Czym właściwie jest słowiańska fantastyka?

Zanim przejdę do konkretów, warto ustalić, o czym w ogóle mówimy. Słowiańska fantastyka to nurt, w którym autor buduje świat, magię albo demonologię na motywach związanych z wierzeniami dawnych Słowian – Peruna, Welesa, Świętowita, rusałek, południc, domowników, południowych i wschodnich bylin, obrzędów dorocznych jak Noc Kupały czy zaduszki.

W przeciwieństwie do mitologii greckiej czy nordyckiej, która ma bogatą literacką tradycję sięgającą starożytności, słowiańska demonologia dotarła do nas w strzępach – głównie za pośrednictwem chrześcijańskich kronikarzy piszących o „pogańskich zabobonach” z pozycji wroga, oraz XIX-wiecznego folkloru zbieranego już długo po chrystianizacji. To sprawia, że każdy autor, który się za ten temat bierze, siłą rzeczy uzupełnia luki własną wyobraźnią – różnica między poszczególnymi książkami polega głównie na tym, jak uczciwie się do tego przyznają.

Szczególnie jeśli chodzi o Słowian Zachodnich, a ci przecież interesują nas najbardziej, problematyczny jest brak źródeł i bardziej ekstrapolowanie i domyślanie, niż twarda wiedza faktograficzna. Bo przecież mamy jakieś wieści o Połabianach, Rusinach, ale ziemie obecnej Polski nie są generalnie najlepiej opisane w historii dziejów ;]

W tym kontekście edukacyjnie polecam rozmowy #191 i #195 z Radia Naukowego bo niestety w przestrzeni internetowej coraz gęściej mnożą się faktoidy i półprawdy.

Wiedźmin – słowiański mniej, niż się wydaje

Zacznę od uczciwego zastrzeżenia, bo to ważne. Geralt z Rivii uchodzi za sztandarowy przykład „polskiego fantasy”, ale sam świat Sapkowskiego jest w gruncie rzeczy solidną miksturą – więcej w nim ogólnoeuropejskiego bestiariusza baśniowego, wątków arturiańskich i inspiracji anglosaskim fantasy niż systematycznie potraktowanej słowiańszczyzny. Rusałki, utopce, wąpierze czy strzygi owszem, się pojawiają, ale obok driad, gryfów i całej reszty typowego europejskiego zestawu potworów – Sapkowski nigdy nie budował spójnego panteonu słowiańskich bóstw ani nie czynił z tych wierzeń centralnej osi fabuły.

To raczej przyprawa niż fundament, więc jeśli ktoś szuka fantastyki naprawdę zanurzonej w słowiańskiej demonologii, Wiedźmin będzie punktem wyjścia bardziej sentymentalnym niż merytorycznym. Mimo to pominięcie go byłoby nieuczciwe – to wciąż najbardziej rozpoznawalny polski eksport fantasy na świecie, a „Ostatnie życzenie” to solidny, ironiczny zbiór opowiadań, od którego wielu czytelników zaczęło w ogóle interesować się gatunkiem.

Prawda jednak jest taka, że to gry podbiły mit słowiańskości Wiedźmina.

Korona śniegu i krwi – Piastowie i Starsza Krew

Elżbieta Cherezińska w cyklu „Odrodzone Królestwo” pisze przede wszystkim powieść historyczną o czasach rozbicia dzielnicowego i odbudowy polskiego królestwa, ale wplata w nią wątek, który zmienia wszystko – Starą Krew, potomków dawnych, pogańskich mocy, którzy przetrwali chrzest Polski w ukryciu. Borutka, tajemniczy i niejednoznaczny demon, przewija się przez kolejne tomy jako ktoś w rodzaju strażnika tego, co zostało z przedchrześcijańskich wierzeń. To fantastyka wplątana w historię tak zręcznie, że trudno oddzielić jedno od drugiego – dla czytelników, którzy lubią, gdy magia jest przyprawą, a nie głównym daniem, to strzał w dziesiątkę. Pierwszy tom, „Korona śniegu i krwi”, to naturalne wejście w tę sagę.

Kwiat paproci – cała alternatywna Polska Katarzyny Bereniki Miszczuk

Zamiast pojedynczej książki, tu polecam od razu cały cykl, bo trudno go rozbić na pojedyncze tomy – „Kwiat paproci” to seria zbudowana na jednym, bardzo nośnym pomyśle: co by było, gdyby Mieszko I nigdy nie przyjął chrztu. W tej wersji Polski dawni bogowie nigdy nie odeszli, wsie wciąż mają swoje szeptuchy, a Gosia, świeżo upieczona lekarka trafiająca na praktykę do świętokrzyskiej znachorki, odkrywa, że słowiańskie zabobony, w które nie wierzyła, są aż nadto realne. Cykl otwierają „Szeptucha”, „Noc Kupały”, „Żerca” i „Przesilenie”, a kontynuują „Jaga”, „Gniewa”, „Mszczuj”, „Swarożyc” – osiem tomów, w których Perun, Weles i cała reszta panteonu są pełnoprawnymi bohaterami, nie tłem.

Miszczuk pisze lekko, z ironicznym dystansem i sporą dawką humoru, więc to propozycja bliższa young adult i romansowi paranormalnemu niż mrocznemu, poważnemu fantasy – jeśli ktoś liczy na klimat zbliżony do Cherezińskiej czy Raka, może się rozczarować. Ale jako wejście w słowiańską demonologię dla czytelnika, który chce się dobrze bawić, a nie zgłębiać temat na poważnie, cykl broni się znakomicie, a ośmiu tomów starcza na długie tygodnie lektury.

Swoją drogą zapraszam do moich rozmów z Katarzyną Bereniką Miszczuk:

Baśń o wężowym sercu – galicyjski mit stworzony od nowa

Radek Rak nie sięga po gotowy panteon – buduje własną, oniryczną mitologię Galicji, czerpiąc garściami z ludowych wierzeń, żydowskiego folkloru i historii rabacji galicyjskiej 1846 roku. Jakób Szela, autentyczna postać historyczna, staje się tu bohaterem baśni pełnej zamiany dusz, gadających kotów, króla węży żyjącego w podziemnym świecie i czartów zmieniających wcielenia. To książka, która nagrodę Nike dostała zasłużenie – język jest gęsty, stylizowany, czasem trzeba się w niego wgryźć, ale nagroda za ten wysiłek jest spora. Nie jest to typowe fantasy z wyraźnym podziałem na dobro i zło, tylko coś bliższego realizmowi magicznemu, więc dobrze wiedzieć, na co się pisze.

Wybrana i Moc srebra – amerykańska baśń z polskimi i żydowskimi korzeniami

Naomi Novik wychowała się na polskich bajkach opowiadanych jej przez rodziców i widać to na każdej stronie „Wybranej” (w oryginale „Uprooted”). To historia Agnieszki, dziewczyny z wioski leżącej w cieniu złowrogiego Boru, i Smoka, czarodzieja, który co dziesięć lat zabiera do wieży jedną młodą kobietę w zamian za ochronę przed lasem. Nowik nie owija w bawełnę nazw – w książce spotkamy Polnię, Rosję i miasteczko Radomsko, więc dla znawcy naszych baśni to trochę jak spotkanie starego znajomego w nowym przebraniu.

Kolejna jej powieść, „Moc srebra”, to luźny retelling baśni o Rumpelsztyku przefiltrowany przez słowiański i żydowski folklor Europy Wschodniej. Trzy bohaterki – Mirjem, Wanda i Irina – prowadzą osobne historie, które splatają się wokół lodowego króla Starzyków i jego ludu. Zimowy, chłodny klimat i sprawcze, niepoddające się biernie losowi bohaterki to największe atuty tej książki.

Niedźwiedź i słowik – Ruś, w której wiara umiera powoli

Katherine Arden, Amerykanka, która studiowała rosyjski i mieszkała w Moskwie, napisała coś, co czyta się jak zapomniana bylina ożywiona na nowo. Wasylisa, córka bojara z leśnej głuszy, od dziecka widzi to, czego nie widzą inni – domownika opiekującego się chatą, waziłę pilnującą koni w stajni, rusałki i wodniki czające się w okolicznych lasach. Kiedy do wioski przybywa nowy, fanatycznie pobożny duchowny i zakazuje składania ofiar domowym duchom, równowaga zaczyna się chwiać, a z lasu coraz śmielej wychyla się coś naprawdę niebezpiecznego. To pierwszy tom trylogii, więc jeśli Wasia was wciągnie, macie przed sobą jeszcze „Dziewczynę z wieży” i „Zimę czarownicy”.

Kiedy słowiańskość jest tylko sztafażem

Skoro już przy tym jesteśmy, warto powiedzieć wprost o czymś, co rzuca się w oczy, kiedy czyta się kilka takich książek pod rząd. Słowiańska mitologia stała się w ostatnich latach modnym szyldem, pod który podpina się bardzo różne rzeczy – i nie zawsze wynika to z rzetelnego researchu.

Największy problem polega na tym, że o realnych wierzeniach przedchrześcijańskich Słowian wiemy naprawdę niewiele, bo źródła pisane zostawili głównie wrogo nastawieni kronikarze chrześcijańscy, tacy jak Thietmar z Merseburga, a nie sami wyznawcy. Cała reszta – te wszystkie zgrabne opisy hierarchii bogów, ich atrybutów i związków rodzinnych – to w dużej mierze rekonstrukcje i domysły badaczy z XIX i XX wieku, czasem oparte na analogiach z innymi mitologiami indoeuropejskimi, a czasem po prostu wymyślone.

Do tego dochodzi problem źródeł wprost sfałszowanych, jak słynna Księga Welesa – tekst przedstawiany przez część środowisk rodzimowierczych jako autentyczny dokument staroruski, a od dawna uznawany przez naukowców za XX-wieczną mistyfikację. Część autorów fantasy czerpie z takich materiałów bezkrytycznie, traktując je jako gotową bazę mitologiczną, inni po prostu miksują ze sobą wierzenia z zupełnie różnych czasów i regionów – zachodniosłowiańskie, ruskie i południowosłowiańskie – jakby to był jeden spójny system, choć w rzeczywistości różniły się od siebie tak samo, jak różnią się dzisiejsze kultury tych regionów.

Nie zmienia to faktu, że można napisać na tym fundamencie świetną książkę – większość tytułów z tej listy to udowadnia – ale warto podchodzić do „autentyczności” słowiańskich klimatów z przymrużeniem oka. To fantastyka inspirowana strzępami wierzeń, nie podręcznik religioznawstwa.

Złośliwcy nieprzypadkowo komentują kolejne książki publikowane na fali mody na słowiańskość i rodzimowierstwo – często to urban fantasy, w którym obowiązkowo pojawia się oczywiście Leszy, Wielka Lechia i oparte na wulgarnej adaptacji „mitologii” bóstwa.

Słowiańska fantastyka – co to właściwie jest?

Słowiańska fantastyka (slavic fantasy) to nie tyle gatunek oparty na faktach historycznych, ile literacka gra z wyobrażeniem o słowiańskiej przeszłości. To nurt spekulatywny, który charakteryzuje się kilkoma cechami:

  1. Mitopoetyka zamiast rekonstrukcji: Ponieważ nie dysponujemy słowiańską Eddą ani spójnym panteonem zapisanym przez samych wyznawców, autorzy nie odtwarzają religii, lecz uprawiają kreację. Łatają gigantyczne dziury źródłowe własną wyobraźnią, tworząc spójne systemy tam, gdzie nauka bezradnie rozkłada ręce.

  2. Oparcie na demonologii niższej (folklorze): Prawdziwie „słowiański” klimat rzadko buduje się wielkimi bogami (Perunem czy Welesem), bo o nich wiemy najmniej. Sercem tego nurtu są istoty niższe – rusałki, południce, lesze, utopce i domowiki. To one przetrwały w wiejskim folklorze, opowieściach szeptuch i pamięci chłopskiej aż do XIX i XX wieku.

  3. Specyficzna wrażliwość (lokalność i melancholia): To nie tylko potwory, ale też unikalny mikroklimat. Często jest on kameralny, mocno związany z rytmem przyrody, podszyty lękiem przed nieznanym lasem i zdominowany przez motyw trudnego współistnienia starego świata pogańskiego z nowym ładem chrześcijańskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *