Jest taki moment po skończeniu Władcy Pierścieni, kiedy człowiek odkłada książkę i czuje pustkę. Nie chodzi o to, że brakuje fabuły – chodzi o ten specyficzny nastrój. Stare królestwa, które powoli odchodzą. Wyprawa, która zmienia bohaterów na zawsze. Poczucie, że czyta się coś, co istniało zawsze, tylko wcześniej nikt tego nie zapisał.

Zebrałem piętnaście tytułów, które naprawdę oddają ten klimat. Nie chodzi o kopiowanie Tolkiena scena po scenie. Chodzi o coś głębiej – o mitologiczny rozmach, staroświecką narrację i to poczucie, że świat istniał na długo przed pierwszą stroną książki.

Książki podobne do Władcy Pierścieni – klasyka, od której zaczęło się wszystko

Pamięć, Smutek i Cierń – Tad Williams

Jeśli miałbym wskazać jeden cykl, który najuczciwiej kontynuuje ducha Tolkiena, byłby to właśnie ten. Osten Ard to kraina po latach spokoju, w którą wkraczają mroczne moce – a giermek Simon, przypadkowo wplątany w konflikt, staje się przewodnikiem czytelnika przez świat pełen zaginionych mieczy, dawnych królestw i nieludzkiego ludu Sithi, wyraźnie inspirowanego tolkienowskimi elfami. Pierwsze sto stron bywa wymagające – Williams nie spieszy się z budowaniem świata, podobnie jak Tolkien w Drużynie Pierścienia. Ale kto przetrwa ten rozbieg, dostaje jedną z najbardziej satysfakcjonujących epopei fantasy, jakie powstały po Śródziemiu. Cykl otwarcie flirtuje z legendą arturiańską i mitologią europejską, a nostalgiczny, melancholijny ton – ta tytułowa pamięć, smutek i cierń – to dokładnie to uczucie, które zostaje po lekturze Tolkiena. Warto wiedzieć, że Williams pisał to świadomie jako hołd dla Władcy Pierścieni, jednocześnie starając się wyjść poza proste kalki. Sithi mają własną, złożoną kulturę, a konflikt dobra ze złem jest tu mniej czarno-biały niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Fionavarski Gobelin – Guy Gavriel Kay

Kay, zanim napisał cokolwiek własnego, pomagał Christopherowi Tolkienowi przy opracowywaniu materiałów do publikacji Silmarillionu – i to widać na każdej stronie. Piątka studentów z Toronto trafia portalem do Fionavaru, pierwszego z wszystkich światów, na którym wzorowane są wszystkie inne krainy fantasy. Brzmi jak czysty portal fantasy, ale szybko zamienia się w coś znacznie poważniejszego – opowieść osadzoną w prawdziwej mitologii celtyckiej i nordyckiej, z wątkami tak patetycznymi i podniosłymi, że część czytelników odbija się od tego stylu, a część zakochuje się bez pamięci. Drugi i trzeci tom nabierają rozpędu i prowadzą do wielkiej bitwy, którą trudno nie skojarzyć z Bitwą pod Minas Tirith. To lektura dla tych, którzy szukają u Tolkiena nie tylko przygody, ale tego mitologicznego, niemal biblijnego ciężaru.

Ziemiomorze – Ursula K. Le Guin

Zupełnie inny rejestr niż Tolkien, ale ten sam poziom mitotwórczej głębi. Ziemiomorze to archipelag wysp, gdzie magia opiera się na znajomości prawdziwych imion rzeczy – jeden z najbardziej wpływowych systemów magicznych w historii gatunku. Śledzimy losy Geda, młodego czarodzieja, od pierwszych, pochopnych błędów po dojrzałość i mądrość. Zamiast rozmachu batalistycznego dostajemy coś bardziej wewnętrznego – podróż o odpowiedzialności, cieniu i równowadze między światłem a ciemnością. Le Guin pisała to jako świadomą alternatywę dla męskocentrycznych eposów fantasy, ale poczucie starego, baśniowego świata jest tu równie silne jak w Śródziemiu. To seria, do której later wraca się z zupełnie innym doświadczeniem czytelniczym niż za pierwszym razem.

Epickie fantasy w duchu Tolkiena

Koło Czasu – Robert Jordan

Ogromny, wielotomowy cykl, który zaczyna się niemal jak przeróbka Władcy Pierścieni – młodzi mieszkańcy spokojnej wioski zmuszeni do ucieczki przed mrocznymi siłami, tajemniczy wędrowiec, który ich prowadzi, wieża zła na horyzoncie. Jordan otwarcie przyznawał się do tej inspiracji, ale już od drugiego tomu Koło Czasu robi coś znacznie ambitniejszego – buduje jeden z najbardziej rozbudowanych światów w historii fantasy, z własną kosmologią, systemem magii opartym na cyklicznym czasie i dziesiątkami znaczących postaci. To lektura na lata, nie na tydzień – czternaście tomów to poważne zobowiązanie. Ale dla kogoś, kto po Władcy Pierścieni szukał świata, w którym można się zanurzyć na bardzo długo, trudno o lepszy wybór. Warto uzbroić się w cierpliwość na środkowe tomy, gdzie tempo wyraźnie zwalnia, zanim finałowa część nabierze rozpędu.

Odkrycia Riyrii – Michael J. Sullivan

Zdecydowanie lżejszy i bardziej przygodowy wybór niż reszta tej listy, ale za to świetny punkt wejścia dla kogoś, kto chce tolkienowskiego klimatu bez tysiąca stron dziennie. Dwaj złodzieje, Royce i Hadrian, wplątują się w intrygę polityczną, która z czasem urasta do rozmiarów wojny o los całego kontynentu. Jest tu przyjacielska dynamika drużyny, poczucie przygody i mniej mroku niż we współczesnym fantasy – coś, co wielu czytelnikom kojarzy się właśnie z tonem przygody Frodo i spółki, zanim historia zrobi się naprawdę poważna. Sullivan pisał to z myślą o czytelniku, który chce się dobrze bawić, nie tonąc w rozdziałach opisowych.

Shannara – Terry Brooks

Cykl, który bywa nazywany najbardziej otwartym duchowym spadkobiercą Władcy Pierścieni – i to nie zarzut, tylko fakt uznawany nawet przez samego Brooksa. Pierwszy tom, Miecz Shannary, w wielu miejscach niemal wprost przekłada strukturę wyprawy Froda na nowych bohaterów – młody, niedoceniany protagonista, magiczny artefakt, mroczny władca zbierający armię. To najbardziej „list miłosny do Tolkiena” spośród wszystkich pozycji na tej liście. Kolejne tomy stopniowo wykształcają jednak własną tożsamość – historia świata Shannary okazuje się dużo bardziej złożona, niż początkowo się wydaje, co dodaje całości nieoczekiwanego smaczku. Dla czytelników, którzy chcą zacząć od czegoś przystępnego i szybko wciągającego, zanim sięgną po bardziej wymagające pozycje z tej listy, to naturalny punkt startowy.

Fantasy podobne do Tolkiena spod znaku mitów i legend

Las ożywionego mitu (Mitago Wood) – Robert Holdstock

Najbardziej nietypowa pozycja na tej liście i chyba najbliższa duchowi Starego Lasu czy Fangorn z Władcy Pierścieni, tylko rozciągnięta na całą powieść. Las Ryhope, sąsiadujący z posiadłością rodziny Huxleyów, okazuje się w środku znacznie większy, niż wskazywałyby mapy – i potrafi ożywiać archetypy z ludzkiej podświadomości, tworząc tak zwane mitotwory. To książka wymagająca, bo pierwsza połowa buduje nastrój bardzo powoli, ale kiedy w końcu wchodzimy głębiej w las, dostajemy coś naprawdę niepowtarzalnego – opowieść o mitologii celtyckiej, pamięci i sile opowiadania historii, zdobywczynię World Fantasy Award. Jeśli w Tolkienie kochałeś nie tyle przygodę, co samo poczucie obcowania z czymś starszym niż ludzka pamięć, to jest dokładnie ta książka.

Córka Króla Elfów – Lord Dunsany

Jedno z dzieł, które bezpośrednio inspirowały samego Tolkiena, napisane jeszcze w latach dwudziestych. Śmiertelnik żeni się z córką króla elfów, by pewnego dnia zrozumieć, że światy śmiertelny i elficki rządzą się zupełnie innym czasem. To krótka, baśniowa opowieść, pisana archaicznym, niemal biblijnym językiem – dziś może wydawać się osobliwa, ale to właśnie z takich źródeł czerpał autor Śródziemia. Dla czytelników zainteresowanych korzeniami całego gatunku to pozycja obowiązkowa, choć trzeba nastawić się na zupełnie inne tempo niż we współczesnym fantasy.

Złamany Miecz – Poul Anderson

Mroczniejsza, bardziej nordycka alternatywa dla Tolkiena, pisana w tym samym okresie co Władca Pierścieni, ale czerpiąca głębiej z mitologii skandynawskiej i nie stroniąca od tragedii w duchu sag islandzkich. Historia podmienionego dziecka, przekleństwa i połamanego miecza, który trzeba scalić, zanim posłuży dobru zamiast zniszczenia. Anderson nie unika tu okrucieństwa i moralnej dwuznaczności, których Tolkien świadomie unikał – to fantasy bliższe klasycznym eddom niż baśni. Dla czytelników, którzy cenią u Tolkiena mitologiczne zakorzenienie, ale chcieliby więcej mroku i mniej jednoznacznych podziałów na dobro i zło.

Worm Ouroboros – E.R. Eddison

Dzieło, które wywarło wpływ na rozwój późniejszej fantasy, także tej tworzonej przez pokolenie Tolkiena, wydane jeszcze w 1922 roku. Pozycja nie doczekała się jak dotąd polskiego przekładu, więc sięgniesz po nią tylko w oryginale. Opowieść o wojnie między krainami Demonlandu i Witchlandu, pisana bogatym, archaizowanym językiem, który dziś bywa barierą, ale też jest częścią uroku tej pozycji. To lektura dla purystów i miłośników historii gatunku – książka, bez której współczesne fantasy epickie wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie oczekuj współczesnego tempa narracji, za to dostaniesz autentyczny kawałek literackiej archeologii.

Najlepsze klasyczne fantasy dla wymagających

Księga Nowego Słońca – Gene Wolfe

Zdecydowanie najbardziej wymagająca pozycja na tej liście – i jedna z najczęściej nazywanych arcydziełem światowej fantastyki. Severian, kat wygnany z własnego cechu, wędruje przez umierającą Ziemię tak odległą w czasie, że technologia miesza się tu z magią nie do odróżnienia. Wolfe operuje niewiarygodnym bogactwem języka i symboliki, a narrator, któremu nie do końca można ufać, sprawia, że tę książkę czyta się zupełnie inaczej za drugim razem niż za pierwszym. To nie jest lektura na wieczór przy kominku – to raczej podróż, którą trzeba przemyśleć. Ale dla czytelników, którzy w Tolkienie cenili poczucie obcowania z czymś ogromnym i starym, Księga Nowego Słońca oferuje podobne wrażenie, tylko przefiltrowane przez zupełnie inną wrażliwość literacką.

Pieśń Albionu – Stephen Lawhead

Mocno mitologiczne fantasy o wielkiej skali, czerpiące garściami z legend celtyckich i walijskich – w tym z Mabinogionu, źródła równie ważnego dla brytyjskiej fantastyki jak sagi nordyckie. Współczesny student trafia do równoległego świata opartego na dawnej Brytanii, gdzie zostaje wplątany w konflikt o wymiarze niemal boskim. Lawhead pisze z rozmachem i szacunkiem dla źródeł, z których czerpie, a jego świat ma tę samą warstwę historyczną głębię, którą Tolkien budował poprzez własną mitologię Śródziemia.

Lyonesse – Jack Vance

Baśniowość i poczucie starego świata w najczystszej postaci, osadzone w legendarnej krainie, która zatonęła jeszcze przed czasami króla Artura. Vance nie spieszy się z fabułą – to bardziej elegancki spacer po zaczarowanym królestwie niż pościg z akcją na pierwszym planie – ale nagradza cierpliwość jednym z najbardziej malowniczych i szczegółowych światów w historii gatunku. Intrygi, magia i baśniowy urok mieszają się tu w proporcjach, które przypominają starsze podania rycerskie bardziej niż współczesne fantasy.

Nietypowe tropy – smoki, wieże i coś zupełnie innego

Smok Jego Królewskiej Mości – Naomi Novik

Zupełnie inny pomysł na epicki rozmach – wojny napoleońskie, w których obie strony dysponują eskadrami inteligentnych smoków. Brzmi jak żart, ale Novik traktuje ten pomysł z pełną powagą, budując wiarygodny alternatywny świat i wzruszającą relację między kapitanem Lawrence’em a jego smokiem Temerairem. To, co łączy tę książkę z klimatem Tolkiena, to poczucie przygody i odkrywania nieznanego świata krok po kroku, choć tutaj opakowane w zupełnie inny gatunkowy kostium. Świetny wybór dla kogoś, kto chce tego samego rodzaju satysfakcji, ale w mniej oczywistym entourage’u.

Mroczna Wieża – Stephen King

Nietypowy wybór na tej liście, ale warty uwagi – King przez całe życie pisarskie budował swoje magnum opus jako mieszankę fantasy, westernu i horroru, z rewolwerowcem Rolandem podążającym przez umierający, wielowymiarowy świat ku tytułowej Mrocznej Wieży. Sam autor przyznawał się do fascynacji Tolkienem podczas pisania cyklu, choć efekt końcowy jest znacznie bardziej surowy i eksperymentalny niż Śródziemie. To podróż przez wielki, gasnący świat, w którym magia miesza się z technologią i grozą – dla czytelników gotowych na coś mniej klasycznego, ale wciąż noszącego ten sam duch wielkiej, przemierzanej krok po kroku wyprawy.

Które z tych książek podobnych do Władcy Pierścieni wybrać na start?

Tytuł Co przypomina z Tolkiena
Pamięć, Smutek i Cierń – Tad Williams klasyczna wyprawa, stare królestwa, nieludzki lud Sithi, ogromny wpływ na późniejsze fantasy
Fionavarski Gobelin – Guy Gavriel Kay najbardziej mitologiczny klimat spośród współczesnych klasyków, autor pomagał przy opracowaniu Silmarillionu
Ziemiomorze – Ursula K. Le Guin mitotwórczy charakter, podróż bohatera, poczucie dawnej magii
Koło Czasu – Robert Jordan otwarcie inspirowany strukturą Drużyny Pierścienia, ogromna skala świata
Odkrycia Riyrii – Michael J. Sullivan przygodowy ton, drużyna bohaterów, mniej mroku niż we współczesnym fantasy
Shannara – Terry Brooks jeden z najbardziej oczywistych duchowych spadkobierców Tolkiena
Las ożywionego mitu – Robert Holdstock jeśli kochasz stare lasy, Fangorn i mitologiczność Śródziemia
Córka Króla Elfów – Lord Dunsany jedno z dzieł, które wprost inspirowały samego Tolkiena
Złamany Miecz – Poul Anderson klasyczna fantasy z tego samego pokolenia co Tolkien, mroczniejsza i bardziej nordycka
Worm Ouroboros – E.R. Eddison dzieło, które wywarło wpływ na rozwój późniejszej fantasy, w tym pokolenia Tolkiena
Księga Nowego Słońca – Gene Wolfe dla tych, którzy lubią głębię świata i poczucie obcowania z czymś większym
Pieśń Albionu – Stephen Lawhead mocno mitologiczne fantasy o wielkiej skali, korzenie celtyckie
Lyonesse – Jack Vance baśniowość i poczucie starego, zaginionego świata
Smok Jego Królewskiej Mości – Naomi Novik alternatywna historia, ale to samo poczucie przygody i odkrywania świata
Mroczna Wieża – Stephen King nietypowy wybór, ale podobna podróż przez wielki, umierający świat

Pisarze podobni do Tolkiena. Od czego zacząć?

Piętnaście książek to dużo, więc jeśli nie wiesz, od czego zacząć – zacznij od Pamięci, Smutku i Cierni albo Koła Czasu, jeśli chcesz zostać w świecie na dłużej. Jeśli wolisz coś krótszego i lżejszego, sięgnij po Odkrycia Riyrii albo Shannarę. A jeśli szukasz czegoś naprawdę nietypowego, Mroczna Wieża i Mitago Wood pokażą Ci, jak daleko można pociągnąć tolkienowski trop, nie tracąc przy tym jego ducha.

Każda z tych pozycji to inna droga do tego samego uczucia – poczucia obcowania ze starym, żywym światem, który istniał na długo przed pierwszą przeczytaną stroną. To jest właśnie to, czego szukamy w najlepszym klasycznym fantasy, i dlatego do tych książek wraca się po latach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *