Kiedy myślimy o urban fantasy, pierwsze co przychodzi do głowy to Londyn, Atlanta albo Chicago – miasta, w których magia chowa się za rogiem zwykłej ulicy. A tymczasem u nas dzieje się dokładnie to samo, tylko że wampir może mieszkać w toruńskiej kamienicy, a nekromantka studiuje na Uniwersytecie Wrocławskim. Polska fantastyka miejska ma się świetnie i to od lat – po prostu trochę ciszej niż jej zachodni kuzyni.

Zebrałem kilka tytułów, które pokazują, jak różnie można pisać o magii wciśniętej między blokowiska, kamienice i akademiki. Jest kryminalna wiedźma, jest humor z pazurem, jest odrobina grozy i – co mnie szczególnie cieszy – jest też trochę mojego podwórka, czyli miejska intryga osadzona w świecie, który sam stworzyłem.

Złodziej dusz – Aneta Jadowska

Jeśli miałbym wskazać jeden tytuł, od którego naturalnie zaczyna się przygoda z polskim urban fantasy, byłby to właśnie ten. Dora Wilk oficjalnie jest policjantką w Toruniu, nieoficjalnie – wiedźmą, która całe życie próbuje utrzymać w równowadze dwa światy: ten zwyczajny i Thorn, alternatywne miasto ukryte tuż obok, zamieszkane przez istoty magiczne. Kiedy w Thornie zaczynają ginąć nadprzyrodzone stworzenia, Dora musi znaleźć sprawcę, a przy okazji żonglować śledztwem w Toruniu, gdzie każde niedbałe użycie magii kończy się kłopotami.

To, co lubię w tej książce najbardziej, to fakt, że Jadowska nie boi się mieszać gatunków. Mamy tu kryminał, przygodę, sporo humoru i całkiem wyraźny wątek romansowy, bo u boku Dory pojawia się Miron – wnuk samego Lucyfera, co samo w sobie daje spore pole do popisu. Świat Thornu jest zbudowany z rozmachem i konsekwencją – wampiry, wilkołaki, anioły i demony żyją tu obok siebie na zasadach, które mają sens, a nie są tylko dekoracją.

Złodziej dusz otwiera heksalogię, więc jeśli chcecie wejść w świat Dory na dłużej, macie zapewnioną lekturę na wiele wieczorów. Polecam szczególnie tym, którzy szukają lżejszego wejścia w gatunek – to książka, która nie każe się niczego uczyć na pamięć, tylko wciąga i bawi od pierwszych stron.

Szamanka od umarlaków – Martyna Raduchowska

Zupełnie inny klimat, choć wciąż to samo miasto – Wrocław, tylko tym razem oglądany oczami studentki, która ma dość niewygodny dar: widzi zmarłych. Ida, świeżo upieczona żaczka wrocławskiej uczelni, odkrywa, że jej zdolność nie jest ani wygodna, ani łatwa do ukrycia, a świat duchów okazuje się dużo bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać.

To, co wyróżnia tę książkę na tle innych polskich urban fantasy, to połączenie akademickiej codzienności – sesje, korki, wspólne mieszkanie ze znajomymi – z czymś znacznie mroczniejszym, co wdziera się w to zwyczajne życie bez pytania o pozwolenie. Raduchowska świetnie balansuje między lekkością a niepokojem, więc nawet jeśli spodziewacie się kolejnej komedii o nadprzyrodzonych sąsiadach, dostajecie coś z nieco większym ciężarem gatunkowym.

Wrocław jako tło działa tu naprawdę dobrze – to miasto studenckie, tętniące życiem, ale też pełne zaułków, w których łatwo uwierzyć, że coś czai się tuż za rogiem. Jeśli szukacie polskiego urban fantasy z nutą grozy i bohaterką, która musi dorosnąć do swojego daru szybciej, niż by chciała, to jest to pozycja w sam raz.

Nocarz – Magdalena Kozak

Zmiana rejestru – z kryminału i komedii przechodzimy do czystej akcji. Jerzy Arlecki, świeżo upieczony funkcjonariusz ABW, ginie podczas swojej pierwszej akcji. To jednak dopiero początek, bo zamiast trafić do grobu, budzi się jako Vesper – członek Nocarzy, elitarnej jednostki wampirów pracujących dla polskich służb specjalnych, powołanej do walki z Renegatami, czyli wampirami, które nie chcą podporządkować się żadnym zasadom.

Kozak, sama będąc oficerem Sił Powietrznych RP i weteranką misji bojowych, wnosi do tej historii coś, czego brakuje większości fantastyki o wampirach – autentyczność realiów wojskowych. Sprzęt bojowy, szkolenia, hierarchia dowodzenia, cała otoczka służb specjalnych są tu opisane z taką precyzją, że łatwo zapomnieć, że w centrum akcji stoją nieumarli pijący krew. Warszawa jako tło działa świetnie – to nie jest miasto z pocztówki, tylko przestrzeń pełna cieni, w której toczy się cicha wojna niewidoczna dla zwykłych mieszkańców.

To pierwszy tom dłuższego cyklu, więc jeśli szukacie polskiego urban fantasy z mocnym zastrzykiem militarnego realizmu i moralną szarością zamiast prostego podziału na dobrych i złych, warto zacząć właśnie tutaj. Dla czytelników zmęczonych wampirami jako wiecznymi kochankami to naprawdę odświeżająca zmiana kierunku.

Kołysanka dla czarownicy – Magdalena Kubasiewicz

Wracamy do Warszawy, tym razem w towarzystwie Jagody Wilczek – specjalistki od klątw, znanej wśród nieprzychylnych jako Wilcza Jagoda. Kobieta prowadzi w miarę spokojne życie między lekcjami dla młodej uczennicy a codziennymi zleceniami, dopóki nie spadają na nią naraz trzy problemy: krewni ze skłonnością do kłopotów, dawno rzucona klątwa, która zaczyna się budzić, i fala tajemniczych zbrodni, w wyniku której o mały włos nie ginie jej brat.

To, co wyróżnia tę książkę, to umiejętne wplecenie słowiańskiej mitologii i baśniowych motywów w bardzo współczesną, warszawską scenerię – mamy tu magiczną część Powązek, osobny system państwowy dla obdarzonych mocą i sporo nawiązań do rodzimego folkloru, podanych bez cukierkowej sztampy. Fabuła pędzi do przodu, a Kubasiewicz sprawnie żongluje wątkiem kryminalnym i rodzinnymi tajemnicami, nie dając czytelnikowi chwili wytchnienia.

To pierwszy tom serii, która ma już swoją kontynuację, więc jeśli klimat przypadnie Wam do gustu, macie zapewnioną dalszą lekturę. Polecam szczególnie tym, którzy w polskim urban fantasy szukają czegoś pomiędzy kryminałem a baśnią – to połączenie, które tutaj naprawdę działa.

Kłamstwa szklanych wież – Piotr Tango

Skoro już jesteśmy przy miastach, w których magia i codzienność żyją obok siebie na bardzo różnych zasadach, nie mogę nie wspomnieć o Radymiczu – moim własnym pomyśle na miejską fantastykę, w której klimat przedwojennej Warszawy miesza się z industrialnym Lwowem i krakowską secesją.

Muszę podkreślić, że Kłamstwa nie do końca pasują do takiego zestawienia bowiem nie mamy tu miasta wplecionego w tkankę naszej rzeczywistości, a po prostu duży nacisk na miasta osadzone w zupełnie fikcyjnym świecie. W uniwersum nie eksplorujemy łańcuchów górskich, dolin i puszczy, a raczej dzielnice ogromnych miast.

Miasto jest ważnym tłem, ale Kłamstwa nie pasują wprost do standardów urban fantasy.

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu – Anna Lange

Tu zmieniamy nie tylko klimat, ale i epokę – zamiast współczesności, wiktoriański Londyn roku 1873, w którym magia jest tak powszechna jak herbata o piątej. Clovis LaFay, młody arystokrata władający najtrudniejszą i najbardziej podejrzaną odmianą magii – nekromancją – trafia w sam środek śledztwa prowadzonego przez świeżo powstały Podwydział Spraw Magicznych Scotland Yardu. Razem z dawnym przyjacielem Johnem Dobsonem i jego siostrą Alicją musi rozwikłać sprawę zaginięcia młodej dziewczyny, a przy okazji zmierzyć się z własną, niechętną mu rodziną.

To, co robi tu największe wrażenie, to dopracowanie epoki – Lange jest naukowczynią z wykształcenia i naprawdę widać, że włożyła masę pracy w odtworzenie realiów wiktoriańskiego Londynu, łącznie z konfliktami klasowymi, sytuacją kobiet czy pracą dzieci. System magii oparty na glifach jest spójny i logiczny, a przy tym nie przytłacza czytelnika teorią.

To technicznie fantastyka miejska osadzona poza granicami Polski, ale pisana przez polską autorkę i z polską wrażliwością – trochę inne spojrzenie na to, czym może być urban fantasy znad Wisły. Dla miłośników kryminału w sosie magicznym i epoki wiktoriańskiej to pozycja obowiązkowa, szczególnie jeśli lubicie, gdy śledztwo idzie w parze z powolnym budowaniem relacji między bohaterami.

W świetle nocy – Milena Wójtowicz

Na koniec coś zupełnie innego w tonie – komedia, i to komedia z prawdziwego zdarzenia. Aśka Myszkowska budzi się pewnego dnia jako wampir. Nikt jej o zdanie nie pytał, ale skoro już tak wyszło, trzeba sobie jakoś poradzić – najlepiej z pomocą Sabiny Piechoty, specjalistki od BHP w świecie istot nienormatywnych, która wprowadza świeżo upieczone wampirzę w arkana nieżycia.

Wójtowicz robi tu coś, czego nie spotyka się często – bierze najbardziej wyeksploatowany motyw urban fantasy, czyli wampiryzm, i odziera go z całego mrocznego uroku, zastępując go biurokracją, szkoleniami wstępnymi i kompletnie ziemskimi problemami w rodzaju studiów czy relacji ze znajomymi. Wychodzi z tego historia, która bawi od pierwszej strony, ale przy okazji dotyka też tematów w rodzaju budowania siebie na nowo po traumatycznej zmianie.

Jeśli szukacie polskiego urban fantasy na wieczór, kiedy macie ochotę się pośmiać, a nie zamartwiać losem świata, to jest to strzał w dziesiątkę. Seria ma już kontynuację, więc jeśli Aśka i jej ekipa Was wciągną, macie zapewnioną kolejną porcję przygód.

Dokąd dalej?

Polska fantastyka miejska to gatunek znacznie bogatszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – od kryminalnych śledztw, przez akademicką grozę, aż po czystą komedię. Każda z tych książek pokazuje inne miasto i inny sposób na to, jak wpleść magię w polską codzienność, więc niezależnie od tego, czego szukacie, powinniście znaleźć tu coś dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *