Światy które musisz odkryć sam – fantasy które nie tłumaczy się z siebie
Jest pewien typ pisarza który traktuje czytelnika jak kogoś dorosłego. Nie wita go na pierwszej stronie mapą, słowniczkiem i trzystronicowym prologiem o historii świata. Nie wstrzymuje akcji żeby wyjaśnić jak działa magia, skąd pochodzi imperium i dlaczego ci konkretni bogowie są ważni. Rzuca czytelnika w środek i zakłada że ten sobie poradzi.
To jest inna filozofia budowania świata – i zupełnie inne doświadczenie czytelnicze. Zamiast świata podanego na tacy dostajemy świat jako łamigłówkę. Fragmenty informacji pojawiają się w dialogach, w nazwach miejsc, w tym jak postacie reagują na rzeczy których nie rozumiesz. Stopniowo, bez ostrzeżenia, zaczynasz rozumieć – i ten moment gdy wszystko klika jest jednym z najlepszych uczuć jakie literatura może dać.
Te książki wymagają aktywnego czytelnika. Nie pasywnego odbiorcy który czeka aż autor powie mu co ma myśleć – ale kogoś kto chce pracować razem z tekstem i być za to nagrodzonym. Poniżej sześć pozycji które robią to najlepiej.
teven Erikson – Malazan. Księga Poległych
Erikson to najbardziej radykalny przykład tej filozofii w całym gatunku – i właśnie dlatego stoi na początku tej listy.
Pierwsza strona „Ogrodów Księżyca” rzuca czytelnika w środek oblężenia miasta przez imperium, o którym nic nie wie. Są postacie z tytułami, których nie rozumie, jest magia, której zasad nikt nie tłumaczy, są nawiązania do wydarzeń sprzed setek lat podane, jakby czytelnik je znał. Erikson nie przeprasza za to. Nie zwalnia. Nie odwraca się, żeby sprawdzić, czy nadążasz.
To jest celowe i przemyślane. Erikson jest z wykształcenia antropologiem i archeologiem – i to widać w tym, jak buduje świat. Archeolog nie dostaje kompletnego obrazu starożytnej cywilizacji. Dostaje fragmenty i musi z nich złożyć całość. Tak samo działa Malazan – świat ma dziesięć tysięcy lat historii i czytelnik wchodzi w jej środek.
Przez pierwsze dwieście stron wielu czytelników jest zagubionych. To jest normalne i celowe. Erikson powiedział wprost, że jego celem było stworzenie uczucia bycia obcym w obcym świecie – i osiągnął to z precyzją, której mało kto dorównuje.
Nagrodą za cierpliwość jest świat, który – po kilku tomach – jest bardziej rozległy, bardziej spójny i bardziej przemyślany niż cokolwiek innego w epickim fantasy. Imperia mają historię, która wyjaśnia ich teraźniejszość. Bogowie mają motywacje, które wynikają z tego, czym kiedyś byli. Magia ma zasady, których uczysz się przez obserwację, a nie przez wykład.
Dziesięć tomów po 800-1000 stron. Nie jest to zobowiązanie dla każdego – ale dla kogoś, kto szuka świata, który nagradza każdą poświęconą mu uwagę, nie ma lepszego adresu w całym gatunku.
N.K. Jemisin – Piąta pora roku
Jemisin robi coś technicznie trudniejszego niż Erikson – jej narracja jest narzędziem dezorientacji.
„Piąta pora roku” zaczyna się od apokalipsy. Kontynent Stillness doświadcza kolejnego Piątego Sezonu – katastrofy geologicznej, która regularnie niszczy cywilizację co kilka wieków. Świat, który poznajemy, jest zbudowany wokół przetrwania tych katastrof – jego architektura, kultura, religia, system kastowy.
Jemisin opowiada tę historię w trzech przeplatających się wątkach – i jeden z nich jest napisany w drugiej osobie. „Ty” jako podmiot narracji nie jest zabiegiem stylistycznym dla ozdoby. To precyzyjne narzędzie dezorientacji, które sprawia, że czytelnik nie wie, gdzie jest i kiedy jest – i stopniowo odkrywa, że trzy pozornie osobne wątki są ze sobą połączone w sposób, którego nie przewidział.
Świat Stillness jest odkrywany przez system kastowy, który go organizuje, przez to, jak postacie mówią o historii (której nie ufają), przez to, co jest zakazane wiedzieć. Jemisin nie tłumaczy – pokazuje i pozwala wyciągać wnioski.
Trzy nagrody Hugo z rzędu za trzy kolejne tomy. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło.
Ursula K. Le Guin – Ziemiomorze
Le Guin buduje świat przez to, czego nie mówi.
Ziemiomorze to archipelag – setki wysp z własnymi kulturami, językami i tradycjami. Le Guin nigdy nie siada i nie tłumaczy, jak to wszystko działa. Zamiast tego pokazuje fragmenty – podróż łodzią przez konkretne wyspy, rozmowę w konkretnym porcie, legendę opowiedzianą przy ogniu – i pozwala czytelnikowi budować obraz z tych fragmentów.
Magia opiera się na prawdziwych imionach rzeczy w Języku Stworzenia. Zmiana imienia zmienia naturę. Le Guin nigdy nie daje pełnego słownika ani pełnej gramatyki tego języka – ujawnia go kawałek po kawałku, przez sytuacje, w których jest używany. Efekt jest taki, że magia czuje się jak część świata, nie jak system do nauczenia.
To jest najstarsza pozycja na tej liście – pierwsza część ukazała się w 1968 roku – i nadal jest wzorcem tego, jak budować świat przez sugestię, a nie przez wykład. Każde kolejne pokolenie pisarzy fantasy uczyło się od Le Guin, jak wiele można osiągnąć przez to, co się pomija.
Gene Wolfe – Księga Nowego Słońca
To jest pozycja dla czytelnika, który chce być naprawdę wymagany – i który jest gotowy na nagrodę proporcjonalną do wysiłku.
Severian jest katem w umierającym świecie odległej przyszłości, tak dalekiej, że wygląda jak średniowiecze. Opowiada historię swojego życia – i jest narratorem, który zapewnia czytelnika, że ma doskonałą pamięć i nie kłamie.
Oba twierdzenia są fałszywe.
Wolfe zbudował narrację, w której narrator selektywnie ujawnia i ukrywa informacje, w której słowa mają ukryte znaczenia widoczne dopiero przy ponownej lekturze, w której świat jest jednocześnie science fiction i fantasy, bo te dwie rzeczy w tej odległej przyszłości stały się tym samym. Czytelnik podczas pierwszej lektury rozumie historię powierzchowną. Podczas drugiej – zaczyna widzieć, co naprawdę się wydarzyło.
To jest najbardziej wymagająca pozycja na tej liście i jedyna, która celowo zakłada, że będziesz czytał ją dwa razy. Nie dla każdego – ale dla kogoś, kto lubi, gdy literatura traktuje go jak detektywa, nie jak widza.
Susanna Clarke – Jonathan Strange i pan Norrell
Clarke buduje świat angielskiej magii XIX wieku przez to, co przemilcza – i robi to z iście angielską powściągliwością.
System magii w tej powieści ma zasady – ale zasady te są częściowo zapomniane i częściowo celowo ukrywane przez pana Norrella, który jest obsesyjnym kolekcjonerem wiedzy magicznej i nie zamierza się nią dzielić. Czytelnik odkrywa możliwości i ograniczenia angielskiej magii stopniowo, przez eksperymenty Jonathana Strange’a i przez przypisy, które zawierają osobne minihistorie, cytaty z nieistniejących ksiąg i fragmenty legend.
Te przypisy to osobny poziom budowania świata. Czytasz powieść i jednocześnie czytasz historię świata, którego powieść dotyczy – w formie akademickich odniesień do tekstów, których nie możesz sprawdzić, bo nie istnieją, ale które brzmią, jakby istniały od zawsze.
Clarke pisała tę powieść przez dziesięć lat i widać każdy rok tej pracy w tym, jak spójny i głęboki jest świat, który stworzyła.
Piotr Tango – Kłamstwa szklanych wież
Tu pozwolę sobie na krótką autopromocję – bo filozofia budowania świata, którą stosuję w swojej powieści, jest bezpośrednio związana z tym, co łączy wszystkie pozycje na tej liście. Moje uniwersum jest rozbudowane, ale w pierwszym tomie czytelnik poznaje tylko niektóre jego elementy.
Czytelnik musi czujnie łączyć kropki dotyczące geografii krain, świat jest bardziej pokazywany niż tłumaczony. Wiele kropek należy połączyć samodzielnie.