Michał Gołkowski ma na koncie kilkanaście powieści rozsianych po kilku uniwersach – stalkerskie klimaty, alternatywną historię, a do tego solidny kawałek klasycznego fantasy. Przy takiej liczbie tytułów łatwo się pogubić, więc dziś biorę na warsztat gałąź, która najbardziej pasuje do tego, co u mnie na blogu najczęściej gości – cykl, który zaczyna się od „Spiżowego gniewu”, a rozrasta się przez „Bramy ze złota” aż po „Świat we krwi”. Jeśli lubicie twarde systemy władzy, intrygi pałacowe i bohaterów, których trudno jednoznacznie polubić, jesteście we właściwym miejscu.

Spiżowy gniew – punkt startowy cyklu Siedmioksiąg Grzechu

Zaczynamy od „Spiżowego gniewu”, pierwszego tomu „Siedmioksięgu Grzechu”. Trafiamy do świata inspirowanego starożytnym Egiptem i Mezopotamią, gdzie do miasta Hatwaret przybywa tajemniczy człowiek znikąd. Nikt nie zna jego pochodzenia, nikt nie wie, co nim kieruje – a mimo to udaje mu się ocalić życie samego władcy i zniknąć za bramami pałacu. Od tego momentu losy Hatwaretu i sąsiedniej Messembrii zaczynają się toczyć zupełnie inaczej.

Powiem szczerze – to nie jest najmocniejsze otwarcie w karierze Gołkowskiego. Na Lubimyczytać książka zbiera 6,9 z prawie ośmiuset ocen, czyli lekko poniżej mojej zwykłej granicy poleceń. Fabuła bywa tu prostsza niż w innych cyklach autora, a sam Zahred – główny bohater – na starcie jest postacią naszkicowaną raczej grubą kreską. Mimo to warto to potraktować jako inwestycję na przyszłość, bo to właśnie w kolejnych tomach ten świat i te postacie zaczynają naprawdę żyć. Jeśli ktoś ma już za sobą inne cykle Gołkowskiego, wie, że taki rozjazd między pierwszym a kolejnymi tomami to u niego coś normalnego.

PS. Jeśli bardziej interesuje cię Zona, tu znajdziesz kolejność czytania książek Gołkowskiego z uniwersum Stalkera

Bogowie Pustyni – tom drugi, gdzie robi się ciekawiej

Drugi tom, „Bogowie Pustyni”, przenosi nas dalej w czasie. Stary król nie żyje, obalony przez falę powstania ludowego, a wygłodniali mieszkańcy doliny Rzeki potrzebują nowego przywódcy. Zahred – już bardziej ludzki i mniej jednowymiarowy niż w pierwszej książce – próbuje poukładać powojenne życie i doprowadzić młode państwo do rozkwitu, tymczasem ościenne księstwa czekają tylko na okazję, żeby je podbić. W tle snują swoje intrygi kapłani, którym nie w smak, że lud zaczyna traktować władcę niemal jak boga.

Ocena na Lubimyczytać – 7,2 z niemal pięciuset głosów – pokazuje, że cykl zaczyna nabierać rozpędu. Czytelnicy chwalą tu przede wszystkim wielkie bitwy, kapryśną rzekę jako niemal osobnego bohatera i coraz bardziej wyrazistą władzę – widzimy, jak stopniowo, krok po kroku, można przejąć kontrolę nad całym państwem. Zahred pozostaje postacią trudną do polubienia, ale to właśnie ta bezwzględność sprawia, że trudno się od niego oderwać.

Trylogia Bramy ze złota – najmocniejszy fragment cyklu

Tu robi się naprawdę dobrze. Trylogia „Bramy ze złota” rozwija uniwersum Siedmioksięgu i według ocen czytelników to właśnie ona broni się najlepiej. Otwiera ją „Świątynia na bagnach” z notą 7,3, potem przychodzi „Złote miasto” z wynikiem 7,7, a całość zamyka „Zmierzch bogów” z najwyższą oceną w tej części cyklu – 8,0 z ponad trzystu głosów. To rzadki przypadek, gdy każdy kolejny tom trylogii oceniany jest lepiej od poprzedniego, co samo w sobie mówi wiele o tym, jak Gołkowski panuje nad fabułą w miarę zbliżania się do finału.

Skoro już jesteśmy przy polskim fantasy budowanym na twardych zasadach władzy, intryg i systemów rządzących światem – podobny klimat, choć osadzony w zupełnie innych realiach, znajdziecie też w „Kłamstwach szklanych wież”. To moja własna powieść, w której miasto Radymicz – inspirowane trochę Warszawą, trochę Lwowem, trochę Krakowem – żyje własnymi gangami, narkotykowym podziemiem. Historia toczy się na trzech splecionych ze sobą torach – tropicielka Calida, para detektywów Bramin i Corvo oraz student magii Aramin – więc jeśli w Bramach ze złota podobał wam się rozmach i wielowątkowość, może to być kolejny przystanek na waszej liście. Dodatkowo Corvo to kawał chamskiego i paskudnego skur**syna 😉

Świat we krwi – dokąd zmierza cykl teraz

Ostatnia jak dotąd odsłona to podcykl „Świat we krwi”, otwierany przez „Pierzastego Węża” (6,9) i kontynuowany w „Obsydianowym Motylu” (7,3), a najnowszy tom zbiera już 7,4. Widać tu ten sam wzorzec co przy „Bramach ze złota” – autor otwiera nowy rozdział nieco ostrożniej, a potem stopniowo podkręca tempo. Jeśli ktoś dotarł już do tego miejsca w cyklu, raczej nie zawróci w połowie drogi – świat Zahreda wciąga na tyle, że kolejne tomy czyta się właśnie dlatego, żeby zobaczyć, dokąd to wszystko zmierza.

Jak czytać ten cykl – moje podsumowanie

Jeśli miałbym doradzić komuś, kto sięga po Gołkowskiego pierwszy raz, powiedziałbym tak – przez pierwszy tom trzeba się trochę przepchnąć, bo to najsłabsze ogniwo całości. Od „Bogów Pustyni” robi się jednak zauważalnie lepiej, a „Bramy ze złota” to moment, w którym cykl osiąga pełnię formy. „Świat we krwi” pokazuje, że autor wciąż ma pomysł na rozwój tego uniwersum, więc jeśli lubicie budowany latami świat z konkretnymi zasadami władzy i magii, macie tu robotę na długie wieczory.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *