Meekhańskie pogranicze to dla wielu z was pierwsza miłość w tym gatunku i rozumiem to doskonale. Wojsko, granica, żołnierze, którzy nie wiedzą, czy dożyją jutra – to jeden z tych klimatów fantasy, które trzymają za gardło mocniej niż jakikolwiek pojedynek magów. Zebrałem tu dziewięć pozycji, które trzymają ten sam poziom napięcia – od polskich klasyków, przez rodzime space opery, po zagraniczne tytuły, które rzadko trafiają na polskie listy poleceń.
Czym właściwie jest fantastyka militarna
Fantastyka militarna skupia się na wojsku jako głównym bohaterze zbiorowym – na oddziale, kompanii, legionie czy załodze okrętu, które przetrwają tylko dzięki dyscyplinie i lojalności między żołnierzami. Bohaterowie giną tu bez ostrzeżenia, dowódcy podejmują decyzje kosztem życia podwładnych, a magia czy technologia (jeśli w ogóle występują) najczęściej są kolejnym rodzajem broni, a nie cudownym rozwiązaniem problemów. Liczy się taktyka, hierarchia, zmęczenie marszem i to poczucie, że wielka polityka rozgrywa się gdzieś wysoko nad głowami zwykłych żołnierzy, którzy i tak zapłacą za nią krwią. To właśnie ten rys – bezwzględność wobec bohaterów i realizm pola bitwy – łączy tak różne książki jak Meekhańskie pogranicze Wegnera z pozycjami, o których piszę niżej. Nie ograniczam się tu wyłącznie do fantasy w wąskim sensie – kilka propozycji to space opery, bo dokładnie ten sam militarny rys widać też w fantastyce naukowej.
Księga Całości – Feliks W. Kres
To jest ta propozycja, którą podałbym każdemu, kto pyta „co czytać po Wegnerze” i chce czegoś naprawdę bliskiego temu klimatowi. Pierwszy tom, Północna Granica, zaczyna się od armektańskich legionistów pilnujących granicy przed inwazją tajemniczych istot zwanych Alerem – i już od pierwszych stron czuć, że mamy do czynienia z pełnoprawną fantastyką militarną, w której opisy bitew i życia w stanicach są równie ważne co fabuła. Kres buduje tu ogromny, wielowątkowy świat Szereru, rozciągnięty na kilkanaście tomów, w którym wątki wojskowe z czasem splatają się z polityką całego kontynentu.
To, co wyróżnia Księgę Całości, to konsekwencja i cierpliwość w budowaniu świata – każdy kolejny tom dorzuca nową krainę, nową kulturę, nowy fragment układanki, aż okazuje się, że północna granica i wojna z Alerem to tylko wierzchołek znacznie większej całości. Kres zmarł w trakcie pisania ostatniego tomu, więc cykl formalnie pozostaje niedokończony, ale to, co zdążył napisać, jest jednym z najbardziej dopracowanych światów w polskiej fantastyce. Jeśli lubicie, gdy autor traktuje geopolitykę równie poważnie jak walkę na miecze, to jest to seria dla was.
Czarna Kompania – Glen Cook
Jeśli szukacie klasyki, od której właściwie zaczęła się cała nowoczesna fantastyka militarna, to jest właśnie ten tytuł. Cook, który przez dekadę służył w marynarce wojennej USA, przeniósł na karty powieści doświadczenie prawdziwej wojny – najemnicy z Czarnej Kompanii nie są bohaterami spod znaku prostego dobra i zła, tylko ludźmi, którzy przeżyli tyle bitew, że dawno przestali się zastanawiać, po czyjej stronie leży racja. Narracja prowadzona jest z perspektywy kronikarza kompanii, co nadaje jej charakter suchych, żołnierskich meldunków – i paradoksalnie właśnie dzięki temu robi ogromne wrażenie.
Cook zrezygnował z typowych dla fantasy schematów królów, książąt i wielkich proroctw na rzecz spojrzenia z poziomu zwykłego żołnierza, dla którego liczy się przetrwanie do jutra i lojalność wobec towarzyszy broni. To właśnie ta książka zainspirowała między innymi Stevena Eriksona do napisania Malazańskiej Księgi Poległych, a mimo dziesięcioleci na karku wciąż broni się jako jedna z najbardziej wpływowych pozycji w gatunku. Jeśli interesuje was militarna fantastyka bez cukru, Czarna Kompania to obowiązkowy punkt startowy.
Kampanie Cienia – Django Wexler
Tu przenosimy się za granicę i do zupełnie innej epoki – muszkietów, armat i magii, która działa na podobnych zasadach co proch strzelniczy. Kampanie Cienia to opowieść o kapitanie Marcusie i żołnierce Winter, ukrywającej się pod męską tożsamością, którzy służą w armii dalekiego mocarstwa, wplątanej w wojnę domową i walkę o tron. Wexler pisał tę serię z myślą o realizmie wojskowej hierarchii – dużo tu musztry, marszów i decyzji podejmowanych w błocie okopów, a magia pojawia się jako element polityki, nie jako łatwe rozwiązanie każdego problemu.
Seria zyskuje z tomu na tom – pierwsza część bywa nierówna i chwilami przegadana, ale gdy wątki polityczne zaczynają się zazębiać z batalistyką, trudno się od tego oderwać. Winter jest jedną z ciekawszych bohaterek tego gatunku – żołnierka ukrywająca swoją tożsamość w męskiej armii, która musi radzić sobie zarówno z wrogiem na polu bitwy, jak i z własnymi sekretami. To seria, która w Polsce nie zdobyła aż takiego rozgłosu jak inne militarne cykle, a szkoda, bo dla fanów prochu, magii i intryg politycznych to naprawdę solidna propozycja.
Pola dawno zapomnianych bitew – Robert J. Szmidt
Skoro mówimy o fantastyce militarnej, trudno pominąć rodzimą space operę, która akcję przenosi w kosmos, ale ducha wojskowego traktuje równie poważnie jak klasyczne fantasy. Szmidt buduje tu świat połowy dwudziestego czwartego wieku, w którym ludzkość skolonizowała tysiące systemów gwiezdnych, a wojna domowa sprzed stu lat wciąż odciska piętno na polityce Federacji. Kiedy załoga statku utylizacyjnego natrafia na tajemnicze wrakowisko, uruchamia się seria wydarzeń prowadzących do konfliktu z obcą cywilizacją.
Cykl liczy już pięć tomów i cieszy się opinią jednej z najlepszych polskich space oper – z rekomendacjami znanych zachodnich autorów science fiction, którzy docenili rozmach i wojskowy realizm tej historii. Szmidt nie oszczędza czytelnika, pokazując, jak polityka i wojsko ciągną w przeciwne strony nawet w obliczu wspólnego wroga, a kolejne tomy to coraz bardziej gorzka refleksja nad tym, ile kosztuje zwycięstwo. Dla fanów militarnej fantastyki, którzy nie boją się kosmosu zamiast mieczy, to naturalny wybór.
Trylogia Magów Prochowych – Brian McClellan
Świat magów prochowych, gdzie żołnierze manipulują prochem strzelniczym, by uzyskać nadnaturalne zdolności, zaczyna się od zamachu stanu i śledztwa, które prowadzi były inspektor policji. To fantastyka, w której rewolucja, wojna i magia są ze sobą nierozerwalnie splecione, a każda bitwa ma polityczne konsekwencje odczuwalne jeszcze wiele rozdziałów później. W Polsce ta seria pozostaje mniej znana, niż na to zasługuje, co czyni ją naprawdę nieoczywistą propozycją dla kogoś, kto już przerobił bardziej oczywistych autorów tego gatunku.
McClellan pisał tę serię pod okiem Brandona Sandersona, co widać w precyzji, z jaką konstruuje zasady działania magii – u niego proch to nie ozdobnik, tylko logiczny system z własnymi ograniczeniami i kosztami. Bohaterowie są przy tym bardzo ludzcy – zmęczeni wojną żołnierze, cyniczni politycy, młodzi magowie uczący się, że władza zawsze ma cenę. To seria, którą polecam szczególnie tym, którzy w militarnej fantastyce najbardziej cenią połączenie batalistyki z dopracowanym systemem magicznym.
Głębia – Marcin Podlewski
Kolejna polska space opera, tym razem osadzona w Wypalonej Galaktyce – Drodze Mlecznej spustoszonej tysiące lat temu przez serię potwornych wojen. Podlewski buduje świat, w którym ludzie żyją w cieniu dawnych konfliktów, a inteligentne Maszyny i wygnani poza granicę galaktyczną Obcy są już właściwie tylko legendą – dopóki na horyzoncie nie pojawia się nowe, znacznie groźniejsze zagrożenie. Załoga skokowca Wstążka zostaje wciągnięta w wojnę na skalę, jakiej nie widziano od tysięcy lat.
Cykl bywa porównywany do Honor Harrington Davida Webera, choć Podlewski rozkłada akcję nieco wolniej, żeby w drugiej połowie każdego tomu przyspieszyć do granic możliwości. To, co wyróżnia Głębię na tle innych polskich space oper, to rozmach – kilkusetstronicowe tomy, wielowątkowa fabuła i konsekwentnie budowany, coraz bardziej ponury obraz galaktyki, w której wojna stała się stanem permanentnym. Jeśli szukacie military science fiction z krwi i kości, ale wolicie rodzimych autorów, to bardzo solidny wybór.
Kruczy Cień – Anthony Ryan
Trylogia zaczyna się od szkolenia – jako dziecko Vaelin Al Sorna trafia do Szóstego Zakonu, gdzie czeka go wiele lat ciężkiej musztry, mającej przygotować go na życie wojownika wiary. To właśnie ta część najbardziej przypomina klimat akademii wojskowej, ale w miarę jak fabuła się rozwija, Ryan przechodzi płynnie do wielkich kampanii wojennych, intryg politycznych i starcia dwóch imperiów. Autor, sam z wykształceniem historycznym, pisze bitwy z wyczuciem realiów średniowiecznego rzemiosła wojennego.
Największą siłą tej serii jest sam Vaelin – bohater, który z czasem staje się żywą legendą, ale wciąż płaci za swoje zwycięstwa cenę, jakiej nie chciałby ponosić żaden żołnierz. Trylogia trzyma naprawdę wysoki poziom od pierwszego do ostatniego tomu, a autor później wrócił do tego świata w kolejnych powieściach i zbiorze opowiadań, więc jeśli zżyjecie się z bohaterami, macie gdzie wracać. To pozycja, którą polecam szczególnie tym, którzy w militarnej fantastyce cenią sobie długą, satysfakcjonującą podróż jednego bohatera przez kolejne wojny.
Zapiski Stali – Arkady Saulski
Trylogia, która klimatem odchodzi od europejskiego średniowiecza w stronę feudalnej Japonii – Nippon Saulskiego to kraina inspirowana japońską historią i kulturą, gdzie wojownicy zwani Duchami trenują latami, by osiągnąć umiejętności graniczące z nadludzkimi. Czerwony Lotos, otwierający cykl, wprowadza czytelnika w świat gangów, zemsty i walki o władzę, a Saulski nie oszczędza brutalności – opisy starć są tu równie widowiskowe, co bezwzględne. W kolejnych tomach akcja rozrasta się do skali wojny o cały kontynent, gdzie armia najeźdźców zagraża istnieniu całego Nipponu.
Autor od dziecka wychowywał się w otoczeniu japońskiej kultury za sprawą rodzinnych korzeni, co widać w dbałości o realia i terminologię – książka zawiera zresztą słowniczek ułatwiający wejście w świat dla osób nieobeznanych z japońską nomenklaturą. Trylogia trzyma dobry poziom, choć środkowy tom bywa oceniany nieco chłodniej niż pierwszy i ostatni – jeśli zależy wam na najmocniejszym wrażeniu, warto wiedzieć, że to właśnie zakończenie cyklu zbiera najlepsze recenzje. Dla czytelników, którzy lubią militarną fantastykę, ale mają dość kolejnego europejskiego średniowiecza, to jedna z niewielu polskich propozycji w tym klimacie.
Temeraire – Naomi Novik
Na coś zupełnie innego – wojny napoleońskie, tylko że obie strony konfliktu dysponują eskadrami bojowych smoków. Kapitan Will Laurence zdobywa smocze jajo na pokładzie przechwyconej francuskiej fregaty, a kiedy wykluty z niego Temeraire wybiera go na swojego opiekuna, Laurence musi porzucić karierę we flocie i dołączyć do Korpusu Powietrznego. Czeka go intensywne szkolenie bojowe, bo Napoleon szykuje już inwazję na Anglię przy użyciu własnych sił powietrznych.
To, co czyni tę serię ciekawą propozycją dla fanów militarnej fantastyki, to warstwa realizmu wojskowego – musztra, hierarchia, dowództwo floty powietrznej – połączone z bardzo ludzką, rozwijającą się przez kolejne tomy przyjaźnią między kapitanem a smokiem. Autorka jest córką Polki, a w tomie poświęconym wojnie prochowej pojawiają się nawet fragmenty rozgrywające się na terenach rozbiorowej Polski. Seria liczy dziewięć tomów i konsekwentnie prowadzi bohaterów przez kolejne fronty wojen napoleońskich, tyle że ze smokami zamiast samej kawalerii.
Czerwony Rycerz – Miles Cameron
Na koniec coś naprawdę nieoczywistego – seria, która łączy fantastykę militarną z klimatem średniowiecznych kompanii najemnych i sporą dawką magii. Czerwony Rycerz dowodzi oddziałem najemników wynajętym do ochrony bogatego klasztoru przed istotami z Dziczy – i szybko okazuje się, że to, co miało być rutynowym zleceniem, przeradza się w prawdziwą wojnę. Cameron, sam będący rekonstruktorem historycznym specjalizującym się w rycerstwie, pisze bitwy z dbałością o szczegóły, które rzadko spotyka się w fantasy – formacje, zaopatrzenie, zmęczenie koni i ludzi.
To lektura wymagająca cierpliwości – pierwszy tom ma ponad osiemset stron i mnóstwo wątków, które dopiero z czasem zaczynają się splatać w spójną całość, a kolejne tomy w cyklu bywają nierówne. Ale sam otwierający tom to jedno z ciekawszych połączeń klimatu Malazańskiej Księgi Poległych z atmosferą Czarnej Kompanii, jakie znajdziecie na rynku – z dodatkiem mitów arturiańskich i całkiem sporą dawką humoru, który równoważy mrok pola bitwy. Dla kogoś, kto zna już bardziej oczywistych autorów militarnego fantasy, to naprawdę świeże otwarcie.