Kiedy rzucasz hasło „fantasy”, większość ludzi widzi elfy ratujące świat, epickie bitwy na miecze i patetyczne przemowy. Super, sam jako dzieciak hałasowałem maszyną do pisania moich dziadków, pożerając takie historie. Ale umówmy się – ile razy można ratować uniwersum przed nawet fajnym, ale jednak mrocznym władcą, który nie daje się korumpować gildii producentów różdżek?
Czasami masz ochotę na coś brutalniejszego, bliższego ulicy. Na historię, w której zamiast szarży kawalerii masz mroczny zaułek, trupa z poderżniętym gardłem i detektywa, który zamiast lśniącej zbroi ma kaca i dziurawy prochowiec.
Rozbierzmy dziś na czynniki pierwsze kryminał fantasy – gatunek, który uwielbiam, ale który potrafi też potężnie wkurzyć, kiedy autor idzie na łatwiznę.
A jeżeli chcesz więcej takich zestawień, tu kolejny poradnik jakie kryminały fantasy wybrać.
Dobra, czas na niepopularną opinię: Garrett to nuda
Zacznijmy od klasyki i rantu, bo nie lubię owijać w bawełnę. Kiedy zacząłem mocno analizować rynek pod kątem własnego pisania, wszyscy jak jeden mąż powtarzali: „Piotrek, musisz przeczytać cykl o Garrecie Glena Cooka. To jest absolutny fundament fantasy noir!”.
No to usiadłem, kupiłem, przeczytałem pierwszy tom. I… potężne rozczarowanie.
Z trudem zmusiłem się do końca. Cook zrobił z Garretta taką papierową kalkę Philipa Marlowe’a, że aż bolały zęby. Intryga kryminalna była nudna jak flaki z olejem, śledztwo opierało się na przypadkach, a świat przedstawiony kompletnie mnie nie kupił. Czasami klasyka po prostu brzydko się starzeje i to jest dokładnie ten przypadek. Jeśli odbiliście się od Garretta – spokojnie, ze mną było tak samo. Na szczęście ten gatunek ma do zaoferowania znacznie więcej.
Niby kolejne tomy są lepsze, ale na razie nie sprawdzam.
Akta Dresdena – urban fantasy, które mnie rozczarowało
Kolejny „święty Graal” gatunku, od którego boleśnie się odbiłem. Harry Dresden, jedyny zawodowy mag-detektyw w Chicago, miał być hitem, a okazał się dla mnie totalnie irytujący.
Elementy detektywistyczne rozczarowują, magiczny wymiar świata jest dla mnie ubogi i nie spina się z realiami. Doceniam jednak momenty, w których Dresden korzysta z bycia postacią „pogranicza” oraz pewne elementy jego charakteru, czy pokazania „mocy” magii, która potrafi być rozczarowująco słaba, kiedy potrzebujesz zrobić coś bardzo konkretnego. To plusy, ale całościowo dla mnie pierwszy tom cierpi na to, co jest ryzykiem w tej konwencji – staje się miałki i pastiszowy, bez elementu, który odświeża konwencję. No i baardzo nie lubię deus ex machiny, a tu miewamy ratowanie Dresdena przez autora.
Najlepsze kryminały fantasy. Co warto przeczytać?
Po tym wstępie możecie pomyśleć, że jestem strasznym marudą, zgredem i krytykiem, któremu dogodzić graniczy z cudem. No bo jak to tak – tknąć absolutne świętości gatunku, zmieszać z błotem Cooka, a za chwilę pewnie oberwie się kolejnemu wielkiemu nazwisku? Moje czepialstwo nie wynika jednak ze złośliwości. Jako autor i przede wszystkim jako zagorzały czytelnik szukam w historiach czegoś więcej niż oklepanych schematów i pisania na kolanie.
Spokojnie, nie mam zamiaru tylko wylewać żalu. Na rynku są książki, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić, bo doskonale rozumieją, jak połączyć brudne śledztwo z magią w taki sposób, że zarywa się nocki. Zobaczmy więc, kto robi świetną robotę na zagranicznym i naszym rodzimym podwórku, a kto… no dobra, dorzuci do mojego koszyka kolejne rozczarowanie.
