„Czy na rynku książki da się być fair? Znany pisarz postanowił to sprawdzić. Nowe wydawnictwo przyciągnęło pierwszych bestsellerowych autorów.
– Rynku, przybywam! Sprawdźmy, czy da się na nim normalnie funkcjonować – wzywa w serwisach społecznościowych Zygmunt Miłoszewski, autor bestsellerowych kryminałów.” – tak zaczyna się tekst Gazety Wyborczej o inicjatywie Miłoszewskiego (zresztą zapowiadanej już kilka miesięcy temu.
Timing jest być może nieprzypadkowy bo stanowi refren do coraz głośniejszej akcji Unia Literacka (postulującej minimum 10% wynagrodzenia dla autorów od ceny okładkowej).
Akcji, którą popieram choć głównie upatruję w niej żmudną próbę, pracę organiczną skazaną na brak spektakularnych sukcesów tu i teraz – pracę związaną z zmianą dyskursu wokół twórców kultury – że mogą i powinni godnie(j) zarabiać, a obecny stan rynku nie jest aksjomatem i status quo, którego nie da się i w ogóle nie należy próbować zmieniać.
Co do samej akcji, mam ten przywilej, że nikt nie wyzwie mnie od hipokrytów: nie podoba mi się rynek więc świadomie zdecydowałem się na mniejszą dystrybucję na własnych warunkach. Jestem za postulatami o lekkim wyregulowaniu tego rynku, skoro stale tkwi w marginalizacji autora.
Nie zakładam tu jednak, że pozjadałem rozumy – wiem, że paru zaprzyjaźnionych wydawców i pisarzy jest mocno przeciwna, może wiedzą coś, co mi póki co umyka. Wszak dopiero surfuję po powierzchni tego rynku. Tak czy inaczej samą akcję cenię, za rozbijanie głupiego mitu, że a) autor nie powinien myśleć o pieniądzach
b) jeżeli nie zarabiasz fortuny, to znaczy, że źle piszesz.
Natomiast co do Miłoszewskiego, mam mieszane odczucia do jego akcji. Filozoficzno-kapitalistyczny sprawdzian, czy da się grać według własnych wyobrażeń, to coś co warto szanować i docenić – jest to przecież proaktywna postawa, która neguje argument: nie podoba się, to zrób to sam.
Ten test jest tyleż niemarodajny, że łatwo odpowiadać sprawdzonymi, a nie bitymi kartami, „Czy na rynku książki da się być fair?” – jeżeli bierzesz mocarne nazwiska i przyjaciół, czy taki test będzie miarodajny?
Może być głównie, jeśli okaże się fiaskiem.
Skoro Miłoszewski chce rzucić wyzwanie rynkowi, bardziej imponujące byłoby, gdyby zamiast grona znanych weteranów, pojawiło się choć kilku debiutantów obdarowanych „godnym” traktowaniem.
Z drugiej strony, czy z perspektywy ludzkiej i biznesowej nie ma sensu właśnie praca z ludźmi, którzy dorzucają wielkie marki, masz z nimi chemię i wiesz, że chcesz nakręcić kupę siana dla każdego z ekipy?
No jest to pragmatyczne i sensowne pod wieloma względami więc z jakiego tytułu ktoś miałby taką inicjatywę krytykować?
Ja jestem fanem wszelkich inicjatyw, które próbują coś zmienić, a nie tylko jojczeć jaki rynek jest zły. Więc w sumie kibicuję, z nadzieją że biznes będzie prowadzony z głową, aby jego upadek nie stał się sztandardem dla tych, którzy będą mogli stosować fiasko jako papierek lakmusowy na kondycję rynku i wycinanie autorów z zysku. Niech się wiedzie na tyle, żeby można było choćby jako co piątą książkę wydać jakiegoś debiutanta.
A co do kondycji rynku – jest to fascynujące, że wydawcy i autorzy biją się o „mniejszą” połowę, podczas gdy większość tortu zjada dystrybucja.
Wydaje mi się, że branża wydawnicza troszkę nie umie się solidarnie zebrać i… pouprawiać lobbing. Ciekawe też, że nie ma jakichkolwiek prób bardziej „spółdzielczego” wygenerowania alternatywnego obiegu dystrybucyjnego.
Na razie mogę powiedzieć tyle, że Wydawnictwo Heca ma całkiem ciekawe okładki swoich autorów.
Na razie mogę powiedzieć tyle, że Wydawnictwo Heca ma całkiem ciekawe okładki swoich autorów.