Dlaczego tak trudno zastąpić Archiwum Burzowego Światła?
Po zamknięciu każdego tomu Archiwum zostaje podobne uczucie – jakby ktoś nagle zgasił światło w pokoju, w którym mieszkałeś od miesięcy. Sanderson buduje swoje historie tak, że po pewnym czasie znasz każdą uliczkę Kharbranth i każdy odcień charakteru Szalasza, a gdy książka się kończy, nie masz dokąd wrócić. Szukanie zamiennika bywa frustrujące, bo mało kto łączy jednocześnie rozmach świata, logiczny system magii i bohaterów, którzy naprawdę zmieniają się na oczach czytelnika przez tysiąc stron.
Zamiast szukać kopii, lepiej szukać autorów, którzy budują światy z tą samą cierpliwością – nawet jeśli robią to zupełnie inaczej niż Sanderson. Zebrałem dwanaście takich serii i podzieliłem je na cztery grupy, żeby łatwiej było znaleźć to, czego akurat szukacie.
Co sprawia, że książki Sandersona są tak uzależniające?
Zanim przejdziemy do konkretnych tytułów, dobrze nazwać to, co właściwie kochamy w książkach Sandersona – łatwiej wtedy znaleźć autora oferującego podobne emocje. Pierwsza rzecz to twarde systemy magii – zasady, które da się spisać na kartce i które nigdy nie zostają złamane dla wygody fabuły.
Druga to zjawisko, które fani ochrzcili mianem Sanderlanche – lawinowy finał, w którym wszystkie porozrzucane wcześniej wątki łączą się w jeden, coraz szybszy ciąg wydarzeń. Trzecia to psychologia bohaterów – depresja Kaladina czy obsesyjna uczciwość Szalasza nie są tłem, tylko motorem napędowym fabuły. Autorzy z tej listy niekoniecznie łączą wszystkie trzy cechy naraz, ale każdy z nich ma choć jedną z nich opanowaną do perfekcji.
Klasyka i giganci epickiej fantasy – fundamenty gatunku
W tej sekcji grupuję książki, które budowały podwaliny pod współczesne high fantasy – w tym te, na których dorastał sam Sanderson.
Koło Czasu (Robert Jordan) – epicki rozmach, którego szukasz
Jeśli komuś mało skali Archiwum Burzowego Światła, Koło Czasu odpowie na to pytanie z nawiązką. Czternaście tomów, dziesiątki bohaterów i świat, który Jordan budował przez dekady, kawałek po kawałku, aż stał się jednym z filarów gatunku. Zaczyna się skromnie – Rand, Mat i Perrin mieszkają w sennym Polu Emonda, nieświadomi, że ich życie za chwilę wywróci się do góry nogami. Do wioski przybywa Moiraine, członkini zakonu Aes Sedai, z ostrzeżeniem przed budzącym się Czarnym. Od tego momentu chłopcy z prowincji stają się częścią historii, która obejmie kontynenty, wieki proroctw i wojnę, od której zależą losy świata.
To, co łączy Koło Czasu z Archiwum, to poczucie, że autor naprawdę wie, jak działa jego świat – od struktur politycznych po zasady rządzące magią. Jedyną Mocą mogą władać zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale męska połowa Źródła została skażona przed wiekami, przez co jej używanie prowadzi prosto do szaleństwa – stąd mężczyźni zdolni do czarowania budzą powszechny strach i są tropieni przez zakon Aes Sedai. Jordan nie spieszy się z odsłanianiem kart, ale ta powolność ma swój cel: buduje świat na tyle gęsty, że po kilku tomach czujesz się w nim jak w domu. Pierwszy tom, Oko świata, bywa krytykowany za zbyt wyraźne inspiracje Tolkienem, ale to szybko mija – cykl znajduje własny głos i własną skalę. Dla czytelników Sandersona to o tyle ważna pozycja, że to właśnie on dokończył serię po śmierci Jordana, więc jeśli lubicie jego styl prowadzenia wątków, poczujecie się tu zaskakująco swojsko.
Pamięć, Smutek i Cierń (Tad Williams) – klasyka, która ukształtowała młodego Sandersona
Zanim ktokolwiek usłyszał o Kaladinie czy Dalinarze, Tad Williams pisał historię, która na trwałe zmieniła sposób myślenia o epickiej fantasy – podobno to właśnie ten cykl przekonał młodego Sandersona, że chce pisać fantastykę. Pamięć, Smutek i Cierń zaczyna się od Simona, niezdarnego chłopca kuchennego na zamku Hayholt, który przez przypadek wplątuje się w intrygę sięgającą znacznie głębiej niż mury zamku. Gdy król Elias zawiera sojusz z mroczną potęgą, a stare zło budzi się w krainie Osten Ard, Simon musi dorosnąć szybciej, niż powinien.
Williams robi coś, co bardzo przypomina metodę Sandersona – buduje świat z ogromną cierpliwością, wprowadza kultury, języki i historię tak, jakby to wszystko istniało na długo przed pierwszą stroną książki. Sithi, trolle, legendy arturiańskie wplecione w losy Simona i Miriamele – wszystko to składa się na opowieść, która potrafi być powolna, ale nigdy pusta. Czytelnicy wracający do tego cyklu po latach zwracają uwagę, jak dobrze Williams prowadzi wątki poboczne – nawet postacie, które wydają się mało istotne, dostają swój moment i swoje zakończenie, podobnie jak u Sandersona, gdzie żaden wątek nie ginie bez śladu. Jeśli szukacie źródła, z którego wyrosła współczesna epicka fantasy, to jest właśnie to miejsce.
Ogrody Księżyca (Steven Erikson) – malazański rozmach, którego nikt nie prześcignął
Malazańska Księga Poległych regularnie wraca w rozmowach o serii najbliższej Archiwum, i trudno się temu dziwić. Ogrody Księżyca, pierwszy tom cyklu, rzuca czytelnika bez taryfy ulgowej w sam środek wojny – Imperium Malazańskie od dwunastu lat podbija kolejne Wolne Miasta, a legiony cesarzowej Laseen zbliżają się do legendarnego Darudżystanu. Wśród żołnierzy, magów i bogów wtrącających się w losy śmiertelników poznajemy Podpalaczy Mostów – niegdyś elitarny, dziś mocno przerzedzony oddział, którego losy stają się osią pierwszej części opowieści.
To, co zbliża Eriksona do Sandersona najbardziej, to skala – dziesiątki bohaterów, historia sięgająca dziesiątek tysięcy lat wstecz i świat, w którym magia ma swoje szkoły i swoją logikę, mimo że autor nie tłumaczy niczego wprost. Erikson rzuca czytelnika na głęboką wodę i nie zamierza prowadzić go za rękę, nie zostawiając nawet obietnicy stałego lądu na horyzoncie, więc pierwsze sto stron bywa wymagające – trzeba samemu składać fakty z rozmów bohaterów i strzępków informacji. Ci, którzy przez to przebrną, dostają w zamian jeden z najbardziej ambitnych światów fantasy, jaki powstał – z dziesięcioma tomami materiału na lata czytania.
Mroczne klimaty i militarna fantasy dla fanów potyczek
Dla czytelników, którzy w Archiwum najbardziej cenili realizm starć, logistykę wojny i ciężar trudnych wyborów.
Cień bogów (John Gwynne) – nordycki mrok i Saga o Krwioprzysiężnych
Trzysta lat temu bogowie stoczyli między sobą wojnę, z której nikt nie wyszedł żywy. Ich krew wciąż płynie w żyłach potomków, a szczątki ciał uformowały krajobraz krainy Vigrið – łańcuchy górskie ze szkieletów, wyrwy w ziemi, z których wyłażą groźne istoty zwane spaczeńcami. W tym świecie Gwynne prowadzi trzy równoległe historie – Orki, matki szukającej porwanego syna, Varga, byłego niewolnika pragnącego zemsty, i Elvary, wojowniczki żądnej bitewnej sławy.
Cień bogów przypomina Archiwum przede wszystkim skalą konsekwencji – śmierć bogów nie jest tu tłem, tylko realnym fundamentem geografii, polityki i magii, o czym przekonujemy się z każdym kolejnym rozdziałem. Gwynne, sam będący rekonstruktorem historycznym, wkłada w opisy walk i uzbrojenia dokładność, która nadaje bitwom ciężar rzadko spotykany w gatunku – to jedna z rzeczy, którą chwalą nawet czytelnicy sceptyczni wobec reszty książki. Trzy perspektywy przez większą część tomu biegną osobno, co bywa testem cierpliwości, ale gdy się w końcu splatają, robi to wrażenie. To pierwszy tom trylogii Saga o Krwioprzysiężnych, więc łatwo sprawdzić, czy ten nordycki klimat wam odpowiada, zanim zdecydujecie się na kolejne części.
Kruczy Cień (Anthony Ryan) – Pieśń krwi, honor żołnierza i cena mocy
Pieśń krwi, pierwszy tom trylogii Kruczy Cień, zaczyna się od obrazu, który zapada w pamięć – dziesięcioletni Vaelin Al Sorna zostaje zostawiony przez własnego ojca przed bramą Szóstego Zakonu, brutalnego zgromadzenia wojowników służących Wierze i Królestwu. Od tej chwili chłopiec traci rodzinę i zyskuje braci – a wraz z nimi lata treningu, który ma go przygotować na życie pełne wyrzeczeń. Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw czasowych – jako wspomnienia więźnia prowadzonego na egzekucję i jako relacja kronikarza, który stopniowo zmienia swoje nastawienie do skazańca.
Anthony Ryan buduje świat pełen politycznych rozgrywek i wojen religijnych, ale to, co przypomina Archiwum Burzowego Światła najsilniej, to postać samego Vaelina – żołnierza dźwigającego ciężar obowiązku, honoru i coraz trudniejszych wyborów, bardzo w duchu Kaladina i jego Mostowców. Podobnie jak u Sandersona, magia tutaj nie jest ozdobnikiem – Pieśń Krwi, dar bohatera, ma swoje reguły i swoją cenę, a autor dawkuje informacje o niej z rozmysłem, nie od razu odsłaniając wszystkie karty. Pierwsza połowa książki, poświęcona życiu zakonnemu, bywa spokojniejsza, ale to właśnie ona buduje przywiązanie do bohaterów, które procentuje w drugiej połowie, gdy historia nabiera rozpędu i skali.
Czerwony Rycerz (Miles Cameron) – najemna kompania na krawędzi wojny
Zapomnijcie o rycerskich ideałach – Czerwony Rycerz i jego kompania najemników biorą pieniądze za ochronę bogatego klasztoru przed czymś, co miało być zwykłym zleceniem. Okazuje się, że stawka jest znacznie wyższa, bo za granicą cywilizacji czeka Dzicz – potwory, demony i siły, które od wieków próbują przełamać ludzką obronę. Cameron, emerytowany oficer marynarki i pasjonat rekonstrukcji historycznej, buduje świat inspirowany średniowieczną Europą z realizmem rzadkim w fantasy – logistyka wojny, koszt utrzymania kompanii, taktyka oblężeń są tu równie ważne jak magia.
To, co zbliża tę serię do Archiwum, to rozmach narracji rozłożonej na wielu bohaterów i cierpliwość w budowaniu świata – pierwsza połowa tomu bywa wymagająca, bo trzeba się połapać w gąszczu postaci, ale gdy wątki zaczynają się przenikać, książka nabiera tempa właściwego wielkim sagom. System magii oparty na źródłach mocy i pałacach pamięci – czyli miejscach we własnym umyśle, gdzie magowie przechowują zaklęcia i czerpią energię do ich rzucania – ma swoją wewnętrzną logikę, a świat przedstawiony – mimo inspiracji Tolkienem i Glenem Cookiem – znajduje własny, bardziej wojskowy ton. To pozycja dla czytelników, którym w Archiwum najbardziej podobały się sceny batalistyczne i drobiazgowo przemyślana logistyka wojny.
Mroczne fantasy z bohaterami pełnymi skaz
Ta sekcja nieprzypadkowo ma tylko jeden cykl – bo Abecrombie robi to z niesamowitym wdziękiem i skutecznością. Uwielbia oczarować nas bohaterami po to, by stopniowo odsłaniać jaką szują i kanalią jest dany charakter.
