie więcej takich klimatów, zaglądnijcie też do naszego tekstu o fantastyce słowiańskiej albo do zestawień „co czytać po” – tam znajdziecie kolejne tropy dla czytelników, którzy z Hogwartu już dawno wyrośli, ale magii wciąż im mało.