Skończyłeś ostatni dostępny tom i teraz siedzisz z tą pustką, którą zna każdy, kto przeżył żałobę po dobrej książce. Martin każe nam czekać latami na kolejne rozdziały, a głód polityki, zdrady i bohaterów, którzy giną w najmniej spodziewanym momencie, nie znika. Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz czekać w próżni. Jest sporo fantasy, które oferuje ten sam rodzaj bezwzględności – dwory pełne intryg, wojny, w których nikt nie jest bezpieczny, i bohaterów szarych jak popiół po bitwie.

Zebrałem tu pozycje, które łączy z Grą o Tron coś więcej niż moda na „dark fantasy”. To książki, w których polityka jest tak samo ważna jak miecz, a śmierć głównego bohatera nie jest niemożliwa – jest tylko kwestią czasu.

Pierwsze Prawo – gdy wojna jest brudniejsza niż w Westeros

Joe Abercrombie i jego trylogia Pierwsze Prawo to chyba najczęściej wymieniana odpowiedź na pytanie „co czytać po Grze o Tron” i nie bez powodu. Mamy tu barbarzyńcę z przeszłością, której wolałby nie pamiętać, aroganckiego szermierza, który musi się nauczyć, że życie nie jest turniejem, oraz kalekiego inkwizytora prowadzącego własną, cichą wojnę w korytarzach władzy. Każda z tych postaci ma swoje motywacje, swoje słabości i żadna nie jest jednoznacznie dobra.

Abercrombie nie oszczędza czytelnika. Bitwy są brudne i chaotyczne, polityka jest jeszcze brudniejsza, a plany bohaterów rozjeżdżają się w najmniej wygodnych momentach. Do tego dochodzi czarny humor, który sprawia, że nawet najmroczniejsze sceny czyta się z uśmiechem pod nosem. Jeśli szukasz historii, w której nikt nie jest bezpieczny i nikt nie jest do końca po dobrej stronie, to jest dokładnie to miejsce.

Malazańska Księga Poległych – rozmach, którego nie ma nawet Martin

Steven Erikson zbudował świat tak ogromny, że przy nim Westeros wygląda jak kameralna scenografia teatralna. Malazańska Księga Poległych to dziesięć tomów wojny, polityki i starożytnych bogów wtrącających się w sprawy śmiertelników. Imperium podbija kolejne wolne miasta, a wśród żołnierzy, magów i dowódców nie brakuje bohaterów, którzy nie doczekają kolejnego tomu.

To lektura wymagająca. Erikson nie prowadzi czytelnika za rękę, nie tłumaczy świata na wstępie i rzuca cię od razu w środek akcji, z całym bagażem historii, którą trzeba samemu poskładać. Ale jeśli właśnie za to pokochałeś Grę o Tron, czyli za poczucie, że wchodzisz do świata, który istniał na długo przed pierwszą stroną, ten cykl da ci to w jeszcze większej skali.

Opowieści z meekhańskiego pogranicza – polskie fantasy z rozmachem imperium

Robert M. Wegner zbudował Imperium Meekhańskie jako miejsce, gdzie honor i lojalność ścierają się z bezwzględnością wojny na kilku frontach jednocześnie. Cykl opowiada o żołnierzach broniących gór na północy, wojownikach walczących na pustynnym południu i intrygach toczących się na wschodzie i zachodzie granic imperium. Wielkie bitwy, starcia rodów i bohaterowie, którzy płacą za swoje wybory najwyższą cenę.

To, co wyróżnia Wegnera na tle zachodnich odpowiedników, to emocjonalna głębia scen, które z pozoru są tylko kolejną potyczką. Autor potrafi sprawić, że drobny epizod poboczny zapada w pamięć bardziej niż niejedna kluczowa bitwa w innych cyklach. Jeśli podobał ci się sposób, w jaki Martin pokazuje wojnę jako coś, co niszczy zwykłych ludzi, a nie tylko królów, to poczujesz się tu jak w domu.

Kłamstwa szklanych wież – moja odpowiedź na dwory pełne trupów

Skoro już mówimy o intrygach i miastach, w których polityka jest równie niebezpieczna jak ulica, to nie mogę nie wspomnieć o własnej książce.

Śledzimy tu troje bohaterów. Inspektora Corvo, studenta Aramina, tropicielkę Calidę. To nie jest bardzo typowy „zamiennik” GoT – bo nie ma tu sporów politycznych i wojen, tajemniczej magii, różnią się też dekoracje. Jednak to, co łączy obie historie to spójny świat, intrygi i natężenie fint w fintach, zdrad i tajemnic, a także liczne rozgrywki salonowe.

Lojalnie jednak uprzedzam: bliżej mi do Sandersona niż do Martina.

Korona śniegu i krwi – polska historia, która nie ustępuje Grze o Tron

Elżbieta Cherezińska napisała powieść o czasach Wielkiego Rozbicia, gdy Polska nie miała króla, a puste księstwa toczyły ze sobą nieustanną wojnę o władzę. To historia oparta na faktach, ale poprowadzona z takim rozmachem intryg, zdrad i krwawych zwrotów akcji, że czytelnicy sami zaczęli porównywać ją do sagi Martina. Rody piastowskie walczą o koronę, a każdy sojusz jest tylko chwilowym zawieszeniem broni przed kolejnym ciosem w plecy.

To, co robi Cherezińska najlepiej, to pokazanie, że polska historia ma w sobie tyle samo dramatu, spisków i bezwzględności co fikcyjne Westeros. Uczty kończą się trupami, małżeństwa są rozgrywkami politycznymi, a bohaterowie, których polubisz, niekoniecznie dożyją ostatniej strony. Jeśli lubisz, gdy fantasy miesza się z realną historią, a intrygi dworskie są równie ważne jak bitwy, to jest pozycja, którą warto mieć na liście.

Wiedźmin – polityka Kontynentu, która nie oszczędza nikogo

Trudno pisać o polskim fantasy z klimatem Gry o Tron i pominąć Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego. Geralt z Rivii może wydawać się na pierwszy rzut oka bohaterem przygodowym, ale im dalej w cykl, tym bardziej saga zamienia się w opowieść o wojnie, polityce i władcach gotowych poświęcić wszystko dla tronu. Nilfgaard najeżdża Północ, królowie zawierają sojusze, które rozpadają się szybciej niż powstały, a Ciri staje się pionkiem w grze, której zasad nikt do końca nie rozumie.

Sapkowski nie boi się pokazać, że w wojnie nie ma bohaterów bez skazy. Czarodzieje intrygują za plecami królów, szlachta zdradza dla własnych korzyści, a zwykli ludzie płacą za to wszystko najwyższą cenę. Jeśli cenisz w Grze o Tron to poczucie, że polityka jest równie krwawa jak pole bitwy, saga o Wiedźminie da ci dokładnie to, tylko w swojskich barwach.

Kroniki Czarnej Kompanii – najemnicy, którzy służą złej stronie

Zanim Abercrombie i Martin pokazali fantasy bez świętych rycerzy, Glen Cook zrobił to już w latach osiemdziesiątych. Kroniki Czarnej Kompanii to historia grupy najemników, którzy związują się ze Złą Panią i jej armią, i którzy przez większość książki nie mają pojęcia, czy służą dobru, czy złu. Cook nie interesuje się losem królów i książąt. Interesuje go szeregowy żołnierz, który przeżył kolejną bitwę i teraz gra w karty przy ognisku, bo to jedyne, co mu zostało.

To fantasy pisane z perspektywy kompanii, a nie władcy, i właśnie dlatego tak dobrze rezonuje z tym, co pokochałeś w serialu i książkach Martina. Nie ma tu jasnego podziału na dobrych i złych, są tylko ludzie próbujący przetrwać w świecie, który nie oferuje im żadnej taryfy ulgowej. Styl jest surowy i beznamiętny, kronikarski właśnie, ale to nadaje całości wiarygodności, jakiej brakuje bardziej ozdobnym cyklom.

Uczeń skrytobójcy – dwór, w którym każdy uśmiech kryje sztylet

Robin Hobb zbudowała Królestwo Sześciu Księstw jako miejsce, w którym intrygi toczą się cicho, za zamkniętymi drzwiami, a najgroźniejszą bronią nie jest miecz, tylko trucizna podana w winie. Bastard, nieślubny syn księcia, dorasta w cieniu dworu na rozkaz Króla Roztropnego, który każe wyszkolić go na skrytobójcę. Prawdziwym mentorem chłopca staje się jednak Cierń, nieślubny brat króla i nadworny skrytobójca, który w ukrytych komnatach zamku uczy go trucizn, skradania się i cichego zabijania. To fantasy o dojrzewaniu w świecie, w którym zaufanie jest towarem rzadszym niż złoto.

Hobb nie spieszy się z fabułą i to jest jej największa siła. Buduje postacie tak dogłębnie, że po którymś tomie czujesz się, jakbyś naprawdę znał Bastarda, ze wszystkimi jego lękami i słabościami. Jeśli w Grze o Tron najbardziej ceniłeś momenty ciszy przed burzą, rozmowy pełne niedopowiedzeń i uczucie, że za każdym słowem kryje się drugie dno, to seria o Skrytobójcy trafi w Twój gust idealnie.

Książę Cierni – najbardziej bezwzględny bohater fantasy ostatnich lat

Jorg Ancrath ma czternaście lat, prowadzi bandę morderców i rzezimieszków, i patrzy na świat oczami kogoś, kto stracił wszystko zbyt wcześnie. Mark Lawrence napisał trylogię Rozbite Imperium jako opowieść o antybohaterze, którego trudno lubić, ale niemożliwe przestać obserwować. Niektórzy krytycy nazwali Księcia Cierni najlepszą fantasy od czasów Pieśni Lodu i Ognia i choć to spore słowa, cykl rzeczywiście operuje podobną bezwzględnością wobec swoich postaci.

To książka, w której nikt nie jest bezpieczny, łącznie z głównym bohaterem, i w której moralność jest pojęciem względnym, zależnym od tego, kto akurat trzyma miecz. Jeśli szukasz historii równie mrocznej jak najcięższe momenty u Martina, ale skondensowanej w postaci jednego, niezapomnianego antybohatera, to jest dokładnie ten cykl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *