Jest taki moment w dobrej powieści heistowej, kiedy wszystko idzie nie tak. Plan się sypie, ktoś zdradza, ktoś inny okazuje się nie tym, za kogo się podawał – i właśnie wtedy, zamiast odłożyć książkę, czytasz szybciej. To jest ten klimat. I jest go w fantasy zaskakująco mało.

Gatunek heist – opowieści o przekrętach, włamaniach i szajkach złodziei działających na granicy prawa i śmierci – w kinie ma się świetnie. Ocean’s Eleven, Heat, The Italian Job. W grach też – Payday, seria Dishonored. W fantastyce natomiast solidnych reprezentantów można policzyć na palcach jednej ręki. Poniżej zebrałem te, które naprawdę niosą ten klimat – z własnych lektur i z jednym wyjątkiem, który do zestawienia pasuje zbyt dobrze żeby go pominąć.

Kłamstwa Locke’a Lamory – Scott Lynch (2006)

Zacznijmy od najlepszego. Jeśli miałbym wskazać jedną książkę, która definiuje heist fantasy jako gatunek, to jest właśnie „Kłamstwa Locke’a Lamory”.

Locke Lamora jest złodziejem w Camorze – mieście inspirowanym renesansową Wenecją, gdzie gangi mają oficjalne umowy z władzą, a niepisany kodeks przestępczy reguluje kto może okradać kogo i do jakiej wysokości. Locke i jego banda Niecnych Dżentelmenów ten kodeks regularnie łamią – bo okradają bogatych arystokratów, co jest absolutnie zakazane. Robią to w przebraniach, z fałszywymi tożsamościami, z planami wartymi kilka książek kryminalnych naraz.

Lynch robi coś, czego większość autorów heistów nie potrafi – jego przekręty są naprawdę skomplikowane i naprawdę działają. Nie na zasadzie „uwierzcie nam że to był sprytny plan” – Lynch pokazuje mechanikę, warstwy, fałszywe dno pod fałszywym dnem. Czytasz i rozumiałeś że coś się dzieje, ale nie rozumiałeś co – a potem wszystko klika na raz i jest to satysfakcjonujące w sposób, który rzadko się zdarza.

Do tego Camorra. Miasto żyje, śmierdzi, ma historię i geografię, ma własne zasady których złamanie ma konsekwencje. To jeden z najlepiej zbudowanych światów w nowoczesnej fantasy.

Uczciwe zastrzeżenie: kilka razy Lynch korzysta z deus ex machiny i pozwala sobie na wprowadzenie istotnych zasad świata w momencie gdy akurat są potrzebne do fabuły. Pierwszy tom jest zdecydowanie najlepszy z całego cyklu – i spokojnie stoi samodzielnie jeśli nie chcesz iść dalej.

Dla kogo: dla każdego kto chce czuć że bohaterowie naprawdę myślą, knują i są o krok przed wszystkimi – aż do momentu gdy nie są.


Szóstka Wron i Królestwo Kanciarzy – Leigh Bardugo (2015-2016)

Bardugo wzięła konwencję heistową i przeniosła ją w klimat Young Adult – co brzmi jak ostrzeżenie, ale w praktyce jest czymś rzadkim: YA które jest naprawdę dobre, bo autorka nie infantylizuje fabuły.

Kaz Brekker to szef gangu w Ketterdamie – mieście wzorowanym na Amsterdamie, pełnym gildii kupieckich, handlu narkotykami i politycznych sojuszy. Kaz i jego szóstka dostają misję niemożliwą: włamanie do najbardziej strzeżonego więzienia na świecie. Każdy z bohaterów ma unikalną umiejętność, każdy ma własną historię, każdy ma powód żeby być w tej drużynie – i powód żeby zdradzić.

„Szóstka Wron” to heist w czystej postaci – planowanie, rekonesans, wpadki i improwizacja. Działa świetnie.

„Królestwo Kanciarzy” zamyka akcję w samym Ketterdamie i robi to mądrze – duszna atmosfera miasta pasuje do konwencji łotrzykowskiej jak ulał. Bardugo utrzymuje tempo, nabija fabułę intrygami i polityką, nie odpuszcza. Lektura idzie łatwo i przyjemnie.

Dwa zastrzeżenia. Pierwsze: Kaz Brekker jest sprzedawany jako bezwzględny gangster bez serca, ale przez całą serię Bardugo pracuje na to żebyśmy go lubili i uważali za bohatera – co powoduje że nigdy nie jest tak naprawdę niejednoznaczny. Brudzi sobie rączki, ale jak na gangstera jest dość delikatny. Drugie: jedna z linii romantycznych.


Z mgły zrodzony – Brandon Sanderson (2006)

Sanderson połączył heist z epickim fantasy i zrobił to pomysłowo – bo jego przekręt jest jednocześnie planem na rabunek i planem na rewolucję. Szajka Kelsiera chce okraść Ostatniego Imperatora, który rządzi krainą od setek lat i jest praktycznie bogiem. To nie jest zwykły skok na skarbiec.

Świat Mistborn to fantasy postapo – popiół sypie się z nieba, mgły obejmują świat po zmroku, roślinność jest uboga i rzadka. Klimatyczne i oryginalne. System magii oparty na połykaniu i spalaniu metali jest twardy, logiczny i doskonale pasuje do konwencji heistowej – każdy z bohaterów ma konkretne, zdefiniowane umiejętności, które można zaplanować i wykorzystać jak narzędzia włamania.

Kelsier niesie na sobie ciężar całej fabuły – barwny, charyzmatyczny, moralnie niejednoznaczny bardziej niż ktokolwiek u Bardugo. Vin, młoda protagonistka, jest klasyczną postacią „zero do bohatera” i dla części czytelników będzie irytująca – ale jej droga ma sens w kontekście świata.

Heist jest tu bardziej pretekstem niż sednem – im dalej, tym bardziej robi się epicko i tym mniej czuć klimat włamania. Finał przynosi też jedno niespodziewane rozwiązanie, które trąci deus ex machiną mimo że Sanderson zazwyczaj tego unika. Sceny walki – podobnie jak w całej jego twórczości – są spektakularnie filmowe i przez to nieczytelne na papierze.

Ale sam pomysł – skok na nieśmiertelnego dyktatora z drużyną ludzi z nizin – jest jednym z tych, które zostają z Tobą długo po lekturze.

Dla kogo: dla kogoś, kto chce heist jako punkt wejścia w większą, epicką historię i lubi systemy magii z prawdziwymi zasadami.

Więcej o uniwersach Brandona Sandersona


Zemsta najlepiej smakuje na zimno – Joe Abercrombie (2011, Wydawnictwo MAG)

To nie jest czysty heist – ale jest tu coś, co z heistem ma bardzo wiele wspólnego: drużyna nieprawdopodobnych wyrzutków, cel niemożliwy do osiągnięcia samotnie i plan, który sypie się w każdym kolejnym kroku.

Monza Murcatto – Generał Tysiąca Ostrzy, Rzeźniczka Caprile – jest najsłynniejszą najemniczką na usługach wielkiego księcia Orso. Kiedy jej własny pracodawca zleca jej śmierć, cudem przeżywa. Ze strzaskanym ciałem i duszą przepełnioną żądzą zemsty, poprzysięga śmierć siedmiu osobom odpowiedzialnym za jej upadek.

Żeby to osiągnąć, kompletuje drużynę: barbarzyński Caul Dreszcz – znany czytelnikom Pierwszego Prawa – który przybył do Styrii z postanowieniem bycia lepszym człowiekiem i szybko przekonuje się, że to mrzonka; pozbawiony skrupułów truciciel Morveer z młodą pomocnicą; seryjny morderca Przyjazny z obsesją na punkcie liczenia wszystkiego wokół siebie.

Abercrombie buduje z tego specyficzną wersję powieści drogi – drużyna wędruje od miasta do miasta, w każdym kolejnym eliminując następną osobę z listy Monzy, za każdym razem w coraz bardziej wymyślny sposób. To gdzie heist wchodzi do gry – każda eliminacja to osobna operacja, z rekonesansem, planem i nieuchronną komplikacją.

Świat osadzony jest w klimatach renesansowych Włoch – kondotierzy, intrygi między książętami walczącymi o tron Styrii, wisielczy humor przeplatający się z rozmowami o politycznych knowaniach i kontrspisekach.

Ostrzeżenie dla niewtajemniczonych: Abercrombie nie oszczędza czytelnika. Opisy są brutalne, język dosadny, bohaterowie moralnie czarni nawet kiedy ich lubisz. Jeśli Kłamstwa Locke’a Lamory były dla Ciebie za lekkie – tu znajdziesz swój klimat. Jeśli za ciężkie – omijaj.

Nie musisz znać Pierwszego Prawa żeby tę książkę czytać, choć znajomość Dreszcza z poprzednich tomów dodaje jej głębi.


Kłamstwa szklanych wież – Piotr Tango (2026)

Skoro zestawienie o przekrętach i machinacjach – pozwolę sobie na krótką wzmiankę o własnej książce, bo klimatycznie pasuje tu bardziej niż gdziekolwiek indziej.

„Kłamstwa szklanych wież” to przygodowe/heist fantasy z trzema przeplatającymi się wątkami – tropicielka Calida, duet detektywów Bramin i Corvo oraz student magii Aramin – które zbiegają się wokół sprawy, która okazuje się znacznie mroczniejsza niż wygląda na początku. Intrygi, fałszywe tożsamości, siatki powiązań których końców długo nie widać.

Nie jest to heist w czystym sensie – bliżej tu Lynchowi w klimacie niż Bardugo w strukturze. Ale jeśli po „Kłamstwach Locke’a Lamory” szukacie polskiej fantastyki, która operuje podobnymi narzędziami narracyjnymi – zapraszam. Zamiast „Weneckawej” Camorry lub Ketterdamu, który ma aurę Niderlandów, dostaniesz tu swojski Radymicz, inspirowany Warszawą, Lwowem i Krakowem. Są szable, wąsiki i Bazyliszki, ale wojny gangów i epickie włamy też w pakiecie.


Co je łączy – i dlaczego heist fantasy jest rzadkie

Każda z tych książek robi coś, co jest fundamentem dobrego heistu: bohaterowie myślą. Planują, improwizują, kłamią – i czytelnik razem z nimi układa puzzle. To wymaga od autora dużo więcej niż standardowe fantasy, gdzie wystarczy drużyna, smok i miecz. Heist wymaga żebyś wiedział z góry co Twoi bohaterowie wiedzą, czego nie wiedzą i jak to rozdanie wygląda z perspektywy każdej ze stron. Dlatego dobrych heistów jest mało – i dlatego te cztery pozycje wyróżniają się na tle gatunku.

Jeśli znacie inne tytuły, które pasują do tego zestawienia – piszcie w komentarzach. Chętnie poznam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *