Jest taki moment po skończeniu ostatniego tomu Wiedźmina, który zna każdy fan serii. Odkładasz „Panią Jeziora”, siedzisz chwilę w ciszy i myślisz: chcę więcej. Więcej tego mroku, tej szarości moralnej, tych postaci które nie są ani dobre ani złe – tylko ludzkie. Więcej świata, który nie udaje że jest sprawiedliwy.
I wtedy zaczynasz szukać. Wpisujesz w Google „książki podobne do Wiedźmina” i dostajesz listę, na której jest Tolkien, Harry Potter i Percy Jackson. Ktoś najwyraźniej uznał że „fantasy” wystarczy jako kryterium podobieństwa.
Zanim przejdę do listy, jedno uczciwe zastrzeżenie: Wiedźmin jest trudny do zastąpienia z kilku powodów jednocześnie. Po pierwsze – Sapkowski to stylistycznie osobny wszechświat. Jego proza ma rytm, humor i ironię, których nie da się po prostu skopiować. Po drugie – Geralt to postać zbudowana na bardzo konkretnym koncepcie: profesjonalista w świecie, który go nie chce, moralnie zobowiązany do neutralności w konfliktach, których neutralnie rozstrzygać się nie da. To nie jest template który pojawia się wszędzie. Po trzecie – świat Wiedźmina jest zakorzeniony w środkowoeuropejskiej wrażliwości: baśniach, historii, kompleksach i ironii, które czytelnik z Polski czuje w kościach.
Nie znajdziesz książki która zrobi to wszystko naraz tak jak Sapkowski. Ale możesz znaleźć książki, które zrobią część z tego – i zrobią to znakomicie.
Co tak naprawdę lubisz w Wiedźminie? Wybierz swój typ
Zanim sięgniesz po pierwszą pozycję z tej listy, warto zadać sobie jedno pytanie: co konkretnie w Wiedźminie najbardziej Cię pociąga? Bo „klimat Wiedźmina” to pojęcie pojemne i różni czytelnicy odpowiedzą na nie zupełnie inaczej.
Dla jednych to mroczny, brudny świat gdzie nie ma bohaterów – tylko ludzie z różnymi interesami. Dla innych to słowiański folklor i znajome bajki opowiedziane od nowa. Dla jeszcze innych to polityczne intrygi i poczucie że historia nie jest po stronie słabszych. A dla wielu – po prostu Geralt: cyniczny, zmęczony, ale z nienaruszalnym wewnętrznym kodeksem.
Każdy z tych elementów prowadzi w inne miejsce na liście. Dlatego podzieliłem artykuł tematycznie, nie rankingowo.
- Lubisz mroczny świat bez złudzeń i bohaterów bez aureoli? – idź do sekcji o grimdark
- Ciągnie Cię słowiański folklor i lokalna wrażliwość? – idź do sekcji o slavic fantasy
- Cenisz polityczne intrygi i poczucie że nikt nie jest czysty? – idź do sekcji o politycznej fantastyce
- Szukasz polskiego autora i znajomego klimatu kulturowego? – idź do sekcji o polskiej fantastyce
- Chcesz antybohatera z własnym kodeksem w świecie który go odrzuca? – idź do sekcji o antybohaterach
Możesz też czytać po kolei. Ale jeśli wiesz czego szukasz – skróć drogę.
Jeśli lubisz mroczny świat bez złudzeń – grimdark
Grimdark to podgatunek, który narodził się częściowo jako reakcja na Tolkiena. Na światy gdzie dobro ostatecznie wygrywa, zło ma twarz i jest rozpoznawalne, a bohater wraca do domu. Grimdark mówi: nie, tak to nie działa. Świat jest brudny, władza korumpuje, a najlepsi ludzie często giną pierwsi. Brzmi znajomo? Bo Sapkowski to robił zanim grimdark miał nazwę.
Jeśli to właśnie ten element Wiedźmina przyciągał Cię najbardziej – masz szczęście. To akurat najlepiej obsadzona nisza w całej nowoczesnej fantasy.
Joe Abercrombie – trylogia Pierwszego Prawa i „Zemsta najlepiej smakuje na zimno”
Abercrombie to dziś nazwisko, które pada w każdej rozmowie o grimdark – i słusznie. Trylogia Pierwszego Prawa zaczyna się pozornie znajomo: jest mag, jest barbarzyńca z północy, jest inkwizytor, jest szlachetny oficer. Rozpoznajesz te archetypy. I właśnie na tym polega pierwszy żart Abercrombiego – bo każdy z tych archetypów zostaje systematycznie rozebrany na części.
Świat Pierwszego Prawa to miejsce, gdzie instytucje istnieją żeby służyć sobie, nie ludziom. Gdzie bohaterstwo jest zazwyczaj głupotą albo PR-em. Gdzie najbardziej sympatyczna postać może okazać się potworem – i odwrotnie. Abercrombie nie moralizuje przy tym, nie macha palcem. Po prostu pokazuje i pozwala ci wyciągać wnioski.
Osobna powieść „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” to dla mnie Abercrombie w nieco gorszym, ale wciąż wartym uwagi wydaniu. Monza Murcatto – najemniczka zostawiona na śmierć przez własnego pracodawcę – kompletuje drużynę wyrzutków żeby dopaść siedem osób z listy. Każda eliminacja to osobna operacja, każda przynosi nowe komplikacje, a drużyna jest złożona z ludzi których w normalnych okolicznościach nie chciałbyś spotykać w ciemnej uliczce. Wisielczy humor, brudny świat, zero sentymentalizmu. Bardzo Wiedźminowe w duchu, zupełnie inne w formie.
Dla kogo: dla kogoś, kto skończył Wiedźmina i chce świata gdzie nikt nie ma czystych rąk – i gdzie autor nie przeprasza za to ani przez chwilę.
Sprawdź też: kolejność czytania Abecrombiego
Robin Hobb – cykl Skrytobójcy
Hobb to przypadek osobny w tej sekcji – bo jej mroczność działa inaczej niż u Abercrombiego czy Lawrence’a. Nie chodzi tu o brutalność świata. Chodzi o coś znacznie dotkliwszego: o to jak bardzo życie potrafi być niesprawiedliwe dla kogoś, kto na niesprawiedliwość nie zasługuje.
Bastard Rycerski Farseer to nieślubny syn królewskiego księcia, wychowany na dworze jako nikt – za nisko urodzony żeby być kimś, za wysoko żeby być zwykłym człowiekiem. Zostaje skrytobójcą na usługach korony i przez trzy tomy robi rzeczy wbrew sobie, traci rzeczy których nie powinien tracić i płaci ceny których nie powinien płacić.
Hobb pisze o lojalności, o poświęceniu i o tym jak instytucje mielą ludzi nawet tych, którzy im służą. To brzmi znajomo jeśli czytałeś Wiedźmina – Geralt też płaci wysokie ceny za swój kodeks w świecie który tego kodeksu nie szanuje.
Ostrzeżenie inne niż przy Abercrombiem: Hobb wymaga cierpliwości. Pierwsze sto stron to budowanie świata i postaci, tempo jest wolne. Ale jeśli dasz jej ten czas – jesteś wciągnięty na bardzo długo.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie najbardziej cenił emocjonalną głębię i postacie które naprawdę coś tracą.
Jeśli lubisz słowiański folklor i lokalną wrażliwość – slavic fantasy
Zanim przejdę do listy, jedno zastrzeżenie które rozwinę szerzej w aneksie na końcu artykułu: Wiedźmin książkowy jest znacznie mniej słowiański niż myślisz. To gry CD Projekt RED zbudowały tę estetykę – leśne duchy, słowiańskie wsie, folklor wyciągnięty z etnografii. Sapkowski literacki to bardziej środkowoeuropejska baśniowość z arturiańskimi nawiązaniami niż konkretna mitologia słowiańska.
Ale jeśli właśnie tego szukasz – klimatu który czujesz w kościach, bo wyrósł z tej samej ziemi co Ty – to masz tu kilka propozycji, które dostarczą go w różnych dawkach.
Radek Rak – Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli
To jedna z najważniejszych polskich powieści ostatnich lat – i nie piszę „polskich powieści fantasy”, tylko „polskich powieści”. Kropka.
Rak wziął historyczną postać Jakóba Szeli – przywódcy rabacji galicyjskiej z 1846 roku, chłopa który poprowadził rzeź szlachty – i zbudował wokół niej historię, w której magia jest tak głęboko wpleciona w krajobraz i kulturę, że przestajesz ją zauważać jako „element fantasy”. Ona po prostu jest, tak jak jest jesień albo bieda.
Styl jest gęsty, archaizowany, celowo trudny. Rak nie ułatwia. Ale jeśli dasz mu czas – wchodzisz w świat, który nie ma odpowiednika w zachodnim fantasy. To jest literatura wyrosła z konkretnego miejsca, konkretnego czasu i konkretnej traumy historycznej. Galicja, pańszczyzna, klasowa przemoc, duchy i demony jako naturalna część chłopskiego świata.
Za tę powieść Rak dostał Nagrodę Nike w 2020 roku – i to był jeden z tych momentów, kiedy środowisko literackie i środowisko fantastyczne pomachały do siebie przez szybę z wzajemnym zaskoczeniem.
Nie dla każdego. Tempo jest powolne, styl wymagający, historia mroczna bez happy endu. Ale jeśli szukasz polskiej odpowiedzi na pytanie „co gdyby fantasy wyrosło z naszej tradycji a nie tolkienowskiej” – to jest właśnie ta odpowiedź.
Dla kogo: dla kogoś, kto chce slavic fantasy bez kompromisów i nie boi się literatury, która wymaga czegoś od czytelnika.
Andrzej Sapkowski – trylogia husycka (Narrenturm, Boży bojownicy, Lux Perpetua)
Tak, wiem – szukasz czegoś po Wiedźminie, a ja proponuję Ci znowu Sapkowskiego. Ale posłuchaj.
Trylogia husycka to Sapkowski w zupełnie innej formie – i zaskakująco wiele osób, które skończyły Wiedźmina, nie wie że ona istnieje. A szkoda, bo to jeden z najlepszych przykładów fantasy historycznego w polskiej literaturze.
Akcja rozgrywa się w XV-wiecznych Czechach, w czasie wojen husyckich. Reinmar z Bielawy – śląski student, urodzony po nieodpowiedniej stronie łóżka – zostaje wplątany w spiski, herezje i magię w sposób, który mu absolutnie nie odpowiada. Sapkowski robi tu to co zawsze – buduje skomplikowany świat bez moralnej prostoty, gdzie husyci nie są jednoznacznie dobrzy, katolicy nie są jednoznacznie źli, i gdzie każda strona ma swoje racje i swoje zbrodnie.
Jest tu mniej magii niż w Wiedźminie – to bardziej przygodowe fantasy historyczne z elementami nadprzyrodzonymi. Ale klimat, ironia, dialogi i szarość moralna są pełnokrwiste sapkowskie.
Dodatkowy bonus dla czytelnika z Polski i Śląska: akcja częściowo rozgrywa się na Śląsku, a Reinmar to Ślązak. To nieoczywisty rodzaj przyjemności – czytać fantasy które toczy się na ziemi, którą znasz.
Dla kogo: dla kogoś kto skończył Wiedźmina, chce więcej Sapkowskiego i nie boi się XV-wiecznych realiów historycznych.
Anna Brzezińska – Wody głębokie jak niebo
Brzezińska to autorka, której nazwisko pada rzadziej niż powinna – i to jest niesprawiedliwość, którą warto naprawić.
Wody głębokie jak niebo to zbiór opowiadań osadzonych w świecie inspirowanym kulturą Dalekiego Wschodu – więc nie slavic fantasy w dosłownym sensie. Ale jest tu coś, co łączy ją z najlepszymi tradycjami polskiej fantastyki: głęboka znajomość źródeł kulturowych, którymi autorka się inspiruje, i brak powierzchowności w ich traktowaniu. Brzezińska nie dekoruje swoich opowiadań orientalnymi motywami – ona buduje z nich świat od fundamentów.
Proza jest gęsta, poetycka, miejscami bardzo mroczna. Opowiadania działają jak baśnie dla dorosłych – krótkie, ale zostawiające długi ślad.
Jeśli szukasz polskiej autorki z oryginalnym głosem, która nie pisze w cieniu Sapkowskiego i nie naśladuje zachodnich wzorców – Brzezińska jest bardzo dobrym odkryciem.
Dla kogo: dla kogoś kto lubi Wiedźmina za format opowiadań i za klimat baśni opowiedzianej serio.
Piotr Tango – Kłamstwa szklanych wież
Tu pozwolę sobie na chwilę autopromocji – bo klimatycznie ta sekcja jest właśnie tym miejscem gdzie moja książka pasuje.
Kłamstwa szklanych wież to przygodowe fantasy z trzema przeplatającymi się wątkami, które zbiegają się wokół sprawy pozornie prostej – a okazującej się znacznie mroczniejszą. Tropicielka Calida, duet detektywów Bramin i Corvo, student magii Aramin – każde z nich ma swój cel, swój sposób patrzenia na świat i swoje powody żeby nie ufać pozostałym.
Świat Radymicza jest inspirowany środkowoeuropejskim klimatem – są szable, są wąsiki, są Bazyliszki i są zaułki które śmierdzą tak jak powinny śmierdzieć zaułki w mieście bez dobrego kanalizacji. Intrygi prowadzone są warstwowo, zwroty akcji są podbudowane, a magia – dwa twarde systemy, jeden z nich z inspiracją allomancją Sandersona – działa według reguł których czytelnik może się nauczyć.
Nie jest to wiedźminowe klimatem bezpośrednio – bliżej tu Lynchowi w strukturze narracyjnej niż Sapkowskiemu w tonie. Ale jeśli szukacie polskiej fantastyki gdzie nikt nie jest do końca tym za kogo się podaje i gdzie każda strona ma swoje interesy – zapraszam.
Pierwsza część dylogii.
Jeśli lubisz polityczne intrygi i poczucie że nikt nie jest czysty
Wiedźmin jest polityczny w bardzo konkretny sposób. Nie chodzi o to że są królowie i dwory – chodzi o to że każdy z nich ma swój interes, każdy kłamie i każdy jest gotowy poświęcić kogoś słabszego żeby osiągnąć cel. Geralt funkcjonuje w tym świecie jako ktoś, kto widzi mechanizm i stara się nie dać się w nim zemleć – z różnym skutkiem.
Jeśli to właśnie ten wymiar Wiedźmina przyciągał Cię najbardziej – masz tutaj cztery bardzo różne odpowiedzi na to samo pytanie.
Maja Lidia Kossakowska – Zastępy Anielskie
Kossakowska to przypadek, który w każdej rozmowie o polskiej fantastyce pojawia się jako „pierwsza dama gatunku” – i nie bez powodu. Zastępy Anielskie to jej flagowy cykl i jeden z najpopularniejszych polskich cykli fantasy w ogóle.
Świat jest zbudowany na chrześcijańskiej demonologii i angelologii – aniołowie, demony, Upadli, Raj i Piekło jako konkretne miejsca z hierarchiami, polityką i interesami. Brzmi jak religijne fantasy – i jest, ale nie w sposób który kogokolwiek nawraca. Kossakowska używa tej mitologii jak budulca dla historii o władzy, lojalności i tym co znaczy być po „dobrej” stronie gdy dobra strona też nie jest czysta.
Główna bohaterka – Azrael, anioł śmierci – to postać w duchu trochę geraltowska: profesjonalistka w dziedzinie która budzi lęk, moralnie zobowiązana do neutralności w konfliktach których rozstrzygać neutralnie się nie da.
Nie jest to slavic fantasy w dosłownym sensie – mitologia jest judeochrześcijańska, nie słowiańska. Ale coś w tej prozie jest bardzo polskie – ironia, specyficzne poczucie humoru, pewna zmęczona mądrość bohaterów.
Dla kogo: dla kogoś kto lubi Wiedźmina za postać profesjonalisty w brudnym świecie i szuka polskiego odpowiednika tej dynamiki. Jest ten specyficzny brud i ironiczne dialogi, bardzo rozrywkowe, powiedziałbym „rockowe” podejście do fabuły.
George R.R. Martin – Gra o Tron (Pieśń Lodu i Ognia)
Zacznijmy od oczywistego, bo oczywiste jest oczywiste z powodu.
Martin i Sapkowski to pisarze z tego samego pokolenia i tej samej wrażliwości – obaj wyrośli na Tolkienie i obaj postanowili zapytać co by było gdyby świat fantasy był bliższy historycznej rzeczywistości niż baśni. Obaj odpowiedzieli podobnie: byłby brudny, okrutny i pełen ludzi którzy mówią jedno a robią drugie.
Westeros to kontynent gdzie polityka jest grą na śmierć i życie w dosłownym sensie – i gdzie Martin od pierwszych stron pokazuje że żaden bohater nie jest bezpieczny, żadna lojalność nie jest gwarantowana i żadne zwycięstwo nie jest ostateczne. Jeśli Wiedźmin nauczył Cię że w fantasy mogą ginąć ważne postacie – Martin pójdzie w tym kierunku znacznie dalej.
Dwa uczciwe zastrzeżenia. Pierwsze: seria jest niedokończona. Martin pisze szósty tom od ponad dekady i nikt nie wie kiedy – i czy w ogóle – go skończy. Jeśli to dla Ciebie problem nie do przeskoczenia, wiesz co robić. Drugie: serial HBO wyczerpał materiał książkowy w połowie i poszedł własną drogą – więc jeśli oglądałeś do końca, wiesz jak to się potoczyło według scenarzystów, nie Martina. Książki mogą skończyć się inaczej.
Dla kogo: dla każdego kto w Wiedźminie cenił politykę i brak złudzeń co do natury władzy – i jest gotowy wejść w znacznie rozleglejszy świat.
Guy Gavriel Kay – Tigana
Kay to pisarz, o którym w Polsce mówi się za mało – a szkoda, bo Tigana to jedna z tych książek, które czyta się i myśli: dlaczego dopiero teraz.
Świat Tigany jest inspirowany renesansowymi Włochami – półwysep podzielony między dwie magiczne potęgi, które od dekad toczą wojnę o dominację. Jedna z prowincji – tytułowa Tigana – została ukarana przez jednego z zdobywców w sposób absolutnie wyjątkowy: wymazana z pamięci świata. Nikt spoza prowincji nie jest w stanie wypowiedzieć jej nazwy ani jej zapamiętać. Tigana istnieje, ale dla reszty świata nie ma nazwy i nie ma historii.
To jest genialny koncept i Kay robi z nim dokładnie to, co powinien – buduje wokół niego historię o tożsamości, o tym czym jest naród bez pamięci o sobie, o tym ile można poświęcić żeby odzyskać coś tak niematerialnego jak nazwa.
I tu robi się wiedźminowo: zdobywca który wymazał Tiganę z historii nie jest jednoznacznym złoczyńcą. Ma swoje racje. Ma swoją tragedię. Rozumiesz go – i to jest znacznie bardziej nieprzyjemne niż gdyby był zwykłym potworem.
Kay pisze piękną, gęstą prozą – to nie jest czytadło na jeden wieczór, to jest powieść która wymaga uwagi. Ale daje w zamian coś czego w fantasy jest mało: emocje, które zostają z Tobą długo po ostatniej stronie.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie cenił to że wrogowie mają swoje racje – i szuka historii gdzie polityka i tożsamość są tak samo ważne jak magia.
Steven Erikson – Malazańska Księga Poległych
Malazan to przypadek osobny i wymaga osobnego wprowadzenia – bo to nie jest seria którą po prostu czytasz. To jest seria w którą wchodzisz.
Erikson zaczyna pierwszą księgę – Ogrody Księżyca – bez żadnego wprowadzenia, bez mapy postaci, bez słowniczka. Wrzuca Cię w środek świata który funkcjonuje od tysięcy lat, z historiami i konfliktami które mają głęboki kontekst – i ten kontekst musisz sobie sam budować z fragmentów. Pierwsze sto, dwieście stron wielu czytelników jest zagubionych. To jest celowe.
Dlaczego warto przez to przejść? Bo Malazan to prawdopodobnie najbardziej politycznie złożona seria w całym epickim fantasy. Erikson jest z wykształcenia antropologiem i archeologiem – i to czuć. Imperia w jego świecie nie są złe dlatego że są imperiami – są złożonymi organizmami z własną logiką, własnymi ofiarami i własnymi powodami dla których istnieją. Żołnierze Imperium Malazańskiego nie są czarnym charakterem – są ludźmi którzy wykonują rozkazy w systemie, który ich przerasta, i Erikson traktuje ich z głębokim szacunkiem i empatią.
Polityka w Malazanie rozgrywa się na kilku poziomach jednocześnie – bogowie mają swoje intrygi, imperia mają swoje, lokalni gracze mają swoje – i wszystkie te poziomy przecinają się i wpływają na siebie w sposób który stopniowo staje się jasny.
Ostrzeżenie: to dziesięć tomów po 800-1000 stron. Erikson nie żartuje ze swoim rozmachem.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie cenił poczucie że historia jest grą sił większych niż jednostka – i chce to poczucie w skali operowej.
Jeśli szukasz polskiej fantastyki z podobnym duchem
To sekcja, którą piszę z mieszanymi uczuciami – bo z jednej strony polskiej fantastyki jest więcej niż się powszechnie myśli, z drugiej strony nie wszystko co polskie i fantastyczne ma w sobie ten konkretny wiedźminowy duch. Szarość moralna, profesjonalista w brudnym świecie, ironia wobec konwencji gatunkowych.
Poniżej autorzy i książki, które ten wybór robią.
Grzędowicz to jeden z tych autorów, których środowisko od lat wskazuje jako „nowego Sapkowskiego” – i to porównanie jest trochę niesprawiedliwe dla obu stron, ale coś w nim jest.
Pan Lodowatego Ogrodu to historia Vuko Drakkainena – specjalnego wysłannika wysłanego na planetę Midgaard, która miała być kolonizowana przez ludzi ale coś poszło nie tak. Kontakt urwał się kilkaset lat temu. Drakkaine ląduje na planecie która w tym czasie cofnęła się do poziomu średniowiecznego, wytworzyła własną magię i własne mity – i w której on, człowiek z przyszłości z zaawansowaną technologią, jest jednocześnie bogiem i zerem, zależnie od tego kto patrzy.
To science fantasy w proporcjach 30/70 – więcej fantasy niż SF, choć technologiczny kontekst jest ważny dla fabuły. Drakkaine to postać w duchu geraltowska: profesjonalista, cyniczny, zmęczony, z własnym kodeksem który nie zawsze mu ułatwia życie. Grzędowicz pisze z podobną ironią co Sapkowski, podobnym wyczuciem dialogu i podobnym brakiem złudzeń co do natury ludzkiej.
Cztery tomy, każdy gorszy od poprzedniego, ale ze startem z wysokiego pułapu – i zakończenie które dzieli czytelników ostro na dwa obozy. Powiem tylko że mnie rozczarowało.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie cenił protagonistę z zasadami w świecie bez zasad – i nie boi się science fantasy.
Robert Wegner – Opowieści z Meekhanu
Wegner to przykład polskiego autora który zbudował własne epickie uniwersum od fundamentów – i zrobił to na poziomie, który spokojnie konkuruje z zachodnimi odpowiednikami.
Świat Meekhanu to rozległy kontynent z kilkoma cywilizacjami na różnym etapie rozwoju, z Imperium Meekhańskim jako centralną siłą polityczną i z magią która jest rzadka, kosztowna i niebezpieczna. Wegner opowiada tę historię przez kilka przeplatających się wątków – każdy skupiony na innej grupie bohaterów, w innej części świata, z innym klimatem.
Jest tu oddział górskich strażników na trudnym pograniczu – klimat wojskowy, bardzo konkretny, bez romantyzowania żołnierskiego życia. Jest dwójka agentów imperialnych w mieście pełnym spisków – klimat bliższy kryminałowi niż fantasy. Są bohaterowie ze stepów, z południa, z Imperium.
Wegner jest pisarzem który naprawdę odrobił pracę domową – jego świat ma historię, geografię, ekonomię i politykę które są spójne i przemyślane. To nie jest dekoracja dla przygód – to jest żywy świat.
Seria jest niestety niekompletna – Wegner wydaje powoli i kolejne tomy czekają latami. Ale to co jest, jest bardzo dobre.
Dla kogo: dla kogoś kto chce polskiego epickiego fantasy z prawdziwym rozmachem i nie boi się długiej serii.
Marcin Mortka – mniej poważnie, mniej epicko ale swojsko – saga o Kociołku
Mortka pojawia się w tej sekcji nie dlatego że jego książki są najlepsze w zestawieniu – ale dlatego że jest reprezentantem pewnego pokolenia polskiej fantastyki, o którym warto powiedzieć jedno zdanie.
Mortka to przypadek, który wymaga uczciwości. Ma swój autorski przepis – burger z całkiem niezłej knajpy, dwie klasy wyżej niż fast food, jeszcze nie maestria, ale świadomie robiony i ze smakiem.
Bardzo bliskie mi są konwencje którymi operuje – brutalne fantasy z humorem, skrojone pod dorosłego czytelnika. Mówi się o nim że jest lekki i pełen gagów, ale to nie do końca trafny opis. Lekki jest klimat, nie humor jako taki. Największą siłą jest przyjemne połączenie fantastycznych konwencji z swojskim anturażem – trochę jakby Dungeons and Dragons spotkało rozbicie dzielnicowe Polski. Uwielbiam takie zestawienia i czułem się tu całkiem swojsko.
Pytanie które mnie przy tym nurtuje: skoro romansujemy z adaptowaniem fantasy pod nasze realia, to czy wplatanie elfów i krasnoludów z całym tym sztafażem do podlaskiej wsi nie jest czymś zbędnym? Mortka utkał jednak całkiem przyjemny i czytelny świat – dla kogoś zaznajomionego z klasyką fantasy bardzo łatwy do zamieszkania.
Z całej książki bije rpgowość – i to w dobrym wydaniu. Mamy drużynę, kolejne questy, całość zręcznie zszyta i przede wszystkim dobrze napisana. Drużyna jest generyczna poza głównym bohaterem, ale właśnie dzięki temu łatwo się z nią zaprzyjaźnić.
Świetna pozycja na relaks i rozrywkę. W swojej niszy jedna z lepszych – prześmiewcze fantasy napisane dobrze zdarza się rzadziej niż myślicie i tego Mortce absolutnie odmówić nie można.
Jeśli chcesz antybohatera który ma własny kodeks w świecie który go odrzuca
Geralt nie jest krystalicznie rycerski. Nie jest też zły. Jest profesjonalistą który wypracował sobie zestaw zasad pozwalający funkcjonować w świecie który go nie chce – i trzyma się tych zasad nawet kiedy go to kosztuje. To jest rdzeń postaci i to jest najtrudniejsza rzecz do powtórzenia.
Antybohaterów w fantasy jest wielu. Takich którzy mają prawdziwy wewnętrzny kodeks – znacznie mniej.
Joe Abercrombie – trylogia Pierwsze Prawo
Abercrombie pojawia się tu po raz drugi w tym artykule – bo jest autorem który pasuje do więcej niż jednej sekcji i trudno go wcisnąć tylko w jedną szufladę.
Logen Dziewięciopalcy to postać która w każdym innym fantasy byłaby albo czarnym charakterem albo odkupującym się grzesznikiem. U Abercrombiego jest po prostu człowiekiem z bardzo konkretną i bardzo mroczną przeszłością, który stara się być kimś lepszym – i któremu to wychodzi z różnym skutkiem. Jego wewnętrzny kodeks jest prosty i brutalny: przeżyj, chroń tych co są z tobą, nie kłam samemu sobie. W świecie Pierwszego Prawa to jest już dużo.
Glokta – inkwizytor, były wojenny bohater który skończył jako torturant na usługach władzy – to drugi biegun tej serii. Człowiek który robił okropne rzeczy i robi je dalej, ale rozumie doskonale co robi i dlaczego – i ta lucydność jest w jakiś przewrotny sposób bardziej honorowa niż nieświadomość większości bohaterów wokół niego.
Abercrombie zadaje pytanie które Sapkowski też zadawał: czy można zachować człowieczeństwo robiąc nieludzkie rzeczy w nieludzkich warunkach? I podobnie jak Sapkowski nie daje na to pytanie prostej odpowiedzi.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie cenił bohaterów którzy są skomplikowani na serio – nie skomplikowani jako chwyt marketingowy.
Jeśli chcesz czegoś krótszego i szybszego
Nie każda lektura musi być zobowiązaniem na pół roku. Czasem chcesz wejść w dobry świat, przeżyć dobrą historię i wyjść z niej w ciągu tygodnia. Poniżej trzy propozycje dla kogoś, kto ma ochotę na wiedźminowy klimat ale bez epickich rozmiarów.
Andrzej Sapkowski – opowiadania spoza Wiedźmina
Zanim powiem o innych autorach – mała dygresja dla tych, którzy nie wiedzą że Sapkowski pisał dużo więcej niż Wiedźmin.
Zbiór „Maladie i inne opowiadania” oraz „Świat króla Artura” to Sapkowski w formie krótkiej – i bardzo dobrej. Szczególnie „Maladie” to zbiór który pokazuje jak wszechstronny jest autor gdy wychodzi poza Geralta. Są tu opowiadania historyczne, jest fantasy arturiańskie, jest horror. Wszystko z tym samym rytmem zdania i tą samą ironią którą znasz z Wiedźmina.
Jeśli skończyłeś serię i tęsknisz za głosem Sapkowskiego – zacznij tu zanim sięgniesz po innych autorów.
Terry Pratchett – Straż Nocna
Nieoczywisty wybór – i celowo.
Pratchett kojarzony jest z humorem i parodią, co jest słuszne ale niepełne. Straż Nocna to jeden z najbardziej poważnych i poruszających tomów całej serii Świata Dysku – opowieść o podróży w czasie, o tym czym jest przyzwoitość w nieprzyzwoitym świecie i o cenie jaką płaci ktoś kto ma zasady gdy system zasad nie nagradza.
Sam Vimes – komendant straży miejskiej Ankh-Morpork – to postać w duchu geraltowska może bardziej niż ktokolwiek na tej liście. Profesjonalista zmęczony światem, cyniczny na zewnątrz, z nienaruszalnym wewnętrznym kodeksem. Człowiek który robi swoją robotę nawet kiedy nikt nie patrzy i nikt nie doceni.
Straż Nocna nie jest parodią. Jest pełnokrwistą powieścią fantasy z czasową pętlą, rewolucją i jednym z najlepszych zakończeń jakie czytałem w gatunku. Humor jest – ale schodzi na drugi plan.
Można ją czytać bez znajomości poprzednich tomów serii – choć kilka rzeczy będzie miało większy ciężar jeśli znasz Vimesa z wcześniejszych książek.
Dla kogo: dla kogoś kto w Wiedźminie cenił protagonistę z zasadami i nie boi się że za okładką z żartobliwą grafiką może czekać coś poważnego.
Aneks: Wiedźmin książkowy jest mniej słowiański niż myślisz
To jest teza która część czytelników wprawia w konsternację – szczególnie tych, którzy do książek trafili przez gry. Ale warto ją postawić uczciwie, bo ma bezpośrednie konsekwencje dla kogoś szukającego „czegoś podobnego do Wiedźmina”.
Zacznijmy od gier. CD Projekt RED stworzył w trylogii Wiedźmin wizualną i atmosferyczną estetykę, która jest głęboko słowiańska – wsie wyglądające jak skansen, strzygi i topielce wprost z etnografii Kolberga, muzyka oparta na ludowych motywach, architektura i kostiumy które wyraźnie sygnalizują „Polska, Czechy, Ruś, gdzieś tutaj”. Ta estetyka jest przemyślana, piękna i bardzo skuteczna. Problem polega na tym że jest w dużej mierze inwencją twórców gry, nie Sapkowskiego.
Sapkowski literacki jest inny. Jego świat wyrósł z szerszego korzenia – środkowoeuropejskiej baśniowości, która czerpie z różnych tradycji jednocześnie. Są tu oczywiście elementy słowiańskie – południce, utopce, leszy – ale są też elfy wprost z tradycji celtyckiej, krasnoludy z germańskiej, motywy arturiańskie, nawiązania do Szekspira, do włoskiego renesansu, do żydowskiej mistyki. Sapkowski był oczytanym człowiekiem który sięgał wszędzie i nie rozliczał się z żadnej jednej tradycji.
Do tego jego świat jest wyraźnie inspirowany konkretnym momentem historycznym – późnym średniowieczem środkowoeuropejskim, z jego pogromami, inkwizycją, wojnami religijnymi i klasową przemocą. To jest historia którą Sapkowski znał i której nie idealizował. Ale to nie jest historia słowiańska – to jest historia europejska widziana oczami kogoś z tej części Europy.
Co z tego wynika praktycznie? Jeśli po Wiedźminie szukasz przede wszystkim słowiańskiego folkloru i słowiańskiej estetyki – szukasz czegoś co jest bardziej w grach niż w książkach. Radek Rak, Anna Brzezińska, pewne wątki u Kossakowskiej – to jest kierunek. Sapkowski dał Ci impuls, ale nie dał Ci słowiańskiej mitologii na talerzu.
Jeśli szukasz natomiast środkowoeuropejskiej wrażliwości – ironii, zmęczenia historią, braku złudzeń co do tego jak działają instytucje, specyficznego humoru który śmieje się żeby nie płakać – to jest coś co Sapkowski ma głęboko we krwi i co rzeczywiście trudno znaleźć u autorów anglosaskich. Guy Gavriel Kay jest może najbliżej z zachodnich autorów – ale Kay to wyjątek.
Ta różnica ma znaczenie przy wyborze kolejnej lektury. Wiedźmin gry i Wiedźmin książki to dwa różne doświadczenia które ukształtowały dwie różne grupy czytelników szukających „czegoś podobnego”. I obie te grupy znajdą co innego na tej liście.
Jedno zdanie na koniec które chcę zostawić: Wiedźmin jest trudny do zastąpienia nie dlatego że jest najlepszy – ale dlatego że jest bardzo konkretny. Ma głos, ma ironiję, ma środkowoeuropejską duszę której nie da się skopiować. Najlepsze co możesz zrobić po skończeniu serii to przestać szukać Wiedźmina numer dwa – i zacząć szukać rzeczy które są równie dobre na swój własny sposób.
Kilka z nich jest na tej liście.
A jeśli macie własne tytuły które pominąłem – piszcie w komentarzach. Chętnie poznam.