Ostrze (Joe Abercrombie) – gdy idealiści przegrywają, a cynicy muszą przetrwać
Pierwsze Prawo nie ma systemu magii porównywalnego z Archiwum, ale trafia w podobny nerw z innej strony – bezwzględnością świata i bohaterami, którzy muszą go jakoś przetrwać. Logen Dziewięciopalcy, barbarzyńca cieszący się złą sławą, traci resztki szczęścia i drużynę, zanim trafia w progi cywilizacji. Jezal dan Luthar, zarozumiały szermierz marzący o zwycięstwie w turnieju, nie ma pojęcia, że zbliżająca się wojna zweryfikuje jego złudzenia znacznie brutalniej niż jakikolwiek pojedynek. A inkwizytor Glokta, niegdyś czempion szermierki, dziś kaleka po latach tortur, tropi zdrajców w sercu skorumpowanego rządu, jednocześnie nienawidząc każdego – łącznie z samym sobą.
Ostrze to powolny początek trylogii – fabuła rozkręca się długo, a większość pierwszego tomu poświęcona jest budowaniu postaci, nie wydarzeniom. Właśnie w tym Abercrombie przypomina metodę Sandersona – cierpliwość w prowadzeniu bohaterów, których każdy wybór ma ciężar, i świat pokazany bez sentymentu, gdzie wojna nie ma w sobie nic z rycerskiej chwały. To seria dla czytelników, którym w Archiwum najbardziej podobały się moralne dylematy i bohaterowie funkcjonujący w odcieniach szarości, a nie w prostym podziale na dobro i zło.
Polskie serie fantasy o światowym rozmachu
Sekcja z polskim akcentem – dowód na to, że rodzima fantastyka potrafi grać w tej samej lidze co najwięksi zagraniczni autorzy.
Opowieści z meekhańskiego pogranicza (Robert M. Wegner) – polski odpowiednik wielkich sag
Skoro mówimy o skali i wielowątkowości, trudno pominąć rodzimą odpowiedź na ten typ fantasy. Opowieści z meekhańskiego pogranicza zaczynają się od dwóch pozornie osobnych historii – żołnierzy Szóstej Kompanii, górskiego oddziału strzegącego północnych granic Imperium Meekhańskiego, i zamaskowanego wojownika z pustynnego Południa, który zgodnie z obyczajem swojego ludu musi bezwzględnie chronić twarz – a tym samym swoją duszę – przed wzrokiem obcych. Z czasem te wątki, pozornie niezależne, zaczynają się splatać w znacznie większą całość, w której bogowie toczą własne wojny na plecach ludzi.
Wegner buduje imperium z kultur, języków i wierzeń tak konsekwentnie, że czytelnicy Malazanu czy Archiwum czują się tu jak w domu – ten sam rozmach, ta sama cierpliwość w odsłanianiu świata i podobna skłonność do prowadzenia równoległych historii, które łączą się dopiero po jakimś czasie. To nie jest lekka lektura na jeden wieczór, ale rzadko zdarza się seria, która tak dobrze łączy epicki rozmach z polskim, bardzo osobistym stylem opowiadania. Jeśli szukacie dowodu na to, że polska fantasy potrafi grać w tej samej lidze co najwięksi zagraniczni autorzy, zacznijcie właśnie tutaj.
Kłamstwa szklanych wież (Piotr Tango) – polska odpowiedź na klimat retro-metropolii i wielkich tajemnic
Skoro już jesteśmy przy bohaterach dźwigających ciężar swoich światów, chciałbym wspomnieć o czymś bliższym – mojej własnej powieści, Kłamstwach szklanych wież. To nie jest epicka saga na kilkanaście tomów, ale rządzi się podobną zasadą, co ulubione cykle fanów Sandersona – światem, w którym magia ma konsekwencje, a każda postać płaci swoją cenę.
Radymicz, fikcyjne miasto inspirowane Warszawą, Lwowem i Krakowem, to miejsce, gdzie magiczne urządzenia zmieniły codzienność w coś wygodnego, ale wcale nie bezpiecznego. Gildie walczą z politykami i służbami specjalnymi o kontrolę nad magią, mafie uzależniają narkotykami, a pod tym wszystkim kryje się intryga, która przenika granice państw i klas społecznych. Inspektor Corvo nie może zapomnieć o kobiecie, której – jak twierdzi jego pamięć – nigdy nie było. Student uniwersytetu magicznego marzy tylko o spokojnym życiu w cieniu bogatego kolegi. Tropicielka Calida, wygnana z zakonu czczącego magiczne bestie Înwe, ucieka z biednego południa, ukarana za własną dobroć. Ich losy splatają się w opowieści pełnej włamań, epickich starć i alchemii, na której rozwoju zyskują tylko ci, którzy już mają wszystko. Dla fanów Locke’a Lamory, Szóstki wron i Archiwum Burzowego Światła – z polskim charakterem i szaloną gromadą magicznych bestii.
Magia z zasadami, czyli systemy magiczne, które zachwycą fanów Cosmere
Tutaj trafiają książki skupione na logicznej, wręcz naukowej magii – czyli tym, z czego Sanderson słynie najbardziej.
Cykl Demoniczny (Peter V. Brett) – świat runów, w którym magia to ostatnia linia obrony
Malowany człowiek, pierwszy tom Cyklu Demonicznego, opowiada o świecie, w którym każdy zachód słońca oznacza śmiertelne zagrożenie. Z mgły wyłaniają się otchłańce – demony, przed którymi ludzkość chroni się za pomocą magicznych run. Historia śledzi losy trójki dzieci – Arlena, Leesha i Rojera – które dorastają w cieniu tego strachu i każde na swój sposób próbuje znaleźć na niego odpowiedź.
To, co zbliża ten cykl do klimatu Archiwum, to sposób, w jaki Brett traktuje magię jako coś więcej niż ozdobę fabuły – runy mają swoją logikę, swoje ograniczenia i swoją cenę, a bohaterowie muszą się jej uczyć krok po kroku, podobnie jak Kaladin uczy się kontrolować Burzowe Światło i moce Wiązacza Wiatrów. Świat przedstawiony rozwija się powoli, ale konsekwentnie – im dalej w serię, tym więcej dowiadujemy się o pochodzeniu otchłańców i o tym, co naprawdę stoi za odwieczną walką ludzi z mrokiem. Cały cykl jest bardzo rozbudowany i w polskich wydaniach obejmuje dziesięć tomów pełnych bitew, intryg i moralnych dylematów, ale sam Malowany człowiek to spójna, zamknięta historia, więc można sprawdzić, czy ten świat wam pasuje, zanim zdecydujecie się na resztę.
Z mgły zrodzony (Brandon Sanderson) – jeśli chcesz więcej tego samego autora
Ostatnia pozycja na liście to szczególny przypadek, bo to ten sam autor, co Archiwum Burzowego Światła. Ale skoro szukacie książek podobnych do Sandersona, prędzej czy później i tak natraficie na pytanie o resztę jego dorobku, więc wolę to uprzedzić. Zrodzony z Mgły (w starszym tłumaczeniu: Z mgły zrodzony) to pierwsza trylogia w obrębie serii o tym samym tytule, a jej pierwszy tom, zatytułowany Ostatnie Imperium, przenosi nas do świata, w którym od tysiąca lat nie kwitną kwiaty, a niewolnicy zwani skaa żyją w cieniu nieśmiertelnego, wszechmocnego tyrana. Vin, młoda złodziejka ze slumsów, odkrywa w sobie moc Zrodzonej z Mgły i dołącza do grupy buntowników planujących niemożliwe – obalenie samego Ostatniego Imperatora.
Jeśli w Archiwum najbardziej zachwycił was system magii oparty na jasnych, logicznych zasadach, tutaj dostajecie coś podobnego, tylko w mniejszej, bardziej kameralnej skali – Allomancja, w której moc czerpie się z połykania i spalania metali, jest może najbardziej precyzyjnie skonstruowanym systemem magicznym, jaki Sanderson kiedykolwiek wymyślił. Fabuła rozkręca się nieco wolniej niż w Archiwum, ale gdy już nabiera tempa, trudno się oderwać – a trylogia jako całość ma znacznie bardziej zamknięty, satysfakcjonujący finał niż wciąż niedokończone Archiwum.
Wola wielu (James Islington) – najnowszy hit dla fanów rozbudowanego worldbuildingu
Wola wielu to najświeższa propozycja na tej liście i jednocześnie ta, która najbardziej otwarcie przyznaje się do inspiracji Sandersonem – sam Islington wymienia go, obok Jordana i Rothfussa, jako pisarza, który ukształtował jego wyobraźnię. Akcja toczy się w Republice Catenan, państwie zbudowanym na wzór starożytnego Rzymu, gdzie społeczeństwo funkcjonuje dzięki systemowi Woli – magiczno-mentalnej mocy przekazywanej w górę hierarchii. Im wyżej ktoś stoi w tej strukturze, tym więcej mocy zabiera tym, którzy są niżej.
Główny bohater, Vis, ukrywa swoją tożsamość i trafia do elitarnej Akademii Catenu, gdzie musi przetrwać rywalizację o najwyższą stawkę, jednocześnie planując zemstę na systemie, który zniszczył jego rodzinę. Islington buduje świat z rozmachem godnym najlepszych sag – polityczne intrygi, złożony system magii oparty na hierarchii władzy i bohatera, który mimo wszystkich prób nie traci własnych zasad. To książka, która przypadnie do gustu każdemu, kto w Archiwum cenił sobie połączenie osobistego dramatu bohatera z wielką, systemową machiną świata przedstawionego – tu też magia jest metaforą władzy, a każda decyzja ma swoją cenę.
Od czego zacząć po Sandersonie? Wybierz drogę dla siebie
Jeśli nie wiecie, od którego tytułu zacząć, oto krótka ściągawka. Jeśli najbardziej brakuje wam precyzyjnego systemu magii, sięgnijcie po Cykl Demoniczny albo Zrodzonego z Mgły. Jeśli tęsknicie za wielkimi bitwami i wojskową logistyką, wybierzcie Czerwonego Rycerza albo Kruczy Cień. Jeśli chcecie mrocznego, politycznego klimatu bez cukru, zacznijcie od Ostrza albo Cienia bogów. A jeśli ciągnie was do miejskiego klimatu pełnego intryg i magicznych gildii, ale bliżej domu, sprawdźcie Kłamstwa szklanych wież.
Epicka fantasy na setki godzin – które sagi są już ukończone?
Dla wielu czytelników po Archiwum najważniejsze pytanie brzmi – czy dana seria w ogóle się skończy. Wiadomo, jak to bywa z długimi cyklami. Dobra wiadomość jest taka, że większość tytułów z tej listy ma już swój finał. Koło Czasu, Pamięć Smutek i Cierń, Ogrody Księżyca (i cały główny cykl Malazan), Cień bogów, Kruczy Cień, Cykl Demoniczny, Czerwony Rycerz oraz oryginalna trylogia Ostrza i pierwsza trylogia Zrodzonego z Mgły – wszystkie te historie mają zamknięcie, więc można zaczynać bez obawy, że autor zostawi was w połowie drogi. Inaczej sprawa wygląda z Meekhanem Wegnera, który wciąż trwa, oraz z Wolą wielu Islingtona, gdzie dopiero rozkręca się pierwsza trylogia. Oba warto znać, ale trzeba się uzbroić w cierpliwość.
Która seria jest najbardziej podobna do Archiwum Burzowego Światła?
Zamiast ogólnego „to zależy”, oto konkretne dopasowanie – który element Archiwum najbardziej was trzymał i po co sięgnąć, żeby poczuć coś podobnego.
| Jeśli w Archiwum najbardziej lubisz… | Sięgnij po… | Dlaczego |
| Kaladina i jego walkę z własnym mrokiem | Kruczy Cień (Anthony Ryan) | Vaelin dźwiga podobny ciężar obowiązku, honoru i wyborów, które go kosztują więcej, niż powinny |
| Mostowców i braterstwo oddziału | Kruczy Cień (Anthony Ryan) | Bracia z Szóstego Zakonu grają rolę bardzo zbliżoną do relacji Kaladina z jego drużyną |
| Wielkie bitwy i realistyczną logistykę wojny | Czerwony Rycerz (Miles Cameron) | Najemna kompania, koszty utrzymania armii i taktyka oblężeń pokazane z rzadko spotykaną dokładnością |
| Dalinara budującego koalicję przeciw większemu złu | Opowieści z meekhańskiego pogranicza (Robert M. Wegner) | Imperium, sojusze i polityka na skalę porównywalną z Alethkarem |
| Rozbudowaną, wielowiekową historię świata | Ogrody Księżyca (Steven Erikson) | Dziesiątki tysięcy lat historii i świat równie gęsty jak Roshar |
| Twardy, logiczny system magii | Zrodzony z Mgły (Brandon Sanderson) | Allomancja to najbardziej precyzyjnie skonstruowany system, jaki wyszedł spod pióra tego samego autora |
| Politykę pełną cynizmu i moralnej szarości | Ostrze (Joe Abercrombie) | Żaden bohater nie jest tu jednoznacznie dobry, podobnie jak w intrygach na dworze Kholinów |
| Mroczną mitologię i gniew bogów wpływający na losy śmiertelników | Cień bogów (John Gwynne) | Śmierć bogów jako fundament geografii i polityki, nie tylko tło fabularne |
| Magię jako ostatnią linię obrony przed potworami | Cykl Demoniczny (Peter V. Brett) | Runy działają na tej samej zasadzie co Wiązanie Mocy – mają jasne reguły i swoją cenę |
| Akademie i systemy władzy oparte na hierarchii | Wola wielu (James Islington) | Republika Catenan i Akademia Catenu to metafora władzy równie wyrazista jak zakony Świetlistych Rycerzy |
| Powolne, cierpliwe budowanie świata na dekady | Pamięć, Smutek i Cierń (Tad Williams) | Ten sam rozmach kulturowy i językowy, który zainspirował samego Sandersona |
| Miejskie intrygi, spójny świat i bardzo logiczne wykorzystanie magii | Kłamstwa szklanych wież (Piotr Tango) | Magiczne urządzenia i czary wykorzystywane do budowy gospodarki, wpływające na przemiany społeczne |
Często zadawane pytania (FAQ) – co czytać po Sandersonie?
Czy muszę znać całe Cosmere, żeby czytać Archiwum Burzowego Światła?
Nie. Archiwum Burzowego Światła da się czytać w pełni samodzielnie, bez znajomości pozostałych książek osadzonych w Cosmere. Sanderson chowa tam co prawda smaczki dla stałych czytelników – przede wszystkim postać Hoida, wędrującego między światami – ale to easter eggi, a nie elementy wymagane do zrozumienia fabuły. Można spokojnie zacząć od Archiwum i dopiero potem, jeśli spodoba wam się styl autora, wybrać się w stronę Zrodzonego z Mgły czy pozostałych serii Cosmere.
Przeczytałem tylko Archiwum. Czy muszę nadrobić inne książki Sandersona, żeby zrozumieć głębszy sens?
Nie musicie, ale jedna konkretna książka bardzo w tym pomoże – Rozjemca. Choć akcja tej powieści toczy się na zupełnie innej planecie Cosmere, jej bohater Vasher oraz jego mówiący miecz, Krew Nocy, odgrywają ważną rolę w późniejszych tomach Archiwum, gdzie Vasher pojawia się pod przybranym imieniem Zahel. Jeśli chcecie poczuć dodatkową satysfakcję przy lekturze Słów Światłości i Dawcy Przysięgi, warto przeczytać Rozjemcę w przerwie między tomami Archiwum. To wciąż tylko smaczek dla stałych czytelników Cosmere, a nie element wymagany do zrozumienia głównej fabuły.
Jaka polska fantasy jest najbardziej podobna do stylu Sandersona?
Z tej listy najbliżej stylu Sandersona jest Meekhan Roberta M. Wegnera – łączy podobną cierpliwość w budowaniu świata, rozbudowaną politykę i skłonność do prowadzenia równoległych wątków, które łączą się dopiero po jakimś czasie. Kłamstwa szklanych wież grają inną kartą – bliżej im do miejskiego fantasy z intrygą w stylu Locke’a Lamory niż do epickiego rozmachu Archiwum, ale mechaniki magii i cena, jaką płacą za nią bohaterowie, pragmatyczne i logiczne zastosowanie magii do ekonomii to coś, co czytelnicy Sandersona rozpoznają od razu.
Która książka z listy ma najbardziej logiczny system magii?
Jeśli szukacie systemu magii najbliższego twardym zasadom znanym z Archiwum, najlepszym wyborem jest Zrodzony z Mgły – Allomancja, w której moc czerpie się z połykania i spalania konkretnych metali, każdy dających inną zdolność, to prawdopodobnie najbardziej precyzyjnie skonstruowany system w całej twórczości Sandersona. Blisko jest też Cykl Demoniczny Petera V. Bretta, gdzie magia run ma równie jasne zasady, tylko podane w zupełnie innej, mroczniejszej scenerii.
Jak wygląda trudność wejścia w te serie – od najłatwiejszej do najbardziej wymagającej?
Jeśli mielibyście uszeregować całą listę pod kątem tego, jak szybko wciąga i ile wysiłku wymaga na start, wyglądałoby to mniej więcej tak. Najłatwiej wchodzi się w Cykl Demoniczny, Wolę wielu i Kłamstwa szklanych wież – akcja rusza szybko, a świat odsłania się stopniowo, bez przytłaczania czytelnika od pierwszej strony. Średni poziom wymagań mają Kruczy Cień, Cień bogów, Czerwony Rycerz i Ostrze – to wciąż klasyczna epicka fantasy, ale z nieco wolniejszym rozruchem i większą liczbą nazwisk do zapamiętania. Bardziej wymagające są Koło Czasu, Pamięć Smutek i Cierń oraz Meekhan – długie, wielowątkowe sagi, które nagradzają cierpliwość, ale nie prowadzą za rękę. Na szczycie tej skali stoi Malazańska Księga Poległych, która rzuca czytelnika na głęboką wodę bez żadnej taryfy ulgowej – i właśnie dlatego zbiera jednocześnie najwięcej zachwytów i najwięcej porzuceń w połowie pierwszego tomu.
Czy te książki mają dobre wersje audio? Których audiobooków najlepiej się słucha?
Tak, i to bardzo dobre. Polski rynek audiobooków fantasy stoi wysoko, a większość polecanych pozycji ma naprawdę solidne wersje audio. Opowieści z meekhańskiego pogranicza i Cykl Demoniczny czyta Filip Kosior, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w polskich audiobookach fantasy – jego interpretacja dobrze oddaje zarówno militarny klimat Meekhanu, jak i mroczną atmosferę otchłańców u Bretta. Cień bogów czyta Adam Bauman, którego głos świetnie pasuje do brutalnego, nordyckiego tonu Sagi o Krwiozaprzysiężonych. Wolę wielu czyta Marcin Przybylski, a Zrodzonego z Mgły Marcin Popczyński, który od lat towarzyszy polskim wydaniom Sandersona. Malazańską Księgę Poległych czyta Andrzej Ferenc, znany aktor teatralny i dubbingowy, którego głos dobrze znosi ciężar tej wyjątkowo gęstej, wielowątkowej prozy. Dla porównania – samo Archiwum Burzowego Światła czyta Wojciech Żołądkowicz, więc jeśli jego głos kojarzy się wam z Kaladinem i Dalinarem, warto wiedzieć, że w pozostałych tytułach z tej listy usłyszycie już innych lektorów.
Czy do któregoś z tych tytułów powstało pełne słuchowisko, a nie tylko klasyczny audiobook?
Nie, żaden z tytułów z tej listy nie doczekał się na polskim rynku pełnego słuchowiska z obsadą aktorską i udźwiękowieniem – wszystkie dostępne wersje to klasyczne audiobooki lektorskie, czytane przez jedną osobę. To różnica, o której warto pamiętać, bo część czytelników szuka właśnie produkcji wielogłosowych z efektami dźwiękowymi, a nie samego czytania tekstu. Jeśli interesuje was temat fantasy w formie dźwiękowej szerzej, w osobnym artykule na blogu zebrałem najlepsze polskie słuchowiska i audiobooki fantasy – tam też znajdziecie kilka tytułów faktycznie zrealizowanych w tej pełnej, wielogłosowej formie.
Dwanaście różnych światów, ale wszystkie łączy to samo – poczucie, że autor wie więcej, niż na razie pokazuje, i że każda strona przybliża nas do czegoś większego. Jeśli któryś z tych tytułów was zaciekawił, dajcie znać, który świat najbardziej odpowiada temu, czego szukacie po Archiwum – chętnie pomogę zawęzić wybór.