Miłoszewski założył wydawnictwo Heca– o tym wspominałem w artykule, który podlinkuję w komentarzu.
I jest jedna rzecz, którą owe wydawnictwo od razu zrobiło dobrze, mianowicie system identyfikacji – okładki wyróżniają się tym, że nie starają się powielać chwytów mających budować wyróżnienie.
To trochę jak z zasadami dobrego posta/profilu na LI – jeżeli będzie się stosować wszystkie dobre rady jak prymus, będziemy jak letnia pomidorowa. Niby wszystko się zgadza, ale „jakieś to takie nie wiem”.
Idealnie jest kiedy rozumiemy zasady i świadomie wykorzystujemy ich dobro w zgodzie z naszymi potrzebami i celami, ale tak żeby podostrzać ważne kontrasty, a nie tworzyć fałszywą i obcą iluzję.
To jeśli chodzi o założenia dotyczące komunikacji, a wracając do Hecy – podobają mi się ich okładki, bo przez spójność i minimalizm:
- zwracają uwagę,
- budują branding,
- ułatwiają czytelnikowi zrozumienie, z czym ma do czynienia – odbiorca łatwo nauczy się, że każda barwa to inny autor.
Do tego powiedziałbym, że desing przemówi do grupy docelowej, która lubi czuć się połechtana, że ma niebanalny, inny gust.