Większość ludzi nie zaczyna czytać fantasy z jednego prostego powodu. Wchodzą do księgarni, widzą kilkanaście tomów jednej serii, kolejne kilkanaście obok i dochodzą do wniosku, że to gatunek, do którego trzeba mieć instrukcję obsługi. A potem kupują kolejny kryminał.
Fantasy ma problem z pierwszym wrażeniem. Z zewnątrz wygląda na gatunek zamknięty – pełen własnych zasad, wielotomowych serii i historii ciągnących się przez tysiące stron. Łatwo uznać, że to nie jest literatura „na początek”.
Szkoda. Bo fantasy wcale nie jest trudniejsze od innych gatunków. Trzeba tylko wiedzieć, od czego zacząć. A jeszcze ważniejsze – od czego nie zaczynać.
Dlaczego wiele osób nie zaczyna czytać fantasy?
To paradoks. Fantasy jest jednym z najbogatszych gatunków literackich, ale właśnie dlatego początkującemu czytelnikowi trudno podjąć pierwszą decyzję. Gdy wpiszesz w wyszukiwarkę „najlepsze książki fantasy”, dostaniesz kilkadziesiąt rankingów z setkami tytułów. Im większy wybór, tym łatwiej odłożyć decyzję na później.
W Polsce fantasy przez lata traktowano jak literaturę drugiej kategorii
To temat, który moim zdaniem warto poruszyć, bo rzadko się o nim mówi.
Przez lata w Polsce fantasy funkcjonowało trochę obok „prawdziwej literatury”. Kryminały doczekały się rehabilitacji, komiks przestał być kojarzony wyłącznie z dziećmi, a fantastyka wciąż bywa traktowana z pobłażaniem. W szkolnych lekturach praktycznie jej nie ma, w mediach głównego nurtu pojawia się rzadko, a część środowiska literackiego nadal patrzy na nią z dystansem.
To o tyle paradoksalne, że właśnie z fantastyki wywodzą się jedni z najpopularniejszych współczesnych autorów na świecie, a książki tego gatunku regularnie trafiają na listy bestsellerów i są ekranizowane z ogromnym sukcesem.
Nie wspominając o tym, że literackie „elity” potrafią docenić fantasy, ale broń panie żeby to przyznać – przykładem są książki Radka Raka, gdzie stosuje się ekwilibrystykę, żeby tylko nie nazwać ich fantastyką.
Fantasy to nie tylko elfy i smoki
To chyba najbardziej trwały stereotyp. Dla wielu osób fantasy nadal oznacza wyłącznie rycerzy, smoki i magiczne miecze. Tymczasem współczesna fantastyka opowiada o polityce, wojnie, psychologii, religii, dorastaniu czy moralnych wyborach. Świat przedstawiony jest niezwykły, ale problemy bohaterów często okazują się zaskakująco bliskie rzeczywistości.
Jeżdżąc po konwentach i spotkaniach autorskich regularnie spotykam osoby, które mówią: „nigdy nie czytałem fantasy, bo wydawało mi się zbyt skomplikowane”. I prawie zawsze okazuje się, że problemem nie był gatunek. Problemem był pierwszy wybór.
Nie zaczynaj od „najlepszych książek fantasy”
To może brzmieć jak herezja, ale większość rankingów typu „100 najlepszych książek fantasy wszech czasów” bardziej szkodzi początkującym, niż im pomaga.
Schemat jest zawsze ten sam. W pierwszej dziesiątce znajdziesz klasykę gatunku, wielotomowe sagi i książki, które od trzydziestu lat polecają sobie fani fantasy. Problem w tym, że te zestawienia tworzą ludzie, którzy od dawna siedzą w tym świecie. Dla nich kilkanaście tomów to zaleta, nie wada. Dla osoby, która dopiero chce sprawdzić, czy fantasy jest dla niej, to często skuteczny straszak.
Jest jeszcze druga pułapka. „Najlepsza książka fantasy” nie oznacza „najlepsza książka na początek”. To dwie zupełnie różne rzeczy. Podobnie jak nie poleciłbym komuś, kto chce zacząć biegać, od razu maratonu, tak samo nie polecałbym początkującemu czytelnikowi najbardziej rozbudowanych cykli tylko dlatego, że są wybitne.
Pierwsza książka ma zrobić jedną rzecz – sprawić, że po jej skończeniu będziesz miał ochotę sięgnąć po następną. Jeżeli zamiast tego przez sześćset stron próbujesz zapamiętać nazwy królestw, rodów i bohaterów, to nie znaczy, że fantasy jest nudne. To znaczy, że zacząłeś od niewłaściwego miejsca.
Paradoks polega na tym, że największym problemem fantasy nie jest brak dobrych książek. Problemem jest to, że fani od lat polecają sobie nawzajem książki dla fanów, a nie dla ludzi, którzy dopiero stoją przed półką i zastanawiają się, czy w ogóle wejść do tego świata.
Jaką pierwszą książkę fantasy wybrać?
Moim zdaniem są dwie dobre strategie. Pierwsza jest bezpieczna, druga… spektakularna.
Jeśli nigdy wcześniej nie czytałeś fantasy, zacząłbym od książek z niskim progiem wejścia. Takich, w których elementy nadprzyrodzone pojawiają się stopniowo, świat nie przytłacza, a historia broni się przede wszystkim bohaterami i fabułą. Dzięki temu możesz sprawdzić, czy w ogóle odpowiada Ci taki sposób opowiadania historii. Nie rzucasz się od razu w sam środek wielkiego uniwersum, tylko powoli oswajasz się z tym, że magia, potwory czy wymyślone królestwa są tu czymś naturalnym.
Ale jest też druga szkoła. Skok na głęboką wodę.
Są czytelnicy, którzy zakochują się w fantasy właśnie dlatego, że od pierwszych stron trafiają do świata, który niczego nie udaje. Nie chce być realistyczny. Nie tłumaczy się ze swojej fantastyczności. Jeśli należysz do takich osób, możesz od razu sięgnąć po klasykę gatunku – Grę o tron, Ziemiomorze Ursuli K. Le Guin czy Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego. To książki bardziej wymagające, ale jednocześnie pokazujące, dlaczego fantasy od dekad fascynuje miliony czytelników.
Jeśli wolisz wejść do świata fantasy powoli, zacznij od książek, w których elementy nadnaturalne są tylko dodatkiem do historii, a nie jej główną osią.
Dobrym wyborem może być „Ocean na końcu drogi” Neila Gaimana – krótka, niezwykle przystępna powieść balansująca między realizmem a baśnią. Świetnie pokazuje, że fantasy nie musi oznaczać smoków i wielkich bitew.
Jeżeli bliżej Ci do współczesnych realiów, warto sięgnąć po urban fantasy. Tutaj dobrym przykładem jest „Nigdziebądź” Neila Gaimana, gdzie magia istnieje tuż obok zwyczajnego Londynu. Fantastyka nie przytłacza, tylko stopniowo wkracza do dobrze znanej rzeczywistości.
Jeśli lubisz historie bardziej kameralne niż epickie, dobrym początkiem będzie również „Małe, duże” Johna Crowleya. To książka wymagająca odrobiny cierpliwości, ale pokazuje, że fantasy może być subtelne i literackie, a nie tylko pełne walk i magii.
A może wcale nie chcesz zaczynać ostrożnie? To też dobra droga. Wtedy warto od razu zanurzyć się w klasyce: „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, „Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin czy „Gra o tron” George’a R.R. Martina. To książki z wyższym progiem wejścia, ale jeśli od pierwszych stron wciągnie Cię ich świat, istnieje spora szansa, że zostaniesz z fantastyką na długo. Gry o Tron nie polecam o tyle, że pewnie nie będzie skończona.
Szukasz czegoś zabawnego?
Fantasy wcale nie musi być śmiertelnie poważna. Jeśli lubisz humor, absurd i bohaterów, których nie sposób nie polubić, zacznij od Marcina Mortki. Jego książki, zwłaszcza cykl „Nie ma tego Złego”, łączą przygodę z dużą dawką humoru i świetnie pokazują, że fantasy potrafi bawić równie dobrze, jak komedia.
Drugim oczywistym wyborem jest Terry Pratchett i jego Świat Dysku. Warto jednak wiedzieć, że sam Pratchett przyznawał, iż pierwsze powieści z cyklu nie oddają jeszcze w pełni jego pomysłu na to uniwersum. Dlatego wielu czytelników poleca rozpoczęcie przygody nie od pierwszego tomu, lecz od późniejszych książek, takich jak „Straż! Straż!”, „Pomniejsze Bóstwa” czy „Mort”. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, dlaczego Świat Dysku uchodzi za jedną z najzabawniejszych i jednocześnie najbardziej błyskotliwych serii fantasy w historii. Mówi się, że sam autor żartował o odkryciu fabuły dopiero przy piątej książce.
Jeśli szukasz humoru, romansu i polskich autorek – dwie propozycje
Jest nisza w polskiej fantastyce, która rośnie dynamicznie i o której zbyt rzadko mówi się w kontekście „poważnej” literatury gatunkowej. Fantasy z romansem, z humorem, z bohaterkami które mają charakter i nie przepraszają za to. Dwie autorki, które robią to najlepiej:
Katarzyna Berenika Miszczuk to nazwisko które w Polsce od kilku lat jest synonimem romantycznej fantasy z mocnym charakterem bohaterek. Jej cykl Kwiat paproci wziął słowiańską mitologię – rusałki, południce, Nawię i Jawię – i zbudował z tego historię, która trafia zarówno do kogoś kto lubi romans jak i do kogoś kto szuka polskich korzeni w literaturze. Wydawnictwo Mięta, które współtworzy, mierzy się z kolejką kilku tysięcy propozycji wydawniczych rocznie – co mówi samo za siebie o tym jak bardzo aktywna jest społeczność czytelnicza wokół tego nurtu.
Dla kogoś kto chce sprawdzić Miszczuk bez wchodzenia od razu w cały cykl – zacznij od Szeptuchy. Krótka, samodzielna, dobrze pokazuje co autorka potrafi.
Marta Kisiel to z kolei przypadek osobny – autorka która zbudowała sobie pozycję w polskiej fantastyce przez lata konsekwentnej pracy i kilkanaście bardzo różnych książek. Dwukrotna laureatka Nagrody im. Janusza A. Zajdla, autorka ukochanych przez czytelników cykli Dożywocie oraz Małe Licho, która potem zaskoczyła wszystkich kryminałami pisanymi z tym samym wyczuciem humoru.
Jej Dożywocie to punkt wejścia który polecam szczególnie – historia początkującego pisarza który dostaje w spadku starą willę zamieszkaną przez naiwnego anioła stróża imieniem Licho, utopce i widmo romantycznego poety. Brzmi absurdalnie i jest absurdalne – ale pod warstwą żartów i groteski siedzi opowieść o samotności, rodzinie i tym co znaczy mieć kogoś blisko. Kisiel pisze humor który nie jest głupi – jest inteligentny, kąśliwy i zaskakująco ciepły jednocześnie.
Na swoim koncie ma kilkanaście utworów, a jej powieści wielokrotnie nagradzano – ale co ważniejsze, ma czytelników którzy wracają do każdej kolejnej książki z tym samym zaufaniem. To rzadkie.
Obie autorki są dobrym wyborem dla kogoś kto w fantasy szuka nie tylko przygody ale też emocji, relacji między postaciami i – co tu kryć – odrobiny serca w tekście.
Jeśli szukasz fantasy dla dzieci – i chcesz je zarażać czytaniem
Tu pozwolę sobie na uczciwe zastrzeżenie: nie jestem rodzicem i nie piszę z pozycji kogoś, kto sprawdzał te książki na własnym dziecku. Piszę z pozycji kogoś, kto te książki czytał jako dziecko albo jako dorosły – i kto widzi, które z nich działają na młodych czytelników niezależnie od pokolenia.
Zacznijmy od jednej zasady: najlepsza książka fantasy dla dziecka to ta, którą dziecko chce czytać. Nie ta którą Ty chciałeś czytać w jego wieku, nie ta którą poleca algorytm – ta, przy której siedzi wieczorem z latarką pod kołdrą i nie chce przestać.
Harry Potter – J.K. Rowling
Oczywiste do bólu i dalej aktualne. Pierwsze dwa tomy są dla dzieci od 8-9 lat – lekkie, przygodowe, ciepłe. Od trzeciego robi się coraz mroczniej i seria dorastała razem z czytelnikami którzy zaczęli ją w dzieciństwie. Najlepszy wstęp do fantasy dla kogoś kto nie czytał nic w tym gatunku i ma między 8 a 14 lat.
Uwaga rodzicielska: od piątego tomu seria jest już dla nastoletniego czytelnika, nie dla małego dziecka. Tempo i tematyka wyraźnie się zmieniają.
Rafał Kosik – Felix, Net i Nika
Polska odpowiedź na pytanie jak napisać serię dla młodzieży która nie traktuje swojego czytelnika protekcjonalnie. Kosik specjalizuje się głównie w gatunku science fiction, ale nie stroni od klasycznego fantasy. Felix, Net i Nika to jego flagowy cykl – trójka przyjaciół w wieku gimnazjalnym która wciąż wpada w przygody rodem z najlepszego SF i przygodowego fantasy naraz.
Seria zaczyna się lekko i przystępnie – pierwsze tomy są dla dzieci od 10-11 lat – ale z każdą kolejną częścią dojrzewa razem z bohaterami. Kosik nie boi się trudnych tematów, nie upraszcza technologii i nie infantylizuje relacji między postaciami. Efekt jest rzadki: dzieci czytają bo jest akcja, a rodzice sięgają po te same tomy bo jest w nich coś do myślenia.
Cykl liczy kilkanaście tomów i wciąż trwa – co dla kogoś kto właśnie szuka bezpiecznej serii jednoтomówek brzmi jak ostrzeżenie, ale dla dziecka które wciągnęło się w pierwszym tomie jest najlepszą możliwą wiadomością.
Dobry wybór od dziesiątego roku życia wzwyż – i jeden z niewielu polskich cykli SF dla młodzieży który trzyma poziom od początku do końca.
Opowieści z Narnii – C.S. Lewis
Klasyka literatury dziecięcej, 7-tomowy cykl czerpiący z licznych wierzeń z kultury brytyjskiej, irlandzkiej i mitologii greckiej. Rodzeństwo które trafia przez szafę do magicznej krainy – to jeden z tych obrazów które zostają z człowiekiem na całe życie. Lewis pisał dla dzieci ale nie pisał głupio – Narnia ma głębię, ma symbolikę i ma momenty które działają równie mocno na dorosłego czytelnika.
Małe Licho – Marta Kisiel
Pierwsza powieść dla dzieci Kisiel, dwukrotnie wybrana najlepszą książką dla dzieci 2018 roku. Polska propozycja na tę półkę i jedna z lepszych. Kisiel wzięła anioły, demony i polskie realia – i zrobiła z tego serię która bawi, wzrusza i nie infantylizuje małego czytelnika. Dla dzieci od 8-9 lat, ale dorośli czytają ją z równą przyjemnością.
Jeśli lubisz postapo – światy po końcu
Postapo to podgatunek który przez ostatnie dwie dekady eksplodował – między innymi dlatego że świat realny zaczął wyglądać coraz bardziej jak materiał źródłowy dla tych książek. Klimat, pandemia, geopolityka. Autorzy postapo nie muszą już tłumaczyć dlaczego ludzkość mogłaby się skończyć – czytelnik to czuje.
Metro 2033 – Dmitrij Głuchowski
Klasyk rosyjskiego postapo który przebił się globalnie – i słusznie. Moskwa po wojnie nuklearnej, ocalałe kilka tysięcy ludzi w sieci metra, frakcje polityczne które w tunelach odtwarzają wszystkie ludzkie głupoty wielkiego świata. Faszyści, komuniści, libertarianie, naziści – wszyscy siedzą pod ziemią i walczą o to samo co zawsze.
Paweł Majka napisał w tym uniwersum „Dzielnicę obiecaną” i „Człowieka obiecanego” które przenoszą postapokaliptyczne wizje do Krakowa – co jest bardzo ciekawym wariantem dla kogoś kto lubi Głuchowskiego i chce zobaczyć jak polskie realia wyglądają w tym formacie.
Michał Gołkowski – Ołowiany świt (trylogia Zona, Fabryka Słów, 2013)
Gołkowski zadebiutował w 2013 roku powieścią „Ołowiany Świt”, osadzoną w uniwersum literackim gry S.T.A.L.K.E.R., luźno nawiązującej do prozy braci Strugackich oraz wydarzeń historycznych wokół katastrofy w Czarnobylu.
Misza to stalker – jeden z ludzi którzy wchodzą do Zony, strefy skażonej po katastrofie nuklearnej, i przynoszą stamtąd anomalie i artefakty. Zona to miejsce gdzie normalne zasady fizyki i logiki przestają działać, gdzie zmutowane stworzenia i niewyjaśnione zjawiska czekają za każdym rogiem – i gdzie każde wejście może być ostatnim.
Jego książki są przepełnione czarnym humorem i absurdem, a pojęcia „świętości” Michał zdaje się nie uznawać. To co wyróżnia Gołkowskiego na tle innych autorów postapo to właśnie ten humor – mroczny, wisielczy, bardzo wschodnioeuropejski. Zona nie jest tu tylko tłem dla akcji, jest niemal osobnym bohaterem z własną logiką i własnym okrucieństwem.
Punkt wejścia: „Ołowiany świt” – tom pierwszy trylogii Zona. Jeśli zadziała, masz przed sobą kilkanaście powieści w różnych cyklach tego samego autora.
Lód – Jacek Dukaj
Technicznie alternatywna historia, nie postapo w klasycznym sensie – ale traktuję ją tutaj bo to polska odpowiedź na pytanie co by było gdyby historia potoczyła się inaczej i cywilizacja poszła inną drogą. Akcja powieści toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie I wojna światowa nigdy nie wybuchła, jest rok 1924, a Królestwo Polskie wciąż zamrożone jest pod władzą cara. Warszawę skuwa lód – w środku lata burze śnieżne zasypują drogi.
Jeśli lubisz SF i fantastykę socjologiczną – literatura która myśli
To osobna kategoria i warto ją tu zaznaczyć – bo te książki są często ignorowane przez kogoś szukającego „fantasy” i przeoczane przez kogoś szukającego „SF”. A to właśnie tu bywa najlepsze co gatunek ma do zaoferowania.
Fantastyka socjologiczna zadaje pytanie nie „co gdyby istniała magia” ani „co gdyby była technologia” – ale „co gdyby społeczeństwo było zorganizowane inaczej”. I co z tego wynika dla człowieka który w takim społeczeństwie żyje.
Janusz A. Zajdel – Limes Inferior i Cylinder van Troffa
Zajdel to patron polskiej nagrody fantastycznej i twórca którego nie można pominąć przy fantastyce socjologicznej po polsku. Pisał w PRL-u i pisał o PRL-u – ale zamiast realiów używał fantastycznych dekoracji które pozwalały mu mówić to czego inaczej powiedzieć nie mógł.
Limes Inferior to historia o społeczeństwie które każdemu człowiekowi przydziela ranking i na podstawie rankingu określa do czego ma prawo. Brzmi znajomo? Zajdel napisał to w 1982 roku.
Jacek Dukaj – Perfekcyjna niedoskonałość
Osadzona w XXIX wieku, w erze postludzkiej, w której świadomość, forma cielesna i tożsamość są płynne jak dane w sieci. Dukaj wykorzystuje ten pretekst do filozoficznej podróży po granicach poznania, świadomości i definicji „człowieka”. Powieść zachwyca rozmachem, gęstością konceptów i językiem, który nie boi się wciągać czytelnika w złożone konstrukcje pojęciowe.
Jeśli lubisz historię – fantastyka historyczna i historical fantasy
To podgatunek który ma w Polsce szczególnie dobre warunki do kwitnienia – bo mamy historię bogatą, skomplikowaną i pełną momentów, w których można poczarować.
Fantastyka historyczna to szerokie pojęcie – mieszczą się tu powieści gdzie magia wkracza do rzeczywistego świata historycznego, alternatywne historie gdzie jeden element zmieniają bieg wydarzeń, i powieści które używają historycznej oprawy jako kostiumu dla czegoś głębszego. Wszystkie trzy warianty mają tu swoich reprezentantów.
Andrzej Sapkowski – trylogia husycka (Narrenturm, Boży bojownicy, Lux Perpetua)
Pisałem o tym już w sekcji o Wiedźminie – ale tu warto powtórzyć z innego kąta. Sapkowski wziął XV-wieczne Czechy, wojny husyckie i śląskiego studenta Reinmara z Bielawy – i zrobił z tego powieść historyczną z elementami magii, która jest jednocześnie jego najbardziej ambitną pracą i jego najbardziej niedocenianą.
Dla kogoś ze Śląska ta trylogia ma dodatkowy wymiar – akcja częściowo rozgrywa się tu, na tej samej ziemi. Reinmar jest Ślązakiem. To rzadkie uczucie czytać fantasy osadzone w miejscu które znasz.
Adam Przechrzta – Demony Leningradu (Cykl Wojenny)
Akcja otwierająca Cykl Wojenny toczy się w Leningradzie i Moskwie w 1942 roku podczas niemieckiego oblężenia. Autor wyraziście maluje realia bezwzględnych czasów, dokładając nadprzyrodzone elementy z pogranicza fantasy i horroru. Leningrad i Moskwa dręczone są nie tylko głodem i okropnościami wojny, ale także grasującą po ulicach sektą kanibali. Całość Przechrzta okrasza ciężkim, czarnym humorem i dosadnym językiem.
Jeśli lubisz fantasy z azjatyckim klimatem – samurajowie, duchy i daleki wschód
To nisza która w Polsce ma jednego wyraźnego reprezentanta – i jest nim Arkady Saulski. Gdynianin z japońskim rodowodem rodzinnym – dziadek ekonomistą w Tokio, mama japonistką, kuzyni w połowie Japończykami – który jak sam mówi „dojrzewał wokół tego klimatu” i w pewnym momencie zorientował się że od Japonii już nie ucieknie.
Arkady Saulski – Czerwony Lotos (Fabryka Słów, 2021)
Powieść o samurajach, duchach, honorze oraz miłości i nienawiści sięgających poza grób. Książka bardzo szybko podbiła czytelnicze serca – zdobyła tytuł Książka Roku 2021 serwisu Granice.pl
Wojciech Gunia – weird horror po polsku
Weird fiction to podgatunek który wyrósł z tradycji Lovecrafta – ale nie chodzi w nim o potwory z mackami. Chodzi o poczucie że rzeczywistość ma drugie dno, że świat jest głębszy i bardziej obcy niż się wydaje, i że to odkrycie niekoniecznie kończy się dobrze dla odkrywającego.
Wojciech Gunia debiutował w 2013 roku w antologii „Po drugiej stronie. Weird fiction po polsku”. W 2016 roku ukazała się jego powieść „Nie ma wędrowca”, która otrzymała Nagrodę im. Stefana Grabińskiego dla najlepszego polskiego horroru 2016 roku. Jest też redaktorem prowadzącym polskiego rocznika weird fiction „Sny umarłych”.
Jego „Powrót” uznawany jest za przełomowy dla gatunku. Gunia umiejętnie łączy tradycję z nowatorskim podejściem, tworząc atmosferę niepokoju i niesamowitości. Pisze prozą która jest jednocześnie bardzo literacka i bardzo niepokojąca – to rzadkie połączenie w polskiej fantastyce grozy.
Jeśli boisz się zaczynać kolejną niedokończoną serię – fantasy zamknięte w jednej książce
To jeden z najczęstszych powodów dla których ludzie odkładają fantasy na później. Wchodzisz w świat, polubiasz bohaterów, kończy się tom pierwszy – i okazuje się że na tom drugi czekasz trzy lata, a na tom piąty może nie doczekasz w ogóle. Martin nauczył nas nieufności. I słusznie.
Dobra wiadomość: jest całkiem sporo fantasy które kończy historię w jednej książce. Bez cliffhangerów, bez „ciąg dalszy nastąpi”, bez nerwowego sprawdzania daty premiery kolejnego tomu. Kupujesz, czytasz, masz całą historię.
Terry Pratchett – Mort
Dwieście stron. Jeden wieczór. Kompletna, zamknięta historia o chłopcu który zostaje uczniem Śmierci. Pisałem o tej książce już kilka razy w tym artykule – i piszę po raz kolejny, bo jest na tej liście z innego powodu: to idealna pierwsza książka fantasy dla kogoś kto nie ma pewności czy gatunek jest dla niego. Jeden wieczór inwestycji, zero ryzyka wieloletniej sagi.
Brandon Sanderson – Elantris
Debiutancka powieść Sandersona i jedna z jego najlepszych – paradoksalnie mniej znana niż późniejsze wielotomowe cykle. Kompletna historia w jednym tomie: piękne miasto gdzie mieszkańcy byli niegdyś bogami, magia która się zepsuła i zamieniła ich w żywych trupów, polityczne intrygi i dwoje bohaterów próbujących zrozumieć co się stało.
Dla kogoś kto chce sprawdzić Sandersona zanim wejdzie w tysiącstronicowe cegły Stormlight Archive – Elantris jest idealnym testem.
Guy Gavriel Kay – Tigana
Pisałem o niej przy sekcji o politycznych intrygach – ale warto powtórzyć tutaj. Tigana to kraj wymazany z pamięci świata jako kara za bunt. Nikt spoza jego granic nie może wypowiedzieć jego nazwy. Kompletna, zamknięta epicka historia o tożsamości, pamięci i tym co warte jest poświęcenia.
Kay pisze samodzielne powieści – każda jego książka to osobny świat, osobna historia, bez konieczności czytania czegokolwiek wcześniej.
Terry Pratchett – Pomniejsze bóstwa
Najbardziej filozoficzna powieść Pratchetta i jedna z lepszych samodzielnych pozycji w całym Świecie Dysku. Bóg który stracił wiernych i skurczył się do rozmiarów żółwia. Mnich który go znalazł. Instytucja religijna która dawno zapomniała o bogu którego ma reprezentować. Można czytać bez znajomości serii.
Arkady Saulski – Czerwony Lotos
Już opisany w sekcji o azjatyckim fantasy – ale tu pasuje z innego powodu. Samuraje, duchy, honor, zemsta. Zamknięta historia w jednym tomie, bez konieczności kupowania kolejnych części.
Zacznij od nastroju, nie od gatunku
Większość przewodników po fantasy zaczyna od podziału na podgatunki. High fantasy, low fantasy, dark fantasy, urban fantasy, grimdark. To użyteczne pojęcia jeśli już siedzisz w temacie – ale dla kogoś kto dopiero wchodzi do świata, ta taksonomia nic nie mówi. Co z tego że coś jest „high fantasy” jeśli nie wiesz czy to dobra wiadomość czy zła?
Łatwiej zacząć od pytania które zadajesz sobie przy każdym innym gatunku: w jakim nastroju jesteś i czego szukasz od tej lektury?
Szukasz przygody i akcji?
Chcesz żeby coś się działo, żeby bohaterowie biegali, walczyli i wpadali w kłopoty z których wychodzą cudem. Masz ochotę na historię która nie pozwala odłożyć książki.
Zacznij od: Kłamstwa Locke’a Lamory Scotta Lyncha albo Szóstka Wron Leigh Bardugo. Oba działają jak dobre kino akcji – wciągają od pierwszej strony i nie puszczają.
Szukasz mroku i moralnej złożoności?
Interesują Cię bohaterowie bez aureoli, świat bez łatwych odpowiedzi i historia która nie obiecuje że dobro zwycięży. Lubisz gdy literatura nie oszczędza czytelnika.
Zacznij od: Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego – opowiadania, nie powieści. Albo od Pierwszego Prawa Joe Abercrombiego jeśli nie boisz się anglosaskiego podejścia do brutalności.
Dla kogoś kto lubi kryminały i polityczne intrygi:
Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego – ale opowiadania, nie powieści. Zacznij od Ostatniego życzenia. Geralt działa jak detektyw w świecie gdzie bajkowe stworzenia są prawdziwym problemem a nie metaforą. Jeśli znasz polskie realia i środkowoeuropejską wrażliwość – to fantasy które poczujesz w kościach.
Dla kogoś kto lubi epikę i nie boi się rozmachu:
Droga królów Brandona Sandersona. Tak, to ponad tysiąc stron. Tak, to duże zobowiązanie. Ale Sanderson wie jak budować świat i wie jak dotrzymywać obietnic danych czytelnikowi – i jeśli jesteś typem który lubi być wrzucony w centrum ogromnej historii, tu znajdziesz swoje miejsce.
Co zrobić jeśli pierwsza książka nie wciągnęła?
To sekcja której brakuje w każdym przewodniku po fantasy – a powinna być w każdym.
Pierwsza książka nie wciągnęła. Odłożyłeś ją po stu stronach albo przeczytałeś do końca przez upór i stwierdziłeś że nie rozumiesz o co ten hype. Co teraz?
Przede wszystkim – nie wyciągaj zbyt szybko wniosku że fantasy nie jest dla Ciebie. Wyciągnij wniosek że ta konkretna książka nie była dla Ciebie. To duża różnica.
Fantasy to nie jest jeden gatunek z jednym stylem i jednym klimatem. To umbrella pod którą mieści się wszystko od kameralnych powieści obyczajowych z elementem magii po dziesięciotomowe eposy o losach całych cywilizacji. Jeśli nie trafiłeś przy pierwszej próbie – zmieniasz punkt wejścia, nie rezygnujesz.
Kilka konkretnych diagnoz:
Było za wolno i za dużo opisów? Spróbuj czegoś z nurtu przygodowego – Lynch, Bardugo, wczesny Sapkowski. Tam coś się dzieje od pierwszej strony.
Było za skomplikowane, za dużo postaci i miejsc do zapamiętania? Spróbuj czegoś samodzielnego, nie pierwszego tomu wielkiego cyklu. Mort Pratchetta, Ocean na końcu drogi Gaimana, Elantris Sandersona – każda z tych książek kończy historię w jednym tomie.
Bohaterowie byli płascy albo irytujący? Spróbuj Hobb – Skrytobójcy albo Wiedźmina. Tam postacie są powodem dla którego czyta się dalej, nie przeszkodą.
Magia i świat były zbyt skomplikowane? Spróbuj urban fantasy – Gaiman, Niziołek, Hankus. Świat jest nasz, magia wchodzi powoli.