Adam Przechrzta (cykl Materia Prima)
Tutaj zdejmuję kapelusz, bo to, co Przechrzta zrobił z alternatywną Warszawą z początku XX wieku, to jest absolutny majstersztyk i wzór tego, jak powinno się budować tło pod kryminalną intrygę. Wyobraźcie sobie miasto pod carskim zaborem, w którym nagle pojawiają się enklawy – odcięte od świata, otoczone murami strefy, gdzie prawa fizyki przestają działać, a z mroku wyłażą przerażające, demoniczne istoty. Przechrzta nie idzie na łatwiznę. Zamiast rzucać w nas tanią magią, wprowadza do gry alchemię opartą na bardzo surowych, twardych zasadach.
Głównym bohaterem jest Olaf Rudnicki – aptekarz i genialny alchemik. Facet ma umysł ostry jak brzytwa, jest metodyczny, cholernie inteligentny i patrzy na świat przez pryzmat logiki, co w kryminałach uwielbiam. Rudnicki nie rozwiązuje spraw za pomocą czarodziejskiej różdżki. On bada ślady, analizuje skład chemiczny substancji z enklaw i współpracuje z carskim oficerem, Aleksandrem Samarinem. Ich relacja to genialna, szorstka męska przyjaźń oparta na ciągłym braku zaufania, podszyta polityczną grą i szpiegowskimi intrygami.
To, co urzeka w Materii Primie, to niesamowicie elegancki, a zarazem duszny klimat przedwojennej Warszawy zderzony z bezwzględnością tajnych służb i niebezpieczeństwem płynącym z nieznanego świata. Zagadki kryminalne są tu powiązane z wielką polityką, eksperymentami medycznymi i walką o przetrwanie w świecie, który gwałtownie się zmienia. Jeśli szukacie kryminału fantasy, który szanuje inteligencję czytelnika, ma genialny styl i nie pozwala się oderwać od lektury – Przechrzta to jest absolutny top i musisz go znać.
Magdalena Kubasiewicz i Cienie z Donlonu
Kolejna świetna rzecz z polskiego podwórka, która idealnie wpisuje się w klimat mrocznego dochodzenia. Wyobraźcie sobie donloński odpowiednik Scotland Yardu, wieczną mgłę, cienie i magię, która zaczyna niebezpiecznie wymykać się spod kontroli. Główna bohaterka, Ava Carey, to twarda policjantka z magicznej sekcji śledczej, która dostaje nietypowe zadanie: musi zatrudnić się jako nauczycielka w elitarnej szkole magii. Powód? Jeden z uczniów ginie w tajemniczych okolicznościach, a kobieta, którą Ava ma zastąpić – prywatnie jej przyjaciółka – znika bez śladu. Autorka genialnie miesza motyw akademii magii z rasowym śledztwem proceduralnym, gdzie każdy ma coś do ukrycia, a mury szkoły wręcz nienawidzą obcych. Intryga jest prowadzona bardzo równomiernie, sekrety wyskakują z szaf jeden po drugim, a czytelnik razem z Avą próbuje odróżnić twarde fakty od sprytnych manipulacji. Bardzo wciągające urban fantasy z logiczną zagadką.
Paulina Hendel i Wzgarda
Kolejny twardy dowód na to, że polska fantastyka potrafi pisać bezkompromisowe, mięsiste historie bez owijania w bawełnę. Hendel wrzuca nas na odciętą od świata wyspę do tzw. Kolonii – brutalnego, dusznego uniwersum zamieszkanego przez ludzi, wampiry, elfy, ziemowych i ogry. Nie ma tu jednak sielankowej bajki, jest za to bezwzględna hierarchia społeczna, napięcia rasowe i Pokojowa Warta, na czele której stoi zmęczony życiem naczelnik Sztorm. Pozornie proste śledztwo w sprawie morderstwa i serii dziwnych włamań szybko zamienia się w gęstą opowieść, w której makabryczne zbrodnie sprzed lat zaczynają mieszać się z teraźniejszością. Świat jest surowy, pełen brudu, a ekipa śledcza (w której skład wchodzi między innymi ogr Kostek) musi rozplątać sieć kłamstw, zanim mieszkańców pożre przebudzone w mroku szaleństwo. Świetny mariaż klasycznego fantasy z detektywistycznym pazurem, genialną atmosferą i dawką świetnego, czarnego humoru.
Dlaczego uznałem, że muszę napisać własny kryminał fantasy?
Przez lata szlifowałem warsztat, obserwowałem rynek i widziałem, czego mi w tych książkach brakuje. Skoro Cook i Butcher zawiedli mnie pod kątem samej intrygi, postanowiłem, że u mnie wszystko musi klikać się jak w zegarku. Chciałem połączyć łotrzykowskie przewały i napady rodem z Kłamstw Locke’a Lamory czy Szóstki Wron z rasowym, brudnym kryminałem miejskim. I tak powstali moi synowie i córki, czyli „Kłamstwa szklanych wież”.
Jednym z filarów tej historii jest Inspektor Corvo. To zmęczony życiem, szorstki gliniarz z Nocnej Straży, który zjadł zęby na trupach w stolicy. Nie ma w sobie nic z kryształowego rycerza, ani z napalonego Dresdena. Kiedy wchodzi na miejsce zbrodni, nie bawi się w uprzejmości.
Popatrzcie na ten fragment:
Muchy zawsze zlatują się do gówna, a ludzie w miejsca wypadków – mruknął Corvo. Czemu tak jest? Nie miał pojęcia, ale z doświadczenia wiedział, że krwawe tragedie przyciągają mieszkańców stolicy. (…) Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej okrągłą, srebrną odznakę, którą podstawił rozmówcy pod nos. Tamten odsunął się i przyjrzał prostemu symbolowi wybitemu na rewersie amuletu. Z blachy patrzył na niego profil węszącego dobermana, okolony dewizą „Jesteśmy na tropie”.
Pies… Nocna Straż! – wyszeptał sensacyjnym tonem Dzienny.
Pisząc tę książkę, pilnowałem, żeby absolutnie każdy element był na najwyższym poziomie – od wieloetapowej redakcji z Twardą Oprawą, przez twarde systemy magiczne (inspirowane Sandersonem), aż po logiczną, drobiazgowo zaplanowaną intrygę. U mnie nie ma miejsca na detektywistyczne przypadki, które wkurzały mnie u innych autorów. Tu śledztwo to czysta, twarda logika zderzona z magią.
Sprawdź mnie na własnej skórze!
Jako kreatywny marketingowiec wiem jedno: nikt nie lubi kupować kota w worku. Dlatego nie musisz wierzyć mi na słowo, że moja intryga i powieść przypadną ci do gustu.
Wskakuj na link poniżej, pobierz całkowicie darmową próbkę i przeczytaj trzy pełne rozdziały. Wejdź do świata szklanych wież, poznaj Corvo i sprawdź, czy ten klimat to Twoja bajka.
A jeśli wolisz od razu zapach papieru i pełną oprawę graficzną (w środku jest kilkanaście genialnych ilustracji i mapa miasta!) – papier czeka na Ciebie w moim sklepie. Do zobaczenia na ulicach Radymicza!
Krew Dahaku – i tu ciekawostka
Krew Dahaku autorstwa Moniki Litwinow i Mateusza Rogalskiego zamyka zestawienie jako ciekawostka. Zastrzegam od razu – jeszcze jej nie czytałem, więc nie mogę Wam jej oficjalnie polecić pod kątem samej fabuły ani ocenić konstrukcji intrygi. Akcja toczy się w rozpalonym, pustynnym mieście Dahak, gdzie przedstawicielka rasy lisołaków pracuje w gwardii i próbuje rozwiązać sprawę makabrycznego morderstwa goblina w Dzielnicy Świątyń.
Po co więc w tym zestawieniu?
Bo ta książka ma ze mną i z moimi Kłamstwami szklanych wież coś niesamowicie wspólnego. Za oprawę graficzną i ilustracje w Krwi Dahaku odpowiada dokładnie ta sama artystka, która stworzyła genialne grafiki do mojego debiutu!