Jest taki moment gdy odkrywasz że nudzą Cię bohaterowie którzy zawsze robią właściwe rzeczy z właściwych powodów. Wybrańcy z przeznaczeniem, rycerze bez skazy, magowie którzy nigdy nie kłamią. Są poprawni, są przewidywalni i są – powiedzmy to wprost – trochę nudni.

Antyheros to coś innego. To postać która robi złe rzeczy z dobrych powodów, albo dobre rzeczy ze złych powodów, albo po prostu robi to co musi żeby przeżyć w świecie który nie nagradza szlachetności. Nie jest zły – jest skomplikowany. I właśnie ta komplikacja sprawia że nie możesz przestać czytać.

Fantasy ma jednych z najlepszych antyherosów w całej literaturze. Poniżej lista postaci i książek które udowadniają że najciekawsi bohaterowie to ci którzy nie dają się łatwo ocenić.

Sand dan Glokta – Pierwsze Prawo (Joe Abercrombie)

Glokta był kiedyś najlepszym szermierzem w królestwie – młodym, przystojnym, uwielbianym. Potem trafił do niewoli i spędził dwa lata w lochach, gdzie torturowano go tak długo aż już nie mógł chodzić bez laski i jeść bez bólu. Wyszedł z tego jako inkwizytor. Człowiek który torturuje innych.

I właśnie tu Abercrombie robi coś co jest absolutnie wyjątkowe w całym gatunku: daje nam wgląd w głowę kata. Glokta jest narratorem – jednym z kilku perspektyw w trylogii – i jego wewnętrzny monolog jest jednocześnie najbardziej cyniczny i najbardziej szczery ze wszystkich. Wie dokładnie co robi. Wie że jest potworem. I ma na to swoje powody, które rozumiesz nawet jeśli ich nie akceptujesz.

To co sprawia że Glokta jest tak wyjątkowy to właśnie ta lucydność – on nie okłamuje sam siebie. Nie szuka usprawiedliwień. Robi swoją robotę, bo ktoś musi, bo inaczej jego miejsce zajmie ktoś gorszy, bo tak działa system w którym żyje. I ta zimna logika jest bardziej niepokojąca niż jakikolwiek komiksowy złoczyńca.

Punkt wejścia: „Pierwsze Prawo. Tom 1. Ostrze” – pierwszy tom trylogii.

Geralt z Rivii – Wiedźmin (Andrzej Sapkowski)

Geralt to prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny antyheros polskiej literatury – i jeden z najlepiej skonstruowanych w całym gatunku.

Wiedźmin jest zawodowym zabójcą potworów. Nie robi tego z powołania ani z miłości do ludzkości – robi to za pieniądze, bo do niczego innego nie jest zdolny. Jego kodeks neutralności – słynna zasada mniejszego zła – to nie jest idealizm. To próba przeżycia w świecie który nie daje dobrych wyborów, tylko złe i gorsze.

Sapkowski konsekwentnie pokazuje że próba bycia neutralnym w świecie który wymaga opowiedzenia się po stronie ma swoją cenę. Geralt płaci ją przez całą sagę. I właśnie dlatego jest postacią którą śledzi się z fascynacją zamiast z podziwem.

Punkt wejścia: „Ostatnie życzenie” – zbiór opowiadań, każde z własną zagadką moralną.

Elryk z Melnibone – Michael Moorcock

Elryk to postać starsza od Geralta o dobre dwadzieścia lat – i można powiedzieć że bez Elryka nie byłoby Geralta w takiej formie w jakiej go znamy. Sapkowski nie ukrywał inspiracji.

Elryk jest ostatnim cesarzem Melnibone – starożytnej, dekadentej cywilizacji która rządziła światem przez dziesięć tysięcy lat na fundamencie okrucieństwa i czarnej magii. Jest albinos, słaby fizycznie, uzależniony od leków i od swojego miecza – Burzomroku, duszy pochłaniającej broni która daje mu siłę ale wymaga ofiar z dusz. Zniszczył własną cywilizację. Wędruje po świecie który go nie rozumie i którego on nie rozumie.

Elryk nie jest zły – jest tragiczny. Robi straszne rzeczy bo jest do nich zdolny i bo świat go do nich popycha. Moorcock stworzył archetyp antyherosa który nie ma nic – nie ma domu, nie ma ludu, nie ma nawet własnej siły bez demonicznego miecza – i który mimo to lub właśnie dlatego nie może przestać działać. To jest fundamentalny wzorzec dla całego gatunku grimdark.

Cykl jest nierówny – niektóre tomy wyraźnie lepsze od innych, proza miejscami datowana. Ale rdzeń postaci jest ponadczasowy.

Sam Vimes – Straż Miejska (Terry Pratchett)

Vimes to antyheros innego rodzaju – człowiek który desperacko chce być dobry i nieustannie odkrywa że dobro jest trudniejsze niż wygląda.

Komendant Straży Miejskiej Ankh-Morpork jest cyniczny, zmęczony i ma w sobie instynkt który mówi mu żeby bić z całej siły gdy jest okazja.  I właśnie ta walka z własną naturą przy jednoczesnym robieniu właściwych rzeczy z niewłaściwych pobudek – bo tak działa instytucja, bo ktoś musi – czyni go jednym z najciekawszych bohaterów w całej serii.

Pratchett pisze Vimesa z ogromną czułością i ogromną przenikliwością jednocześnie.

Punkt wejścia: „Straż! Straż!” – pierwszy tom cyklu.

Locke Lamora – Kłamstwa Locke’a Lamory (Scott Lynch)

Locke kłamie. To jest jego zawód, jego talent i jego jedyna prawdziwa umiejętność. Nie walczy dobrze, nie jest szczególnie silny, nie ma magii. Ma tylko zdolność do bycia kimś innym przed każdym kogo spotka – i do planowania przekrętów których nikt nie przewiduje.

Lynch robi z tym coś trudnego: sprawia że kibicujesz złodziejowi który okrada bogatych arystokratów nie z idealizmu ale ze zwykłej chciwości. Locke nie jest Robin Hoodem – pieniądze z przekrętów idą do drużyny, nie do biednych. Jest po prostu bardzo dobry w tym co robi i bardzo zabawny przy tym.

Pierwsza część cyklu jest najlepsza, można czytać jako stand-alone.

Jorg Ancrath – Książę Cierni (Mark Lawrence)

Jorg ma czternaście lat na początku pierwszego tomu i jest jedną z najbardziej nieprzyjemnych postaci głównych w fantasy. Nie antyherosem z sercem ze złota ukrytym pod szorstką powierzchnią – naprawdę nieprzyjemnym. Brutalnym, inteligentnym, zdolnym do rzeczy których nie będę opisywał.

Lawrence zmusza do podążania za kimś kogo nie ma się ochoty lubić – i robi to tak sprawnie że czyta się dalej mimo wszystko. To jest bardzo konkretna umiejętność pisarska. Jorg jest antyherosem bez wykrętu – nie ma traumy która go usprawiedliwia, nie ma ostatecznej odkupienia które wszystko naprawia. Jest tym czym jest, i to jest właśnie niepokojące.

Monza Murcatto – Zemsta najlepiej smakuje na zimno (Joe Abercrombie)

Monza była najemniczką na usługach wielkiego księcia. Została zostawiona na śmierć przez własnego pracodawcę. Przeżyła i ma listę siedmiu osób do wyeliminowania.

Abercrombie nie daje jej aureoli ofiary która szuka sprawiedliwości. Monza robiła złe rzeczy zanim ją skrzywdzono i robi je dalej po – ale robi je z powodów które rozumiesz nawet jeśli ich nie akceptujesz. To jest właśnie definicja dobrego antyherosa: nie musisz go lubić żeby go śledzić.

Wisielczy humor, brudny świat, zero sentymentalizmu. Jedna z najlepszych postaci Abercrombiego – a to nie jest mała konkurencja.

Bastard Rycerski Przezorny – Cykl Farseer (Robin Hobb)

Bastard to antyheros przez okoliczności bardziej niż przez charakter. Nieślubny syn królewskiego księcia, wychowany na dworze jako nikt, zostaje skrytobójcą na usługach korony.

Robi rzeczy których nie chce robić, dla ludzi których nie zawsze szanuje, w imię lojalności którą kwestionuje. Hobb pisze go z taką empatią że boli – bo Bastard nie jest zły, jest tylko człowiekiem w systemie który mieli dobrych ludzi równie sprawnie co złych.

To antyheros którego nie sądzisz – któremu współczujesz. I to jest najtrudniejszy rodzaj do napisania.

Corvo – Kłamstwa szklanych wież (Piotr Tango)

Tu pozwolę sobie na autopromocję bo mój Corvo jest postacią daleką od kryształowego herosa. Trochę jak Brudny Harry, trochę jak Billy Butcher z The Boys.

Corvo jest detektywem. Robi swoją robotę, bierze pieniądze, nie pyta o za dużo. Problem polega na tym że w Radymiczu robienie swojej roboty nieuchronnie wplątuje w taniec między prawem, a skutecznością, gdzie trudno być ostatnim sprawiedliwym.

Nie jest zły. Nie jest dobry. Jest człowiekiem który dokonał pewnych wyborów co do tego jak chce żyć w świecie, który nie daje czystych rąk – i konsekwentnie za te wybory płaci. Dla kogoś kto lubi gdy moralność bohaterów jest kwestią perspektywy a nie zasad – tu jest właśnie ta postać.

Joanna W. Gajzler – Bóg Maszyna (Tagard)

Tagard to arystokrata i naukowiec – co samo w sobie nie brzmi jak przepis na niejednoznacznego bohatera. Ale Gajzler robi z tym coś ciekawego: daje mu ambicje polityczne w świecie gdzie Wola – siła pozwalająca naginać innych do swojej woli – jest monopolem władców. Tagard odkrywa że nie muszą mieć tego monopolu tylko oni.

To czego szuka Tagard nie jest sprawiedliwością ani wolnością dla innych – to jest władza. Jego ambicje są szczere i przez to niepokojące. Gajzler nie każe nam go lubić ani potępiać – obserwujemy jak człowiek z zasadami stopniowo odkrywa ile jest w stanie poświęcić dla swojego celu. I jak te zasady się przy tym wyginają.

Intrygi prowadzone są zręcznie, arystokratyczny świat narysowany z rozmachem, a gdzieś od połowy książki trudno przewidzieć dokąd zmierza fabuła. Tagard to jeden z tych bohaterów których rozumiesz – co jest znacznie bardziej niepokojące niż gdybyś go po prostu nie lubił.

Paweł Zbroszczyk – Dar anomalii (Bren)

Bren to złodziejaszek i kłamca który bezczelnym krętactwem otworzył sobie drogę do lepszego życia – i natychmiast stał się najbardziej poszukiwanym zbiegiem w Estepii. Los splótł go z Lebą, skrzydlatym Parkaninem pełnym dobra i poświęcenia – i to zestawienie jest sercem całej trylogii.

Bren to postać bez jasnego celu, przepełniona gniewem, z wadami które z każdym tomem wychodzą coraz wyraźniej. Nie jest klasycznym łotrem z sercem ze złota – jest człowiekiem który próbuje przeżyć i przy okazji odkrywa że może być kimś więcej. Zbroszczyk nie daje nam gotowej odpowiedzi czy warto mu kibicować – i właśnie to sprawia że śledzi się go z zainteresowaniem.

Janusz Stankiewicz – Gorath. Uderz pierwszy

Gorath jest półorkiem – i w świecie Stankiewicza to nie jest tylko cecha fizyczna, to pozycja społeczna. Mieszaniec, który nie pasuje nigdzie, ukrywający się przed prawem zabijaka i awanturnik. Gdy wpada w ręce władz dostaje propozycję nie do odrzucenia: przeniknie do Nocnych Cieni – organizacji płatnych zabójców – jako agent, wyda ich przywódców i odzyska wolność. Odmowa oznacza śmierć.

W toczącym się konflikcie znaczenie okazuje się mieć wielka polityka, wykraczająca poza dotychczasowe doświadczenie Goratha. Nie jest to konwencja czarno-białego fantastycznego świata – każda z postaci kieruje się innymi motywacjami, nie zawsze mając na uwadze wyłącznie własne powodzenie.

Gorath to bohater o raczej prostych motywacjach i przyziemnym sposobie patrzenia na otaczającą go rzeczywistość. Z bohaterem łatwo się zżyć, a klimat niepewności i zagrożenia sprawia że faktycznie można odczuwać niepokój o dalsze losy postaci. To nie jest antyheros z przeznaczeniem ani z misją – to człowiek (prawie) który chce przeżyć i ewentualnie zacząć żyć inaczej. Właśnie ta przyziemność i brak heroizmu sprawia że jest wiarygodny.

Conan Barbarzyńca – Robert E. Howard

Zanim pojawił się Geralt, zanim pojawił się Elryk, był Conan. Jeden z fundamentów późniejszego nurtu sword and sorcery i bohater, który mocno wpłynął na późniejszych antyherosów fantasy.

Conan to Cymeryjczyk – barbarzyńca z północy, złodziej, pirat, najemnik i ostatecznie król. Nie jest dobry w żadnym moralizującym sensie – kradnie, zabija i śpi z kim chce. Ale ma własny kodeks: nie bije ludzi którzy leżą, dotrzymuje słowa i gardzi magią bo uważa ją za nieuczciwą broń.

Howard pisał o Conanie w latach trzydziestych i tworzył coś zupełnie innego niż rycerskie fantasy jego czasów. Jego bohater nie służy królowi, nie ratuje księżniczek z przekonania i nie szuka chwały. Szuka złota, przygody i dobrego wina. To był skandal w swoim czasie i fundament gatunku na następne dekady.

Howard pisał szybko i nierówno, część opowiadań jest słabsza od innych, a proza bywa archaiczna. Ale gdy trafia – trafia mocno. „Wieża Słonia” i „Królowa Czarnego Wybrzeża” to dwa opowiadania które bronią się całkowicie niezależnie od daty powstania.

Conan pojawia się w dziesiątkach powieści i opowiadań różnych autorów – trzymaj się tekstów Howarda, reszta jest nierówna.

Co łączy tych bohaterów

Żaden z nich nie jest bohaterem w klasycznym sensie. Żaden nie ma przeznaczenia, wybrania ani świętego posłannictwa. Każdy działa z własnych powodów – i właśnie dlatego jest bardziej ludzki niż jakikolwiek Wybrany.

Najlepsi antyherosi w fantasy to nie ci którzy są źli – to ci którzy są skomplikowani w sposób który rozpoznajesz. Widzisz w nich siebie w warunkach których sobie nie życzysz. I to jest właśnie literatura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *