Wydawnictwa dostają ich setki. Czasem tysiące. I większość ląduje w koszu zanim ktokolwiek dotrze do trzeciej strony.
Jeśli marzysz o tym, żeby Twoja powieść trafiła do wydawnictwa i dostała uczciwa szansę – ten artykuł jest dla Ciebie. Nie piszę tego jako obserwator z zewnątrz. Piszę jako ktoś, kto analizuje rynek od lat, rozmawia z redaktorami i właścicielami wydawnictw. Kto przy okazji nagrywania podcastu Rozpisane Rozmowy miał okazję porozmawiać o tym z ludźmi po drugiej stronie stołu.
Setki propozycji wydawniczych… jak się wyróżnić?
Zanim przejdziemy do konkretów, jedna liczba, która powinna zmienić Twoje podejście do całego procesu.
Podczas nagrania Rozpisanych Rozmów Katarzyna Berenika Miszczuk – współwłaścicielka wydawnictwa Miętowy Shake – powiedziała wprost: mają w kolejce 7000 propozycji wydawniczych. Siedem tysięcy. I dodała coś, co zapamiętałem na długo: jeśli mail ją zaciekawi – propozycja przeskakuje kolejkę. Jeśli nie – czeka razem z resztą. Albo nie czeka wcale.
Piszesz reklamę swojej książki skierowaną do jednej, bardzo konkretnej osoby, która jest zmęczona, zajęta i ma 6999 innych rzeczy do przeczytania. Niestety działa tu zasada przebierania jak w ulęgałkach – skoro podaż jest na tyle duża, że redaktorzy czują się przeciążeni, starają się ułatwić sobie życie i przyspieszać pracę na każdym kroku.
Możemy się na to obrażać, ale tak jest – książki to również biznes, nie tylko kultura.
Jak redaktor naprawdę czyta Twoją propozycję
Redaktor nie siada z kawą i nie zagłębia się w Twój rękopis z otwartym sercem. Redaktor przegląda skrzynkę i szuka powodów do odrzucenia – bo to jedyny sposób, żeby przeżyć przy takiej skali nadsyłanych propozycji.
Niektóre wydawnictwa stosują zasadę punktów ujemnych – za każde potknięcie autor dostaje minus. Trzy minusy i propozycja odpada, niezależnie od tego czy błąd pojawił się w pierwszym akapicie czy na trzeciej stronie. Logika jest prosta: jeśli autor nie zadbał o pierwsze wrażenie, co mówi to o reszcie?
Plusy też się zdarzają – za wyjątkowo udany fragment, świetnie napisany mail, intrygujący pomysł. Ale domyślnie każda propozycja zaczyna od zera i musi walczyć o swoją szansę.
Masz na to trzy narzędzia: mail, streszczenie i sam plik z powieścią. Przyjrzyjmy się każdemu z osobna.
Propozycja wydawnicza – wyróżnij się mailem
Skup się na jednym: dlaczego ta konkretna historia jest warta czytania? Co w niej wyjątkowego? Jaki problem rozwiązuje, jakie emocje wywołuje, czym różni się od stu innych powieści w tym samym gatunku?
Jeśli masz trudność z mówieniem wprost o własnej pracy – zacznij od inspiracji. Co Cię do tego tematu przyciągnęło? Dlaczego akurat ta historia? Ludzie w branży wydawniczej rzadko są tu dla pieniędzy – są tu bo kochają książki. Pokaż że Ty też – i że jesteś pierwszym prawdziwym fanem własnej powieści.
Pamiętaj o tym co powiedziała Miszczuk: mail decyduje o kolejce. Napisz go tak, żeby ktoś zmęczony po dwustu innych mailach chciał przeczytać następne zdanie.
Formą możesz pokazać trochę serca. Nie wysyłaj samych załączników, nie pisz: „dzień dobry, tu moja książka”. Postaraj się w kilku słowach zaciekawić, zręcznie wspomnieć coś o sobie, pokazać że ta propozycja jest przemyślana i pamiętasz, że po drugiej stronie jest człowiek. Po prostu wyróżnij się, ale nie na siłę.
Początek książki musi być dobry
Większość propozycji odpada po pierwszym rozdziale. Dlatego warto wiedzieć co konkretnie redaktorów odstrasza.
Numer jeden: nudne otwarcie. Opis pogody, opis przyrody, bohater wstający rano i zaczynający dzień. Jeśli żaden z tych elementów nie ma wpływu na fabułę – odpada. Brzmi znajomo? To dlatego, że zdarza się zaskakująco często. I jeszcze nie ma przypadku, żeby takie otwarcie mimo wszystko wypadło dobrze.
Numer dwa: kiepski język. Błędy stylistyczne, toporne zdania, brak rytmu. Paradoks polega na tym, że o wiele łatwiej poprawić strukturę fabularną niż przerobić język autora – a jego poziom widać od pierwszych słów. Redaktor, który widzi kiepski język na stronie pierwszej, wie że będzie go widział na każdej następnej. Swoją drogą, tu poradnik jak pisać dialogi
Zasada jest prosta: pierwsze strony mają przyciągnąć uwagę, wprowadzić w świat i bohaterów, i zbudować napięcie. Jeśli tego nie robią – reszta nie ma znaczenia.
Streszczenie i konspekt – Twoja tajna broń
Zbyt wielu autorów pomija ten krok. To błąd, który może kosztować Cię szansę nawet przy dobrej powieści.
Wyobraź sobie sytuację: propozycja wzbudza mieszane uczucia. Pomysł ciekawy, ale pierwsze strony kuleją. Bez streszczenia – odpuszczamy. Ze streszczeniem pod ręką – sięgamy po nie i analizujemy historię. Nieraz dobrze napisane streszczenie przekonało redaktora do książki, która nie zaczęła się najlepiej.
Streszczenie powinno być zwięzłe i intrygujące – nie streszczaj każdego rozdziału, pokaż serce historii. Konspekt z kolei daje redaktorowi wgląd w strukturę i potencjał całości. To szczególnie ważne na etapie recenzji wewnętrznej, gdy tekst trafia do redaktora znającego dany gatunek i analizującego fabułę bardziej szczegółowo.
Krótko: konspekt i streszczenie to nie formalność. To narzędzia, które mogą uratować propozycję, gdy pierwsze strony jeszcze jej nie obroniły.
Wysyłanie propozycji wydawniczej – jak ją napisać?
Napisz mail o książce, nie o sobie. Zaciekaw redaktora w pierwszych zdaniach – bo to decyduje o miejscu w kolejce.
Zadbaj o pierwsze strony bardziej niż o cokolwiek innego. Unikaj nudnych otwarć i dbaj o język – to pierwsza i często jedyna linia oceny.
Zawsze dołącz streszczenie i konspekt. Nawet jeśli nikt o to nie prosi. Szczególnie jeśli nikt o to nie prosi.
Pisz z pasji i pokaż ją. Branża jest tu z miłości do książek – połącz się z nimi na tym poziomie.
I jedno zdanie na koniec, które zapamiętaj: redaktor szuka powodów do odrzucenia. Twoim zadaniem jest mu to utrudnić.